Gasparik z poczuciem dobrze wykonanej roboty. „Zrobili wszystko, co się dało”

Marcin Ziółkowski

20 sierpnia 2026, 23:41 • 3 min czytania 2

Reklama
Gasparik z poczuciem dobrze wykonanej roboty. „Zrobili wszystko, co się dało”

Choć po raz kolejny Górnik Zabrze zaprezentował się z pozytywnej strony i bez bojaźni chciał grać piłką na tle rywala z wysokiej europejskiej klasy, nie wystarczyło to do wygranej przed własną publicznością z AS Monaco w pierwszym meczu IV rundy eliminacji Ligi Konferencji. Drużyna z księstwa, grająca na co dzień w Ligue 1, okazała się lepsza, ale wygrała jedynie 3:2. Michal Gasparik w pomeczowym wywiadzie dla Polsatu Sport był mocno niepocieszony, ale zdawał sobie sprawę, że jego drużyna zrobiła co się dało, aby szczęściu pomóc.

Reklama

Gasparik zadowolony z wykonania planu, niekoniecznie z wyniku

Na Roosevelta, Górnik miał sporo miejsca na boisku, a także często był w posiadaniu piłki. Jak przyznał słowacki trener, trudno było zrobić coś więcej w czwartkowym spotkaniu ze znacznie mocniejszym personalnie rywalem. Podobało mu się, że jego podopieczni zagrali z odwagą, choć niestety trochę zapłacili za to cenę.

– Wszyscy przekonaliśmy się, że da się grać z każdym. Chłopaki zrobili wszystko, co się dało. Pierwsze dziesięć minut mieliśmy bardzo dobre, zapomnieliśmy, że z Monaco musimy uważać. Pierwsza kontra, od razu gol, szkoda, ale od razu wróciliśmy do meczu, mieliśmy sytuacje, było dużo ładnych kombinacji. Szkoda, że od razu straciliśmy gola na 1:3. W przerwie powiedziałem tylko zespołowi jedną rzecz, byśmy strzelili dla kibiców chociaż jedną i zobaczymy jaki będzie wynik. Graliśmy z nimi w otwartą partię.

Reklama

Gasparik przyznał, że żałuje zarówno utraty pierwszego, jak i trzeciego gola w tym spotkaniu. Jak wytłumaczył to przed kamerami telewizyjnymi, w meczu o zwyczajnej stawce emocjonalnej to sytuacja, w której jego piłkarze poradziliby sobie znacznie lepiej.

– Żałuję i tego, i tego. Na normalnym poziomie emocji to my tę piłkę mamy. Szkoda też, że od razu strzelili nam na 1:3. Okej, dziś pozytywnie, napastnik strzelił bramkę, będziemy walczyć.

Pomimo obaw przed stylem gry Monaco, Gasparik poczuł sporą pewność siebie, z uwagi na to, jak jego podopieczni odpowiadali na boiskowe działania rywala.

Reklama

– Ten mecz pokazał, że ten system nie był dla nas takim problemem. Robili kłopoty przeciwnikom w sparingach, a moi chłopcy bronili dobrze, także jeden na jeden, non stop chcieli grać wysoko. Mieliśmy też dobre kontry. Potrzeba więcej spokoju i lepszego wykończenia.

Słowak był też zadowolony z tego, że Górnik momentami potrafił dominować swojego rywala. To zdecydowanie pozytyw, jaki można wyciągnąć ze spotkania IV rundy w Zabrzu.

–  Cieszę się, że oni byli pewni siebie, a także, że wiedzą jak grać.

Reklama

Rewanż na Stade Louis II 27 sierpnia. Istnieje spora szansa, że doping Zabrzan może ogłuszyć ten w wykonaniu gospodarzy. Na meczach drużyny z Księstwa bowiem frekwencja nie zachwyca.

 

Fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Konferencji

Reklama