Lech wylądował w „pałacowym” piekle. Yegbe wraca na piechotę

Mikołaj Duda

17 września 2026, 23:10 • 5 min czytania 24

Reklama
Lech wylądował w „pałacowym” piekle. Yegbe wraca na piechotę

Kibice Lecha mogą zastanawiać się, co by było gdyby… A tu można dopisać dwa zakończenia. Pierwsze: „Mikael Ishak w drugiej minucie wykorzystał setkę po podaniu Walemarka”. Albo to bardziej trafne: „obrona robiła, to co powinna robić, czyli bronić”. Grając właściwie bez defensywy ciężko czegoś szukać w starciu z ekipą z Premier League. Ani w ogóle na poziomie Ligi Europy. 

Reklama

Czy Crystal Palace było tego wieczoru do ugryzienia? Z jednej strony tak, bo ofensywni piłkarz mistrza Polski pokazali, że są w stanie przeprowadzić składną akcję, rozegrać piłkę i dojść do groźnej sytuacji (z finalizacją było już gorzej), jednak z drugiej popełniając tak proste błędy…

Naprawdę, występując na poziomie Ligi Europy nie można dokonywać takiego autosabotażu w defensywie i pozbawiać się szans na jakikolwiek korzystny wynik. Tak naprawdę po pierwszej połowie już wszystko było pozamiatane.

Fakty są takie, że po 45 minutach było 0:3, a takie jakieś tlące się poczucie, że można było zrobić coś więcej i narobić Anglikom stracha to tylko sfera gdybologii.

Crystal Palace – Lech Poznań 4:0. Yegbe do Poznania wraca na piechotę. Może się dowie, jak wyrzucać auty

Lech na Selhurst Park w Londynie pokazał, że jest drużyną o dwóch twarzach. Lepiej zacznijmy od tej lepszej, czyli ofensywnej. A tam jak na poziom rywala wyglądało to całkiem dobrze i już od drugiej minuty mistrz Polski powinien prowadzić. Świetne podanie za linię obrony Joela Pereiry, Patrik Walemark wyłożył Mikaelowi Ishakowi jak na srebrnej tacy, jednak Szwed mocno spudłował.

Reklama

Chwilę później spróbował już sam Walemark, ale trafił prosto w bramkarza rywala. Szukając pozytywów, przez pierwsze trzy minuty to goście w Londynie byli lepszym zespołem…

Natomiast tak już całkowicie poważnie, nawet po traconych bramkach Lech potrafił zagrozić przeciwnikowi. Stworzył na tyle wiele szans, że po pierwszej części tego przynajmniej jednego gola powinien mieć. Tuż nad bramką strzelił Ishak, uderzenie Palmy w dobrej sytuacji zostało zablokowane. No coś tam się działo.

Niestety, była jeszcze ta druga, znacznie gorsza twarz w postaci obrony, a tu na osobne „wyróżnienie” zasługuje Terry Yegbe. 25 lat, ostatnio francuska Ligue 1., wcześniej liga szwedzka i czy naprawdę nikt mu nie powiedział, że nie rzuca się autów pod własną bramką na środek boiska? TO JEST ELEMENTARZ. Zdają sobie sprawę z tego nawet zawodnicy na poziomie trampkarzy albo amatorzy kopiący piłkę między polami kukurydzy. Profesjonalny piłkarz grający w zespole mistrza Polski o tym nie wiedział.

Reklama

Już w tym momencie Ghańczyk zasłużył, żeby drogę powrotną do Poznania odbyć na piechotę. Może gdzieś podczas swojej wędrówki, przechodząc między francuskimi uprawami winogron natknie się na mecz jakichś amatorskich rozgrywek i ktoś mu tam przekaże, że w taki sposób autów się nie wyrzuca.

Zresztą, Yegbe miał okazję na zanotowanie wyjątkowego dubletu. Pod koniec pierwszej części strzelił naprawdę efektownego gola samobójczego prawie z połowy boiska. Tym razem akurat uśmiechnęło się do niego szczęście w postaci odgwizdania spalonego jednego z angielskich graczy. Jak wiemy – albo i nie – przy autach spalonego być nie może…

Reklama

Konkurencję dla Yegbe stanowił jedynie Radosław Murawski, który na własnej skórze przekonał się, że tempo gry w Anglii jest nieco wyższe niż w Ekstraklasie. Już na samym początku tak długo zbierał się do podania, że moment później musiał ofiarnie blokować uderzenia na bramkę Mateusza Lisa.

W dwa gole był bezpośrednio zamieszany, jednak przy tym pierwszym jeszcze można znaleźć dla niego taryfę ulgową. Po rzucie rożnym przegrał walkę w powietrzu z o głowę wyższym rywalem. Parę minut później ponownie nie nadążył za wydarzeniami boiskowymi i sfaulował przeciwnika we własnej szesnastce. Rzut karny i było już 3:0.

Swój występ Murawski zwieńczył w samej końcówce drugą żółtą kartką i przedwczesnym wylotem z boiska.

Reklama

Lech mógł nie przegrać drugiej połowy. Nawet to się nie udało…

O drugiej części rywalizacji najlepiej powiedzieć, że się odbyła. Crystal Palace miało wszystko pod swoją kontrolą i właściwie to tak trochę już odliczało minuty do końcowego gwizdka arbitra, by zacząć przygotowania do kolejnego meczu. Na długo przed końcem wiedzieliśmy, że już nic wielkiego się nie wydarzy. Jedynie wynik mógł się delikatnie zmienić w jedną lub w drugą stronę.

Długo mieliśmy nadzieję, że będziemy mogli doszukać się pozytywów, że Lech po przerwie zachowa czyste konto i nie przegra tych 45 minut. No ale niestety, nawet to się mistrzom Polski nie udało. W samej końcówce gospodarze wbili czwartego gwoździa.

Reklama

Czego nie można odebrać, piłkarze Nielsa Frederiksena walczyli jeszcze o gola honorowego. Były próby, strzały, jakieś szanse. W ofensywie na tle tak mocnego rywala wyglądało to naprawdę przyzwoicie, ale no cóż, nawet ta bramka na otarcie łez nie padła.

Co jest dla Lecha największym pozytywem po spotkaniu na Selhurst Park? To, że przez blisko miesiąc nie zagra kolejnego meczu w Lidze Europy…

Reklama

I wciąż liczymy, że Terry Yegbe uda się na daleki spacer i dowie się, jak nie powinno się wyrzucać piłki z autu.

Crystal Palace – Lech Poznań : (3:0)

  • 1:0 – Yeremy Pino 10′
  • 2:0 – Chris Richards 27′
  • 3:0 – Jorgen Larsen 34′
  • 4:0 – Eddie Nketiah 89′

Fot. Newspix

24 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Europy

Reklama