Fenerbahce wróciło do Ligi Mistrzów. Osiemnaście lat czekania

Maciej Piętak

26 sierpnia 2026, 23:17 • 4 min czytania 2

Reklama
Fenerbahce wróciło do Ligi Mistrzów. Osiemnaście lat czekania

Osiemnaście lat czekali kibice Fenerbahce na awans do Ligi Mistrzów, ale w końcu się udało. Zespół ze Stambułu wygrał we Francji z Lyonem i przerwał katastrofalną serię, choć w pewnym momencie wydawało się, że wrócą demony z przeszłości…

Reklama

Fenerbahce w Lidze Mistrzów. Czekali osiemnaście lat

W tureckim zespole znajdziemy wiele twarzy znanych z występów w europejskich pucharach czy Premier League. Ederson, Nathan Ake, Milan Skriniar, a także N’Golo Kante to gracze, którzy doświadczeniem bili na głowę piłkarzy Lyonu. I których doświadczenie miało znaczenie na początku.

Zawodnicy Lyonu wyszli na to spotkanie jakby lekko stremowani. Już w pierwszych stu sekundach bramkarz francuskiej ekipy dwukrotnie niepewnie wybijał futbolówkę. Mało było w meczu Corentina Tolisso i jego partnerów z drugiej linii. Aktywny, ale jednocześnie nieskuteczny w swoich działaniach był Lois Openda. Archie Brown schował do kieszeni Ernesta Nuamaha… i tak można by wymieniać.

Ze schematu rozczarowań we francuskiej ekipie wyłamało się dwóch piłkarzy. Najpierw o pierwszym. Moussa Niakhate był tym, który starał się naprawiać liczne pomyłki kolegów z linii obrony. A grał w środę z naprawdę niezłymi ananasami.

O „wybitnym” starcie Greifa już wspomnieliśmy – dodajmy jeszcze, że był bliski wpuszczenia gola po rzucie rożnym. Nie był to najwybitniejszy występ Słowaka. Do prawdziwków zaliczymy również duet bocznych obrońców, który przedstawił się szerszej publiczności w 24. minucie. Najpierw Ainsley Maitland-Niles uznał, że skoro już raz zablokował rywala, to wystarczy i sobie stanie. Tymczasem Oguz Aydin nie zatrzymał się, dośrodkował futbolówkę, a tam Vedat Muriqi zmasakrował w powietrzu Abnera Viniciusa i oddał strzał. Pierwszą próbę Greif obronił, ale cóż z tego, skoro wypluł futbolówkę przed siebie, a koledzy z obrony stanęli jak słupy soli i pieprzu. Muriqi dobił piłkę, było 1:0.

Reklama

Chwilę później Fenerbahce podwyższyło prowadzenie – Greenwood zacentrował z rzutu rożnego, dla odmiany zawalili Maitland-Niles z Nuamahem, którzy nie upilnowali Archiego Browna.

Lyon stanął pod ścianą.

Reklama

Lyon gonił Fenerbahce…

Francuzi nie byli w pierwszej połowie bezzębni. Blisko samobójów byli Milan Skriniar i Muriqi (ten drugi obił słupek), a Ederson musiał się wysilić przy próbie Mortona. To było jednak za mało jak na dobrze zorganizowany zespół gości.

Gości, którzy już w drugiej połowie mogli zamknąć dwumecz. Tuż po zmianie stron Niakhate zablokował ręką strzał Muriqiego i sędzia… nie podyktował jedenastki. Dlaczego? Czemu? Kto to wie.

Reklama

Swoją drogą, słówko o arbitrze. Maurizio Mariani zupełnie nie panował nad meczem. Katastrofalny występ, którego nie powstydziliby się niektórzy polscy sędziowie, i niestety nie jest to komplement.

Nawet bez rzutu karnego Fenerbahce powinno prowadzić 3:0, ale w sytuacji sam na sam Oguz Aydin huknął w okolice trzeciego piętra.

Mijały kolejne minuty. Zespół ze Stambułu wciąż miał dwa gole zapasu. I wtedy do akcji weszła druga postać Lyonu, która nas oczarowała.

Malick Fofana imponował. Wiedział poniekąd, że to dla niego mecz o być albo nie być w Lyonie. Jak przynajmniej podawali komentatorzy Canal+ (choć ich pomyłki, jak pomylenie Maitlanda-Nilesa z Tolisso, nakazują ostrożność) belgijski skrzydłowy czuł się w klubie bardzo komfortowo. Nie chciał odchodzić. W przypadku odpadnięcia byłoby to jednak nieuniknione ze względu na próbę ratowania budżetu klubu, a chętna na jego usługi jest AS Roma.

Reklama

Belg próbował, szarpał, strzelał (łącznie aż cztery próby), kreował (dwa kluczowe podania), wygrywał pojedynki (5/6)… Był wszędzie. I był też w odpowiednim momencie w 61. minucie, kiedy to w perfekcyjny sposób wykorzystał centrę rehabilitującego się częściowo Maitlanda-Nilesa.

I wtedy się zaczęło.

… a kontrowersja goniła kontrowersję

Lyon rozpoczął szturm na bramkę rywala. W ciągu dziesięciu minut piłka jeszcze dwukrotnie zatrzepotała w bramce Edersona. Przy obu trafieniach zadecydowały jednak milimetry. Openda był lekko wychylony, a gol Boudache został anulowany ze względu na rzekome dotknięcie piłki przez gracza Lyonu przy zagraniu do skrzydłowego, choć początkowo arbiter uznał, że to Archie Brown dotykał piłki jako ostatni. Włoch sprawdzał to kilka minut, ale ostatecznie złamał serca Francuzom.

Gospodarze już się nie pozbierali. Już nie biegali z taką intensywnością. Już nie mieli takiej wiary, że uda się doprowadzić do remisu. Rzucili się do rozpaczliwych ataków w doliczonym czasie gry, ale to było za mało. Fenerbahce wytrzymało i po osiemnastu latach przerwy zagra w wymarzonej Lidze Mistrzów.

Reklama

Olympique Lyon – Fenerbahce 1:2 (0:2) (dwumecz 2:3)

  • 0:1 – Vedat Muriqi 24′
  • 0:2 – Archie Brown 28′
  • 1:2 – Malick Fofana 61′

Fot. Newspix

2 komentarze
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Mbappe pogrążył Sociedad. Udany powrót Mourinho na Bernabeu

Jan Broda
0
Mbappe pogrążył Sociedad. Udany powrót Mourinho na Bernabeu

Liga Mistrzów

Reklama