Palace dorobiło się trofeów, ale nie spokoju. Lech sprawdzi londyński bałagan

Wojciech Piela

17 września 2026, 15:07 • 14 min czytania 5

Reklama
Palace dorobiło się trofeów, ale nie spokoju. Lech sprawdzi londyński bałagan

Trzy trofea w trzy lata, historyczny triumf w Lidze Konferencji i wreszcie debiut w Lidze Europy. Crystal Palace ma dzisiaj więcej powodów do dumy niż przez większość swojej 120-letniej historii. Problem w tym, że przed meczem z Lechem Poznań na Selhurst Park trudno znaleźć równie dużo powodów do spokoju. Orły zmieniły trenera, straciły kilku kluczowych zawodników, mają dziurawą defensywę, problemy z niektórymi gwiazdami i… kibiców, którzy przestali robić na swoim stadionie taki hałas jak dawniej.

Reklama

Crystal Palace przeżywa aktualnie najlepszy okres w swojej 120-letniej historii. Nie ulega to żadnym wątpliwościom, bo przecież przez dekady był to klub, który nieskutecznie próbował dobić się do bram angielskiej ekstraklasy. Gdy już się to udało, to ich obecność w elicie również nie stanowiła powodów do wielkich zachwytów.

Lech sprawdzi londyński bałagan. Palace dorobiło się trofeów, ale nie spokoju

Jedynym wyskokiem pozostaje 3. miejsce wywalczone w sezonie 1990-91, gdy w ataku Orłów z Selhurst Park szalał Ian Wright. Ich obecność w Premier League kojarzyła się raczej, najpierw z niezbyt skuteczną walką o utrzymanie, a później stabilizacją w środku tabeli pod rządami Roya Hodgsona czy Patricka Vieiry.

Jeśli chodzi o same wyniki ligowe, to nadal zbyt wiele się nie zmieniło, ale nadejście w roli menedżera Austriaka Olivera Glasnera wprowadziła fanów z południowego Londynu na nieznane dotąd salony pucharowe. W ostatnie 3 lata Crystal Palace zdobyło przecież aż 3 trofea – dodajmy zresztą pierwsze w dziejach.

Zaczęło się od Pucharu Anglii wywalczonego w 2025 roku po wygranym meczu z Manchesterem City 1:0. Potem do gabloty trafiła Tarcza Wspólnota za pokonanie po rzutach karnych Liverpoolu na Wembley, a pucharowy hat-trick uzupełnia Liga Konferencji zdobyta dzięki wygranemu starciu z Rayo Vallecano w maju tego roku w Lipsku.

Reklama

To właśnie dzięki temu sukcesowi, Orły po raz pierwszy w historii zagrają na drugim szczeblu europejskich rozgrywek, a więc Lidze Europy. Co ciekawe, tak naprawdę, oczami kibiców powinni to zrobić już rok wcześniej po zdobyciu FA Cup, które daje do nich kwalifikację. UEFA dopatrzyła się jednak nieścisłości, jeśli chodzi o kwestie właścicielskie, gdzie chodziło o postać Johna Textora. Amerykański biznesmen był wówczas największym udziałowcem londyńskiego klubu i jednocześnie właścicielem Olympique Lyon, które również zapewniło sobie udział w Lidze Europy.

Zgodnie z zasadami UEFA kluby z tym samym sternikiem nie mogą grać w jednych rozgrywkach pod egidą europejskiej federacji. Crystal Palace odwołało się od decyzji do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie, ale i tam nie uzyskało spodziewanych efektów. Textor zbył swoje udziały w czerwcu 2025 roku na rzecz innego Amerykanina Woody’ego Johnsona, lecz okazało się to zbyt późnym działaniem, bo londyński klub nie dotrzymał wyznaczonego na marzec terminu rozwiązania problemu.

