Ostatni gwizdek Jacka Magiery. Pożegnanie pełne wdzięczności

Wojciech Piela

16 kwietnia 2026, 19:31 • 5 min czytania 14

Reklama
Ostatni gwizdek Jacka Magiery. Pożegnanie pełne wdzięczności

Czwartkowe pożegnanie Jacka Magiery było czymś więcej niż tylko uroczystością żałobną. W atmosferze zadumy, wdzięczności i głębokiego szacunku Polska oddała hołd człowiekowi, który nie tylko zapisał się w historii futbolu, ale przede wszystkim w sercach ludzi – jako trener, przyjaciel i ktoś, kto zawsze patrzył dalej niż wynik na tablicy.

Reklama

W piątkowe południe kraj obiegła wstrząsająca informacja o tym, że ziemski mecz Jacka Magiery dobiegł końca i wspaniały trener oraz – przed laty – zawodnik zmarł podczas porannego biegu po parku. Przy sobie miał różaniec oraz zapewne głowę pełną pomysłów na to, jak dalej ma wyglądać jego wędrówka. Jego oraz jego rodziny.

Pożegnanie pełne wdzięczności. Ostatni gwizdek Jacka Magiery

– Byli jego całym światem. Naprawdę miał sto procent uwagi dla swoich najbliższych. Nie można go było odciągnąć od nich. Kochał Małgosię, kochał Jasia, kochał swoich kuzynów. Uwielbiał tracić dla nich czas. Poproszony zostałem o powiedzenie dziś o Jacku, bo ponoć „widziałem go inaczej”. Zastanawiałem się długo co to znaczy, że widziałem go inaczej – powiedział na wstępie homilii ojciec Marcin Borządek. Z jego rozmyślań powstało wystąpienie, które jednocześnie wzruszyło i pobudziło do refleksji.

Można było choćby posłuchać o sześciogodzinnym czuwaniu na stadionie Śląska Wrocław, które zainspirowało później Magierę do działania w sezonie wicemistrzowskim czy o tym, że z ojcem Borządkiem niemal nigdy nie rozmawiali o sporcie. – Zawsze patrzył dalej. Często mówił, że nawet jeśli dziś poniosłeś porażkę czy klęskę, to jutro będziesz najlepszy. Od jutra zaczyna się twoja odbudowa.

– Grał na pozycji pomocnika, czasami obrońcy, podobnie zachowywał się poza boiskiem. Dzwonił do mnie z prośbami o modlitwę za zdrowie dla niektórych młodych ludzi. Podawał nazwisko i mówił, że dzisiaj szturmujemy niebo. Znane są też historie, kiedy wsiadał w samochód i jeździł po mieście szukać młodszych kolegów w tarapatach. Potrafił się zaopiekować tymi, którzy tego potrzebowali – dodawał ojciec.

Reklama

Przed Katedrą Polową Wojska Polskiego przy ulicy Długiej w Warszawie pojawiły się tłumy ludzi, którzy zapamiętali go jako dobrego człowieka. Dzięki telebimowi można było śledzić to, co dzieje się w środku, tak jak choćby cichy hołd złożony przez Prezydenta Karola Nawrockiego na ręce małżonki zmarłego przy wręczeniu Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Podniosłość kadru podkreślało zdjęcie Magiery umieszczone tuż przy znajdującej się za nimi trumnie. Spoglądał na wszystko, tak jakby jego cząstka wciąż pozostawała we wszystkich żywa.

Legendarny trener został również odznaczony Diamentową Odznaką PZPN, a w tym przypadku synowi wyróżnienie przekazał prezes Cezary Kulesza. 12-letni Jan w ostatni weekend wykazał się niesamowitym charakterem i wzruszająco pożegnał zmarłego tatę dedykując mu gola w meczu Śląska Wrocław z Athletic Wrocław w rozgrywkach U12. Prezes PZPN pokrzepiająco uścisnął dłoń młodemu piłkarzowi, a wszystkiemu przyglądał się kapitan reprezentacji Polski Robert Lewandowski, który na uroczystość przyleciał specjalnie z Barcelony.

