To miał być po pierwsze wielki mecz. A po drugie? Historyczny, bo obaj uczestnicy mogli dokonać czegoś ponadczasowego. Gdy Carlos Alcaraz i Novak Djoković wychodzili na kort – a z trybun dodatkowo obserwował ich poczynania Rafa Nadal – wiele wskazywało na to, że możemy dostać fantastyczne widowisko. Do „fantastycznego” może ostatecznie nieco zabrakło, ale to było dobre, wręcz bardzo dobre spotkanie. Skończyło się jednak tak, jak to przewidywano – wygrał młodszy. I stał się jeszcze większym, niż był do tej pory.
Carlos Alcaraz podbił ostatni teren. Jest Karierowy Wielki Szlem
Novak Djoković wychodził na kort z jednym marzeniem: wygrać 25. turniej wielkoszlemowy w karierze. Już nie tylko równać się, ale i wyprzedzić Margaret Court. Być pod tym względem samodzielnym singlowym rekordzistą nie tylko w erze open, ale i całej historii tenisa. Miał podstawy, by o tym marzyć – w półfinale w wielkim stylu wyeliminował Jannika Sinnera, głównego faworyta tej imprezy. Do tego w Australii gdy dochodził do finału, to nie przegrywał. Wcześniej grał na tych kortach o tytuł 10 razy.
I 10 razy był najlepszy. Pokonywał Rafę Nadala (dwukrotnie), Andy’ego Murraya (cztery! razy), Jo-Wilfrieda Tsongę, Dominica Thiema, Daniiła Miedwiediewa i Stefanosa Tsitsipasa.
Dziś tę jego serię chciał przerwać Carlos Alcaraz. Hiszpan też miał pełne prawo o tym myśleć. W finałach wielkoszlemowych z Djokoviciem grał dwa razy i oba te mecze wygrał. Choć gdy zmierzyli się raz w Australii – w ćwierćfinale – to akurat lepszy okazał się Serb. Ale to był inny Carlitos. Inna forma, inne nastawienie. I przede wszystkim: nie finał. Bo w meczach o te najważniejsze tytuły Alcaraz to inna bestia, genialny tenisista. Na siedem rozegranych, uległ rywalowi tylko raz – na ubiegłorocznym Wimbledonie, gdy ograł go Jannik Sinner.
Poza tym – same wygrane.
W Australii jednak jeszcze nie miał okazji grać o tytuł. Ba, do tej pory nie przebrnął w tym turnieju ćwierćfinału. W tym roku się udało, ale mało brakowało, by nie było go w rywalizacji o trofeum – w meczu półfinałowym z Alexandrem Zverevem zawiodło go własne ciało i tylko wielkim uporem, wytrzymałością i tym, że z czasem nieco problemy odpuściły, zdołał wejść do finału.
Obaj mieli więc za sobą długie, wymagające mecze. Djoković w turnieju jednak też nieco szczęścia – jeden mecz dostał walkowerem, w innym jego rywal prowadził już 2:0 i skreczował. Przez to podchodził do tego finału mając na koncie dużo mniej spędzonego czasu na korcie. A to dawało nadzieję, że trudy finału wytrzyma. I sprawiało, że wszelkie dyskusje o tym, który z nich wygra – Nole w pogoni za 25. Szlemem, czy Carlos walcząc o skompletowanie wszystkich czterech turniejów tej rangi – będą bardziej zażarte, zacięte.
I niekoniecznie znajdą rozstrzygnięcie. To miało bowiem przyjść dopiero na korcie.
Wspaniały Novak… ale do czasu
Pierwszy set? Popis Novaka Djokovica. Wielkie granie. Od strony taktycznej Serb robił wszystko dobrze. Świetnie serwował, atakował, naciskał. Każdą kolejną wymianę ustawiał na własnych warunkach. Alcaraz za jego zagraniami nie nadążał, jakby zaskoczony tym, jak gra jego rywal. A ten grał świetnie – jego forehand był niezwykle szybki i precyzyjny. Backhandem kontrolował kolejne odbicia. Od czasu do czasu szukał ciekawszych rozwiązań – węższych kątów, skrótów i całej reszty tego, co miał w repertuarze.
Do tego doskonale działało to, co przez lata dawało mu sukcesy – return.
Carlos z kolei nie serwował najlepiej. I to tak, że początkowo zastanawialiśmy się nawet, czy aby nie przeciągnął się jego uraz z półfinału, bo tam wartości i serwisu, i forehandów spadły mu znacznie, gdy zaczęły się problemy zdrowotne. Biegał jednak normalnie, wydawało się więc, że wszystko jest w porządku. Nie był jednak w stanie się rozkręcić. Poza tym, że Novak przyciskał go do muru, to i on sam nie korzystał z niektórych okazji, jakie otrzymywał. A to wyrzucił forehand, a to wybrał zły kierunek.
Konsekwencje takiego stanu rzeczy były oczywiste – Djoković wygrał seta. I to wysoko, 6:2.
Djokovic dominance 👌
Novak takes the opening set of the final 6-2 over Alcaraz.@wwos • @espn • @tntsports • @wowowtennis • #AO26 pic.twitter.com/9XxQecrvEy
— #AusOpen (@AustralianOpen) February 1, 2026
W drugiej partii wszystko się jednak odwróciło. Nole zdawał się być nieco wypompowany z sił, jakby za dużo kosztowała go ta kontrola wydarzeń w pierwszym secie. Gdy Carlos Alcaraz przełamał go po raz pierwszy, nagle jakby uszło z niego powietrze. Z jednej strony nie był to „klasyczny” Djoković, walczący na korcie cały czas. Z drugiej strony to coś, co już w przeszłości widzieliśmy – Novak, który z wiekiem zaczął oszczędzać siły, kalkulować. Robił to też w półfinale z Sinnerem, gdzie był gorszy w każdej jednej tenisowej statystyce, która w teorii powinna sugerować końcowy wynik.