W momencie rozpatrywania sprawy przez piłkarską federację Textor był – według trybunału – osobą mającą decydujący wpływ na oba kluby. – To prawdopodobnie jedna z największych niesprawiedliwości, jaka kiedykolwiek wydarzyła się w historii europejskiej piłki nożnej – mówił wówczas prezes Crystal Palace Steve Parish.

Klubem, który skorzystał na kłopotach Palace było Nottingham Forest i dzięki temu dotarło aż do półfinału Ligi Europy. Od tamtej pory stosunki pomiędzy zespołami z Selhurst Park a The City Ground pozostają napięte. Jak duże było więc rozczarowanie fanów, gdy okazało się, że architekt najlepszej drużyny w historii Palace – Oliver Glasner – opuści południowy Londyn właśnie na rzecz klubu ze stajni Evangelosa Marinakisa.

Reklama

Oliver Glasner z trofeum

Być może Oliver Glasner doczeka się kiedyś pomnika przed Selhurst Park

Samo odejście nie było jednak dla nikogo zaskoczeniem. Austriak od miesięcy wyglądał na zmęczonego pracą na Selhurst Park i przy życiu utrzymywała go chyba tylko wizja doprowadzenia Orłów do pierwszego w historii europejskiego trofeum. Kulminacją złego okresu był styczeń. To wówczas jako obrońcy tytułu Crystal Palace odpadło z Pucharu Anglii przeciwko grającemu w szóstej lidze Macclesfield i straciło na rzecz Manchesteru City kapitana Marca Guehiego.

– Mam wrażenie, że zostaliśmy całkowicie porzuceni. Nie mogę winić żadnego zawodnika, a to trwa już od tygodni i miesięcy. Mamy dostępnych 12, może 13 graczy z kadry i nie czujemy żadnego wsparcia. Zawsze trzymałem język za zębami, ale dzisiaj nie mogę, bo to był już 35. mecz w tym sezonie. Tak, jesteśmy pod presją i mamy pecha. Ale powtarzam, nie da się zareagować, nie możemy im pomóc, a to naprawdę utrudnia sprawę – mówił niemal zrozpaczony Glasner po przegranym meczu z Sunderlandem 1:2.

Reklama

Austriak ostatecznie dowiózł jednak temat prowadząc zespół do spokojnego utrzymania, a przede wszystkim wygrania Ligi Konferencji. Po jego odejściu okazało się, że działaczom na Selhurst Park tak spodobała się kontynentalna myśl szkoleniowa, że nie wracali do sprawdzonych na rynku angielskim nazwisk. Ich kolejnym wyborem okazał się Pierre Sage. 47-letni Francuz wsławił się na rynku francuskim pracą z Olympique Lyon i RC Lens.

W pierwszym klubie, wyciągnął ekipę ze strefy spadkowej do 6. miejsca i awansował z nim do finału Pucharu Francji. Na północy Francji z kolei rzeczony Puchar Francji potrafił już zdobyć, ale także mocno nacisnął na ogon Paris Saint-Germain przegrywając walkę o mistrzostwo kraju w poprzednim sezonie zaledwie o 6 punktów.

Nic więc dziwnego, że niektórzy dziwili się dlaczego porzuca czołową francuską drużynę i możliwość rywalizacji w Lidze Mistrzów na rzecz Crystal Palace, które nawet w Londynie pozostaje mocno w tyle Arsenalu, Chelsea czy Tottenhamu, a pod kątem średniej frekwencji nie może się równać także na przykład z West Hamem. – Kiedy byłem młodym trenerem w klubie amatorskim, to było marzenie. Teraz jestem tutaj i to nie jest marzenie, to rzeczywistość – ale myślę, że to tylko krok. Nie tracę swoich ambicji, angielska piłka zawsze przyciąga – powiedział na jednej z pierwszych konferencji prasowych.