Reklama

Znanych osobistości pojawiło się rzecz jasna więcej, ale dla Magiery za życia istotny był każdy człowiek oraz jego historia. Docenili to kibice Legii, którzy przy wyprowadzaniu trumny z katedry rozłożyli szaliki i gromko skandowali jego nazwisko. Chwilę później kondukt żałobny zaczął udawać się w stronę Cmentarza Wojskowego na Powązkach. Tam również nie zabrakło akcentów kibicowskich, ale również odegranego przez orkiestrę wojskową hymnu narodowego. Wzruszające było też odśpiewanie „Snu o Warszawie” czy wysłuchanie specjalnie utworzonego na tę okazję utworu o historii Jacka Magiery. Spoczął w kwaterze K-1-17 tuż obok legendarnego Lucjana Brychczego, z którym wspólnie świętował swoje ostatnie mistrzostwo Polski z Legią w 2017 roku.

Zwykło się mówić o osobach, które chętnie pomagają innym, że dają im światło jednocześnie wypalając swoje. Jacek Magiera był inny. U niego żar wciąż był ten sam, a przecież ludzi, którzy skorzystali na jego cennych radach, nie sposób policzyć. – Są takie pogrzeby kiedy słowa „świętej pamięci” są troszkę na wyrost wypowiadane, ale dzisiaj wypowiadamy je z wielkim przekonaniem – powiedział na wstępie Eucharystii biskup polowy Wojska Polskiego Wiesław Lechowicz. Odeszła postać, która cieszyła się ogromnym szacunkiem w każdym zakątku Polski, niezależnie od sympatii klubowych. Świadczą o tym choćby takie gesty, jak obecność w czwartkowe popołudnie delegacji z Lecha Poznań, Widzewa Łódź, Ruchu Chorzów czy wielu innych zespołów.

Dziedzictwo Jacka Magiery pozostanie na zawsze żywe dla ludzi, którym na sercu leży dobro polskiej piłki i nie tylko. Kochał drugiego człowieka i obdarzał go zaufaniem. Będzie wzorem do naśladowania już na zawsze, więc nie dziwią wszelakie pomysły jego upamiętnienia. Takie jak ten, który wystosował Jakub Majewski odnośnie nadania jego imienia ośrodkowi treningowemu Legii oraz Stowarzyszenie Kibiców „Wieczny Raków” w sprawie wiaduktu przy miejscu nowego stadionu w Częstochowie.

Reklama

– Jacek zawsze miał swoją strategię duchową. Miał plan i czekał z telefonem w ręku na kontakt od swoich podopiecznych. Myślę, że tak naprawdę w głębi serca był ojcem dla bardzo wielu osób, bardzo wielu chłopaków – mówił ojciec Borządek, po czym zwrócił się z apelem do najbliższych. – Myślę, że Jacek chce nam dziś powiedzieć: „jest więcej, nie zatrzymuj się, idź do przodu, chciej więcej”. I ja dzisiaj chcę powiedzieć dzieciom Jacka – nie zatrzymujcie się! Idźcie dalej! Jest dla Was więcej! Jezus ma na to plan! – dodawał.

Jacek Magiera zmarł nagle, ale każdą chwilę życia wykorzystał do maksimum. Dzięki temu w pamięci wielu nie zginie nigdy. Odszedł zbyt wcześnie, ale zostawił po sobie coś, czego nie da się zamknąć w statystykach, trofeach ani wspomnieniach z boiska. Zostawił ludzi – lepszych, silniejszych, bardziej wierzących w siebie. I choć jego doczesna droga dobiegła końca, to echo jego słów, gestów i wartości będzie wybrzmiewać jeszcze przez długie lata. Bo są tacy ludzie, których obecność nie kończy się wraz z ostatnim gwizdkiem.

Panie Jacku, był Pan wielki! Dziękujemy!

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. FotoPyk

14 komentarzy
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Messi kupił klub z piątej ligi. Tuż obok Barcelony

Jan Broda
6
Messi kupił klub z piątej ligi. Tuż obok Barcelony

Ekstraklasa

Reklama