Ale to Novak Djoković. Nie dla niego jakiekolwiek sugestie. On tamten mecz wygrał.
Wyglądało, że dziś może chcieć zrobić coś podobnego. Odpuścił sobie tego drugiego seta, dał się w nim przełamać raz jeszcze, było widać, że stara się nieco mniej, że nie angażuje się tak w wymiany. W przerwie po secie poszedł jeszcze do szatni czy też toalety, dał sobie nieco więcej czasu na odsapnięcie.
I co to dało?
W sumie to nic. W trzecim secie Novak też był po prostu gorszy od rywala, a Carlos zdawał się grać tylko lepiej. Pokrywał cały kort, szukał niesztampowych rozwiązań i na ogół je znajdował. Doskonale czuł się i w defensywie, z kontry, i kiedy musiał przejąć inicjatywę w wymianach. Generalnie: w takiej dyspozycji jak w trzecim secie po prostu nie ma niego mocnych, a na jego zagrania trudno znaleźć odpowiedź. Przełamał Novaka w piątym gemie, a potem jeszcze raz – w dziewiątym.
INSANITY 🤯
Just sit back and enjoy two masters of their craft defying logic.@wwos • @espn • @tntsports • @wowowtennis • #AO26 pic.twitter.com/FyGidFw7C5
— #AusOpen (@AustralianOpen) February 1, 2026
Ten ostatni gem stanowił zresztą dobre podsumowanie: był długi, Novak bronił się za wszelką cenę, oddalał kolejne break pointy, ale wreszcie uległ.
Było 2:1 w setach. Alcaraz miał przewagę momentum i był o krok od tytułu.
Carlos Alcaraz jako szósty. Ma wszystkie tytuły
Czwarty – i ostatni – set zaczął się od gema wygranego przez Alcaraza. A potem była partia maratońska na tenisowe standardy – trwająca ponad 12 minut. Djoković za wszelką cenę bronił się tam przed przełamaniem. I bronił się skutecznie! Raz za razem odpierał każdy break point rywala, a gdy wreszcie wygrał gema, poprosił już i tak żywiołową publikę o jeszcze większy doping. Widać było, że szuka motywacji, że nie chce zrezygnować z walki do końca. Dwa poprzednie sety mógł oddać łatwo.
Ale żeby miał tak podarować Carlosowi też trzeciego? Nie no, nie ma opcji.
I trzymał się Novak długo. Bywało, że miał w gemach problemy, bywało też, że wygrywał je gładko. Raz miał nawet break pointa, ale tym razem to Alcaraz się wybronił. Zdarzały się też wymiany genialne z obu stron, na ponad 20 odbić. Generalnie: grali świetnie, ba, może nawet najlepiej w całym meczu, choć dobijali już do trzech godzin na korcie. Ale to sprawiły okoliczności, adrenalina. Carlos wiedział, jak blisko jest tytułu. Novak – że jeśli nie dołoży teraz, to nie dołoży już w ogóle.
Więc dokładał. Do stanu 5:5 wszystko szło dobrze. Potem Alcaraz wygrał swój serwis i było jasne: albo Carlos mistrzem, albo zagramy tie-breaka.
Padło na to pierwsze.
History 🏆
Career slam complete, take a bow @carlosalcaraz 🇪🇸@wwos • @espn • @tntsports • @wowowtennis • #AO26 pic.twitter.com/pd7ye35TTq
— #AusOpen (@AustralianOpen) February 1, 2026
Kilka błędów Novaka, świetna postawa Alcaraza. I udało się. Punkt po punkcie uzbierał te cztery potrzebne wygrane wymiany. Wygrał w Australian Open, skompletował Karierowego Wielkiego Szlema. Jako szósty tenisista w historii ery open. Dopiero szósty. Jest mnogość wielkich, która tego nie ma – Pete Sampras, Bjorn Borg, John McEnroe, Jimmy Connors i inni. A Carlos ma. I to jako najmłodszy w dziejach. A to grono posiadaczy tego Karierowego Wielkiego Szlema jest naprawdę zacne. Wygląda tak:
- Rod Laver (w erze open skompletował go w latach 1968-1969),
- Andre Agassi (1992-1999),
- Roger Federer (2003-2009),
- Rafa Nadal (2005-2010),
- Novak Djoković (2008-2016, jako jedyny tenisista w historii wygrywał każdy turniej wielkoszlemowy co najmniej trzy razy!),
- Carlos Alcaraz (2022-2026).
Alcaraz jest więc drugim najszybszym w tej statystyce, po Laverze, który w roku 1969 – jako jedyny tenisista w erze open – wygrał wszystkie turnieje w jednym sezonie. Jest też najmłodszym. I aktualnie: jest największym tenisistą na świecie. Nowym geniuszem tej dyscypliny. Ma siedem tytułów (tyle co John McEnroe czy Mats Wilander), ma Karierowego Wielkiego Szlema, umocnił się na czele rankingu ATP.
Nie ma na niego mocnych, po prostu.
Fot. Newspix