11 nowych zawodników, jakich pojawiło się latem na Selhurst Park ma dla Sage’a stanowić potrzebne wsparcie, którego zabrakło Glasnerowi. Łatwo jednak nie będzie, bo odszedł lider środka obrony – Maxence Lacroix. Reprezentant Francji wzmocnił Chelsea za 52 miliony funtów. Odszedł również Kolumbijczyk Daniel Munoz, który był wybrany choćby piłkarzem meczu wygranego finału Pucharu Anglii w 2025 roku. Jego ofensywne wejścia na prawym wahadle siały postrach wśród rywali, więc nic dziwnego, że mocno przypadł do gustu Glasnerowi. Austriak zabrał go więc ze sobą do Nottingham Forest już w końcówce okienka transferowego, a swojego następcę pozostawił z problemem.

Reklama

Daniel Munoz w Nottingham Forest

Daniel Munoz już w nowych barwach klubowych

Fani nie są przekonani do pracy nowego dyrektora sportowego Matta Hobbsa. Wcześniej pracował on w Wolverhampton, gdzie odpowiadał choćby za tak nieudane transfery jak Sam Johnstone czy Pedro Lima. W październiku poprzedniego roku po kilku miesiącach bezkrólewia zastąpił Dougiego Freedmana, który odszedł pracować w Al-Diriyah w Arabii Saudyjskiej. To z kolei za jego czasów na Selhurst Park trafili tacy kozacy, jak Michael Olise, Eberechi Eze, Marc Guehi, Adam Wharton i Munoz.

W ostatnich miesiącach polityka transferowa Orłów budzi wątpliwości. Niewypałem okazał się choćby Brennan Johnson, za którego zapłacono Tottenhamowi 35 milionów funtów. Nie do końca przekonuje także rekord transferowy, a więc pozyskany z Wolverhampton Jorgen Strand Larsen kosztujący w lutym Orły aż 50 milionów. Początek rozgrywek w jego wykonaniu jest jednak nienajgorszy, gdyż rosły napastnik z Norwegii strzelił 3 gole w 5 meczach.

Reklama

Teraz do południowego Londynu trafili Dwight McNeil z Evertonu, Anan Khalaili z Royale Union Saint-Gilloise czy Quinten Timber z Olympique Marsylia. Zwłaszcza, ten drugi zaliczył całkiem niezłe wejście do zespołu i daje nadzieję na to, że uda się fanom dość szybko poradzić sobie ze wspomnieniami po utracie Munoza. Prace trwały zresztą do samego końca okienka transferowego, bo klub wysłał choćby prywatny odrzutowiec do Francji po Malicka Fofanę licząc na sprowadzenie dynamicznego skrzydłowego. Ostatecznie, 21-letni Belg trafił jednak do innego rywala polskich klubów w Lidze Europy – Sunderlandu. Sage, który wprowadzał tego piłkarza w świat francuskiego futbolu musiał obejść się smakiem.

Jeszcze więcej pytań krąży wokół środkowych obrońców. Nowy szkoleniowiec nadal poszukuje właściwej formuły na tę formację, która straciła aż 11 goli w 4 spotkaniach Premier League. To najwięcej w całej lidze, a dodatkowo zespół z Londynu dopuścił również rywali do największej liczby strzałów (26) oraz największej liczby kontaktów z piłką w swoim polu karnym (164). Odejście Lacroix nadal odbija się czkawką, gdyż Chris Richards nie jest w stanie w pełni przejąć dowodzenia nad defensywą. Wypożyczony z Chelsea Axel Disasi na razie zaznaczył się głównie czerwoną kartką w przegranym meczu z Ipswich, młody Honest Ahanor musi zdobywać doświadczenie, a Takehiro Tomiyasu także popełnia błędy.

Do tego wszystkiego dochodzi również poważna kontuzja Chadiego Riada, który w pierwszym meczu tego sezonu z Evertonem zerwał więzadła krzyżowe oraz niepewna sytuacja Jaydeego Canvota. 20-letni Francuz już w poprzednim sezonie dosyć często był brany pod uwagę przez Olivera Glasnera i nieźle rozpoczął obecne rozgrywki pod przywództwem jego następcy. Łączono go nawet z transferem do PSG, lecz nagle kilka dni temu Pierre Sage nie zdecydował się go włączyć do kadry meczowej na starcie z Ipswich.

