Damian Żurek tuż za podium! Było blisko medalu dla Polski

Sebastian Warzecha

11 lutego 2026, 20:01 • 5 min czytania 28

Reklama
Damian Żurek tuż za podium! Było blisko medalu dla Polski

Gdybyście spytali kogokolwiek przed igrzyskami, o naszą największą szansę medalową, to – o ile tylko się zna – powiedziałby: Damian Żurek. Czy to na 1000 metrów, czy na 500 – choć na tym drugim pewnie minimalnie bardziej – nasz łyżwiarski sprinter miał walczyć o podium. Ba, może nawet o złoto. Dziś wystartował na dłuższym dystansie… i do medalu zabrakło niespełna jednej dziesiątej sekundy. Był blisko, o krok. Ale jednak – tym razem – się nie udało.

Reklama

Damian Żurek czwartym zawodnikiem igrzysk. Był o krok od medalu

Wiecie, to jest piękna historia, że taki gość w ogóle był kandydatem do medalu, bo łyżwom podporządkował swoje życie.

To tomaszowianin z urodzenia, od dziecka gdzieś przy torze – najpierw naturalnym, potem w hali – od dziecka zajawiony łyżwami. Miał w pewnym momencie do wyboru je albo piłkę, bo koledzy wołali na boisko. Ale wolał łyżwy. Ciężkie treningi, zimno, urazy, obtarcia, wymiotowanie z wysiłku. Nic go nie odstraszyło. I tak się rozwijał. Cztery lata temu jechał jeszcze do Pekinu, żeby się z olimpijskimi zmaganiami zaznajomić. Nikt nie liczył na jego sukces.

Tam w sprintach walczyć miał przede wszystkim Piotr Michalski. I faktycznie, dwa razy był blisko podium.

Reklama

Damian był dalej, w tle. Ale zbierał doświadczenia. I z czasem jego talent wybuchł. A o tym, że ten talent ma, też było wiadomo od dawna. Wiesław Kmiecik, legendarny już w polskim łyżwiarstwie trener, mówił nam:

– Prowadziłem juniorów. 2017 rok, Damian jako junior młodszy wziął udział w prestiżowych zawodach Viking Race w Holandii, uznawanych za nieoficjalne mistrzostwa Europy młodych zawodników. I skubany wykręcił absolutny rekord imprezy. Do dziś pamiętam czas: 36,40 na 500 m. Trenerzy z innych państw byli w szoku. Jeden po drugim podjeżdżali i mi gratulowali tego chłopaka – wspominał Kmiecik. Trochę na wybuch tego talentu poczekaliśmy.

CZYTAJ: ŻUREK DA POLSCE MEDALE? „NIECH BĘDZIE NAJSZYBSZY NA ŚWIECIE”

Ale ostatnie lata to wielka forma Damiana. Gdyby nie to, że ma na swoim dystansie Jordana Stolza – wręcz dominatora – to pewnie byłby faworytem nawet do dwóch złotych medali. A tak po prostu był mocnym – bardzo mocnym – kandydatem do podium. Podstawy by w to wierzyć były naprawdę mocne. W tym sezonie Żurek dziewięć razy stał na podium Pucharu Świata. Na mistrzostwach Europy został podwójnym mistrzem.

Reklama

Jedynym pytaniem pozostawało więc: czy forma na igrzyska została przygotowana odpowiednio? I liczyliśmy, naprawdę liczyliśmy, że odpowiedź brzmi: „tak, najlepiej, jak się dało”.

Jeden przeszarżował, drugi miał pecha

Zanim wystartować miał Damian – w ostatniej parze – to prezentowali się jego dwaj koledzy, czyli Marek Kania i Piotr Michalski. Obaj raczej specjaliści od pięćsetki, mniej uniwersalni od Żurka, ale liczyliśmy na ich dobre rezultaty. Kania jednak przeszarżował, zbyt mocno otworzył i na dystansie ostatecznie sporo stracił, zabrakło mu pary na ostatnie metry. Michalski z kolei jechał bardzo dobrze, ale… rywal zajechał mu tor jazdy przy zmianie torów.

Wiadomo, dla przeciwnika to dyskwalifikacja. Ale Piotrek stracił przez to tempo i jakiekolwiek nadzieje na dobre miejsce.

