Żeby było uczciwie, już 33. kolejka Ekstraklasy powinna być Multiligą

Paweł Paczul

11 maja 2026, 13:54 • 4 min czytania 48

Reklama
Żeby było uczciwie, już 33. kolejka Ekstraklasy powinna być Multiligą

W następnej kolejce jeszcze wszystkie drużyny nie zagrają o jednej porze, nie będziemy nasłuchiwać charakterystycznego dzwoneczka, nie poprzenosimy się z jednego stadionu na drugi w zawrotnym tempie. A może powinno tak być? Dlaczego tuż przed finałem jedni grają szybciej, a drudzy mogą obserwować to z boku i dopiero potem wyjść na boisko?

Reklama

Po drodze – w tygodniu – są jeszcze rozgrywane zaległości, ale i tak wiadomo, od dość dawna zresztą, że ostatnie dwie kolejki to będzie naparzanka o stawkę w wielu miejscach. Tymczasem kiedy kluczowy mecz w piątek wieczorem rozegra Korona z Widzewem, to na przykład Lechia zagra dopiero w niedzielę jako ostatnia, doskonale znając wynik tamtego spotkania. Jeszcze później zagra Arka, bo w poniedziałek. „Szczęście”, że Bruk-Bet już spadł, ale co gdyby wciąż grał o życie, a Arka po – załóżmy – porażce z Górnikiem i niekorzystnych wynikach przez weekend, byłaby już pogodzona z losem? Wówczas niecieczanie mieliby z nią teoretycznie łatwiej, też dlatego, że przydzielono im ostatni mecz kolejki.

To przykład z gry o utrzymanie, ale jest przecież też kwestia pucharów. Zagłębie musi kolejkę zacząć, a dopiero potem, w niedzielę, uzbrojone w wiedzę zagrają ekipy z Częstochowy, czy Białegostoku.

Ktoś powie, że trudno było przewidzieć tak wyrównany sezon i to oczywiście prawda, natomiast przecież co sezon dochodzi do takich niesprawiedliwości i ten po prostu nie jest wyjątkowy. W zeszłym mieliśmy wyrównaną walkę o mistrzostwo pomiędzy Rakowem i Lechem, ale w 33. kolejce to Kolejorz miał komfort – poczekał na to, co zrobi rywal, ten zremisował, więc i on nie musiał gonić przy 2:2 z GKS-em Katowice. Zupełnie inaczej wyglądałoby to, gdyby oba zespoły grały równolegle, przecież jakikolwiek przypadkowy gol dla Rakowa robiłby Lechowi ogromny problem, a tutaj miał święty spokój, wiedział, że remis też go urządza (a GKS nie miał sportowej stawki).

Reklama

Niewątpliwie na samym finiszu rozgrywek jedni mają łatwiej ze względu na terminarz, a drudzy nieco trudniej. „Nieco”, bo to oczywiście nie jest koniec świata, ale na ostateczne rozstrzygnięcie może wpłynąć. Przecież w zasadzie w jakiejkolwiek grze, nie tylko w futbolu, byłoby komuś łatwiej, gdyby wykonywał swój ruch, znając już ruch przeciwnika – choćby dlatego w pokerze tak ważna jest pozycja. No, ale w Ekstraklasie jakoś ci ustalający reguły nie bardzo się tym przejmują.

Naturalnie można też odbić piłeczkę, że jeśli grasz jako drugi, a ten pierwszy wygra, to presja na tobie rośnie. Oczywiście. Ale spójrzmy logicznie (choć to w sumie i tak argument za tym, żeby grać równo, skoro niektórym granie wcześnie miałoby przeszkadzać) . Jeśli grasz jako pierwszy, presję i też byś miał. Jeśli grasz jako drugi istnieje szansa, że ten element ci odpadnie, jeśli ten pierwszy nie wygra. Granie jako pierwszy to więc presja obowiązkowa, a jako drugi tylko możliwa. I to wszystko w 33. kolejce, kroczek przed finałem.

Nad argumentami typu „to grajmy cały sezon o jednej porze, żeby było równo” nie ma co się pochylać, bo to podnoszenie sprawy do absurdu, kiedy 33. kolejka ustawia tabelę przed ostatnią, finałową.

Reklama

I to naprawdę nie jest jakieś niezwykłe rozwiązanie, żeby tak o grę fair zadbać. Na przykład w La Liga te drużyny, które rywalizują o podobne cele na finiszu sezonu, już w 37. kolejce grają o tej samej porze. Zresztą… przecież i w Polsce kiedyś tak do tego podchodzono. Przypomnijcie sobie absolutny klasyk Ekstraklasy:

Lech strzela w końcówce, Cracovia strzela w końcówce i Kolejorz wyprzedza Wisłę. To nie jest Multiliga z ostatniej kolejki, to Multiliga z przedostatniej kolejki. Według dzisiejszych zasad mogłoby być zupełnie inaczej: Lech może i wygrywa 2:1 z Ruchem, ale Wisła znając ten wynik, podchodzi do spotkania z Cracovią dużo bardziej skupiona i zwycięża 2:0. Albo jest zestresowana i przegrywa 0:2? Któż to wie. A tak, według uczciwych zasad, napisała się historia.

Dzisiaj tego nie ma, a dlaczego nie ma – wiadomo, chodzi o pieniądze. Telewizji dużo bardziej opłaca się zapełnić cały weekend meczami i reklamami, niż zapełnić materiałem tylko jeden dzień. Z punktu biznesowego to zrozumiałe, z punktu sportowego – już nie.

Reklama

No i pozostaje prozaiczna kwestia emocji. Nasza liga jest przecież najciekawsza, gdy można puścić kilka meczów za jednym zamachem…

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

48 komentarzy
Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
1
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
24
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
24
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!