– To była decyzja spowodowana względami sportowymi. Muszę być szczery, nie wybrałem go z powodu tego, co zaprezentował z Fulham, a także w tygodniu podczas treningów. Porozmawiałem z nim i teraz czekam na jego dobrą reakcję od poniedziałku – mówił po ostatnim przegranym starciu w sobotę Sage (2:3). W klubie podobno zawrzało, a prezesowi Parishowi nie spodobała się gwałtowna reakcja nowego szkoleniowca. Na Selhurst Park zapewne liczą na to, że do kasy dzięki jego grze wpłyną kolejne miliony i tego typu zarządzanie przez Francuza może okazać się wylaniem dziecka z kąpielą.

Reklama

Sage odniósł się do sytuacji podczas przedmeczowej konferencji prasowej. – Musicie zapytać Steve’a Parisha, skąd się to wzięło. Rozmawiałem z nim kilka dni temu i nie ma z tym problemu. To normalne, że czasem muszę wytłumaczyć swoje decyzje, ale w tym przypadku jesteśmy po tej samej stronie – powiedział Francuz. Z polskiej perspektywy na pewno znaczące było to, że zwrócił uwagę na Mikaela Ishaka przypominając również o kłopotach Crystal Palace w defensywie. – Nadal nie jesteśmy w miejscu, w którym chcielibyśmy być, więc musimy zachować czujność. Wszyscy znają Ishaka. Umie strzelać gole, bo w poprzednim sezonie rywalizował z Ismailą Sarrem o tytuł króla strzelców Ligi Konferencji – przypomniał Sage.

Szwedzki napastnik strzelił 8 goli i ostatecznie przegrał rywalizację z Senegalczykiem o jedno trafienie. 28-letni skrzydłowy nadal pozostaje jednym z najbardziej wartościowych graczy w kadrze Crystal Palace, ale fani nie mieli w tym sezonie okazji podziwiać jego dynamicznych rajdów. Sarr w ostatnich tygodniach narzekał na uraz, lecz w tym tygodniu powrócił do treningów i będzie gotowy na rywalizację z Lechem Poznań. Nie wszystkim fanom spodobały się jednak narzekania jego agenta Diomansy’ego Kamary na trudną sytuację swojego klienta i plotki o zainteresowaniu Liverpoolu. Sytuacja stała się napięta do tego stopnia, że na forach internetowych trwały rozmowy, czy gdy znów pojawi się na placu gry, przypadkiem nie należałoby go wygwizdać.

Sarr był najlepszym zawodnikiem Crystal Palace w poprzednich rozgrywkach i strzelił w sumie aż 21 goli. Drugim zawodnikiem, który od miesięcy wzbudza zainteresowanie innych klubów jest Jean-Philippe Mateta. Francuz dzięki świetnemu okresowi w południowym Londynie trafił nawet do reprezentacji i pojechał na ostatni mundial. Napastnik Orłów miał znaleźć się na celowniku Milanu, lecz na przeszkodzie jego planów staje… kontrakt z aktualnym pracodawcą. W 2024 roku Palace zdecydowało się aktywować automatyczną opcję przedłużenia o kolejny rok, lecz sam piłkarz i jego agenci uznali, że jest to zapis niezgodny z prawem. Udali się w tej sprawie do FIFA i Trybunału w Lozannie, ale oficjele nie przychylili się do ich wersji wydarzeń.

Jean Philippe Mateta przeciwko Vallecano

Reklama

Gol w finale Ligi Konferencji jest ostatnim strzelonym przez Matetę dla Crystal Palace

Mateta przynajmniej na ten rok pozostanie jeszcze graczem Crystal Palace, ale na razie leczy kontuzję i nie zagra z Lechem. Obrońcy Kolejorza muszą więc zwrócić szczególną uwagę na Yeremy’ego Pino. Jedyny mistrz świata w kadrze Crystal Palace być może nie odegrał wielkiej roli na ostatnim mundialu, ale już sam fakt, że zwrócił uwagę Luisa de la Fuente w reprezentacji Hiszpanii świadczy o wysokich możliwościach. 23-latek być może okaże się iskrą, która rozpali nieco kibiców na Selhurst Park, gdyż spotkanie z mistrzem Polski nie cieszy się zbyt dużym zainteresowaniem.