Niedługo potem to samo przeżył zresztą Joep Wennemars z Holandii, który… i tak został wtedy liderem. Ale szybko to miejsce stracił. A gdyby nie błąd rywala – którego zresztą wściekły Holender odepchnął i rzucił kilka gorzkich słów już po biegu – to pewnie walczyłby o medal, może nawet srebro (ostatecznie dostał prawo do powtórki biegu, jednak kwestia regeneracji odegrała rolę). I słuchajcie, będziemy szczerzy: stresowało nas to. Cholernie. Bo dostaliśmy dwa szybkie przypomnienia o tym, że nie wszystko na torze łyżwiarskim zależy tylko od formy zawodnika.

Reklama

Pozostawało więc liczyć, że u Damian zepną się te dwa czynniki – forma i szczęście. A najlepiej jeszcze jakby do tego rywale nie pojechali zbyt szybko. I do 13. pary tempo faktycznie nie było zbyt okazałe. Chińczyk Zhongyan Ning – dotychczasowy lider – wykręcił 1:07.34. Niezły wynik, ale wiedzieliśmy już po innych konkurencjach, że da się na torze we Włoszech nawet bić rekordy olimpijskie, do którego Chińczykowi jeszcze nieco zabrakło. Jednak to dopiero w trzech następnych parach wszystko miało się rozstrzygać.

Było jednak inaczej.

W 13. parze ani Cooper McLeod z USA, ani Finn Sonnekalb z Niemiec nie ogarnęli tematu. Jednak w parze 14., przedostatniej, miał jechać Jordan Stolz. Fenomen, geniusz łyżew i sprintów, zaledwie 21-latek, a już utytułowany i rekordzista świata. Z nim Jenning de Boo, świetny Holender.

A po nim – w parze ostatniej – Damian Żurek. Nasza nadzieja.

Reklama

Zabrakło naprawdę niewiele

I Stolz, i de Boo pojechali genialnie. Otworzyli mocno, obaj przed dotychczasowym liderem. I, o dziwo, długo fantastycznie jechał de Boo, który odsadził rywala na pierwszym kółku. Ale Stolz nie odpuścił i pojechał na olimpijski rekord. Genialny wynik – 1:06.28. Równe pół sekundy za nim był de Boo.

I to był margines dla Damiana Żurka. Pokonać Holendra, wygrywając przy okazji swoją parę, znaczyło – mieć medal. Sęk w tym, że Damian dostał słabszego rywala w swojej parze. Na papierze nie miał możliwości nakręcić się tak, jak zrobili to rywale.

I może właśnie tego ostatecznie zabrakło.

Bo Damian Żurek skończył czwarty. Potencjalnie piąty, jeśli Joep Wennemars zdołałby się zregenerować (nie zdołał). W każdym razie jeszcze do połowy dystansu Damian jechał kapitalnie, nawet przed Stolzem. Potem jednak spuścił z tonu. I powtórzymy: gdyby miał Stolza czy de Boo, to kto wie, czy nie urwałby z tego czasu jeszcze sporo. A tak – tempo dyktował sam, Liiv Marten z Estonii skończył z 14. czasem, nie był dla Żurka żadnym rywalem, niestety.

Reklama

I skończyło się, jak się skończyło – Damian wylądował siedem setnych sekundy za trzecim Chińczykiem Ningiem. Tak jak Piotr Michalski w Pekinie, tak i on był bardzo blisko medalu. Ale tak jak Michalski wtedy, tak i on dostanie jeszcze drugą szansę. I oby skończyło się tak, jak mówił Wiesław Kmiecik:

– Dobrze, że Damian ma dwie szanse. Gdyby miał tylko jedną, w konkurencji, gdzie jeden błąd może tak wiele kosztować, byłoby to ciężej wytrzymać mentalnie. To jak w życiu – jeśli człowiek ma dwie szanse, czuje się zupełnie inaczej. Myślę, że Damian się nie pomyli i wykorzysta przynajmniej jedną. 

Reklama

500 metrów – ten najważniejszy dla Damiana start – za trzy dni. Obyśmy wtedy mogli się ucieszyć. Bo forma – jak widać – zdecydowanie była. I wydaje się, że na najkrótszym dystansie Damian faktycznie będzie kandydatem nawet do złota.

Fot. Newspix

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

28 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
0
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
38
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Igrzyska Olimpijskie

Reklama