Na trybunach ma zjawić się około 18 tysięcy fanów, z czego 1260 będą stanowili kibice z Polski. Klub w celu zachęcenia fanów zmniejszył nawet ceny do 25 funtów i udostępnił je do otwartej sprzedaży. Dodajmy, że na mecze Premier League wahają się one od 35 do 60 funtów. To sprawiło jednak, że wejściówki na czwartkowe spotkanie wykupywać fani Lecha, więc gorąca atmosfera wcale nie musi być aż tak odczuwalna po stronie gospodarzy. To może zaskakiwać, bo przecież stadion Crystal Palace od lat charakteryzował się nieco inną kulturą dopingu niż w innych częściach Anglii. Bardziej przypominał on to, co znamy ze stadionów w Europie, a więc rozwieszone flagi, dźwięk bębnów oraz śpiew przez pełne 90 minut.

Głównym organizatorem całego zamieszania była grupa Holmesdale Fanatics, która jednak latem tego roku postanowiła zakończyć działalność. – Kibice byli zgromadzeni za jedną z bramek, a w pewnym momencie przenieśli się z narożnika boiska na środek trybuny. Ludzie, którzy mieli tam karnety, nie byli tym faktem zachwyceni. Ponadto, w Anglii nie ułatwia się życia zorganizowanym grupom fanów, zakazuje się często wnoszenia flag i innych elementów. Wzrosły też ceny biletów, w klubie pojawiła się osoba, z którą trudniej im się dogadywało. To wszystko plus różna struktura wieku złożyły się na tę decyzję – tłumaczy Michał Backiel z polskiego fanklubu CPFC Polska.

Reklama

Okazuje się jednak, że kibicom, którym być może harce Fanatics nieco przeszkadzały, teraz głośnego dopingu brakuje. Po dwóch przegranych meczach w tym sezonie Premier League u siebie pojawiły się bowiem głosy o tym, że na Selhurst Park panuje cisza i zawodnicy czują się z tym nieswojo. Na meczu z Lechem sytuacja nie ulegnie raczej zmianie, ale być może do 10 grudnia, kiedy w Białymstoku dojdzie do rywalizacji Crystal Palace z innym polskim klubem – Jagiellonią, fanatycy ponownie dadzą o sobie znać, choć zapewne już pod innym szyldem niż dotychczas.

Holmesdale Fanatics

Takich obrazków w meczu przeciwko Lechowi Poznań na Selhurst Park nie należy się spodziewać

Przyszłość może napisać różne scenariusze, podobnie jak w przypadku budowy nowego stadionu. Selhurst Park to dusza południowego Londynu i miejsce, które było świadkiem wielu interesujących historii. W maju 1982 roku gościł tu Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Wielkiej Brytanii, legendarnego gola przeciwko Wimbledonowi strzelał z własnej połowy dla Manchesteru United David Beckham, a kopnięciem rodem z kung-fu kibica Crystal Palace powalił Eric Cantona. Obiekt jest już jednak wysłużony, bo otwarto go ponad 100 lat temu – w 1924 roku. Oczywiście, od tamtej pory przechodził rożne renowacje, ale zdecydowanie przyszedł czas na gruntowną przebudowę.

Reklama

Osiem lat po uzyskaniu pozwolenia na budowę, tego lata wreszcie konkretne prace zaczęły się dziać w okolicy Selhurst Park. Wyburzono sześć domów, dzięki czemu będzie można rozbudować pamiętającą najstarsze czasy Trybunę Główną. Ma ona mieć trzypoziomową konstrukcję i całkowicie przeszkloną fasadę, inspirowaną oryginalnym Kryształowym Pałacem z 1851 roku, od którego klub zaczerpnął swoją nazwę. Pojemność stadionu zwiększy się z obecnych 25 486 do 34 259 kibiców, a całość operacji ma kosztować 200 milionów funtów. Zresztą, tymi wydatkami właśnie przez lata Parish tłumaczył oszczędność na rynku transferowym. Teraz przynajmniej fani faktycznie mogą zobaczyć pierwsze efekty działań budowlanych, co stanowi niewątpliwy dowód na to, że klub chce się rozwijać.

Atmosferę wokół Crystal Palace przed rywalizacją z Lechem poprawiło również przedłużenie kontraktu z Deanem Hendersonem do 2030 roku. Bramkarz Orłów to kapitan zespołu i jeden z najlepszych golkiperów w Premier League. Thomas Tuchel zabrał go na ostatni mundial, a Henderson zagrał nawet w meczu o 3. miejsce wygranym przez Anglików z Francją 6:4. Przeciwko Lechowi zabraknie go z powodu kontuzji, więc między słupkami miejsce zajmie Walter Benitez. Zagrać powinien natomiast inny medalista dużej imprezy z ostatnich lat – Adam Wharton.

22-latek był bohaterem sensacyjnego powołania na EURO 2024, gdy po zaledwie pół roku gry na poziomie Premier League wpadł w oko Garethowi Southgate’owi. Srebrny medal za tamtą imprezę więc mu się należał, choć nie zagrał na turnieju ani minuty. Teraz na mundial nie pojechał, ale nadal utrzymywał wysoką formę. Latem był na radarze Manchesteru City, który szukał wzmocnień do środkowej części boiska po transferze Rodriego do Barcelony.

– Nigdy nie zamierzałem odchodzić. Trzymam się od tego z daleka. Mój agent naprawdę nic mi nie mówi. Jeśli nie zamierzam się przenosić, to nie ma potrzeby, żebym miał jakiekolwiek informacje. Mam jeszcze trzy lata kontraktu w Crystal Palace. Więc o ile wiem, zostanę tu na kolejne trzy lata, chyba że pojawi się jakiś klub albo dojdzie do nowego kontraktu – powiedział Wharton na środowej konferencji prasowej nieco uspokajając nastroje fanów.

Reklama

Crystal Palace na pewno od mocnego uderzenia chce zacząć przygodę w nowych rozgrywkach, pewnie marząc nawet o końcowym triumfie. Jeszcze kilkanaście lat temu taki scenariusz brzmiałby na Selhurst Park jak fantazja. Dziś europejskie puchary są już rzeczywistością, a klub, który przez większość swojej historii walczył przede wszystkim o miejsce w angielskiej elicie, zaczyna mierzyć znacznie wyżej.

Tylko że wraz z sukcesami przyszły również nowe wymagania. Crystal Palace musi teraz pokazać, że potrafi nie tylko zdobywać trofea, ale też utrzymać się na poziomie, który pozwolił mu do nich dojść. Pierwszy rozdział tej historii napisze przeciwko Lechowi Poznań. Na stadionie, który sam stoi właśnie u progu wielkich zmian, rozpocznie się również nowa era Orłów. I choć Palace ma już za sobą najbardziej udane lata w swojej historii, dopiero teraz przekona się, jak wysoko naprawdę może sięgnąć.

fot. Newspix

Reklama

 

5 komentarzy
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Europy

Reklama
Liga Europy

Siemieniec wskazał przyczyny porażki. „Nie ma co liczyć na punkty”

Mikołaj Duda
42
Siemieniec wskazał przyczyny porażki. „Nie ma co liczyć na punkty”
Liga Europy

Piłkarz Jagi na gorąco po porażce. „Widać było dużą różnicę klas”

Mikołaj Duda
17
Piłkarz Jagi na gorąco po porażce. „Widać było dużą różnicę klas”