Fani Formuły 1 są podzieleni w kwestii nowych regulacji technicznych, tak jak i sami kierowcy. Max Verstappen jest jednym z największych sceptyków. Były kierowca królowej sportów motorowych Juan Pablo Montoya chciałby jednak ukarać Holendera za to, że nie gryzie się w język. To dość kuriozalna uwaga, choćby dlatego, że Kolumbijczyk jednocześnie… nie ma problemu z tym, że komuś nie podobają się tegoroczne przepisy.
Krytyka wskazana, ale Verstappen przesadza – oto punkt widzenia Montoyi
Max Verstappen, najdelikatniej mówiąc, nie jest fanem nowych regulacji technicznych jeśli chodzi o samochody F1 w 2026 roku. Auta te bardzo uzależnione są od umiejętnego dysponowania energią elektryczną, a na niektórych torach, aby odzyskać trochę mocy – kierowcy zwalniali o kilkadziesiąt kilometrów na godzinę. Holender na testach przedsezonowych nazwał nowe konstrukcje „Formułą E na sterydach”.
Choć przed GP Miami, sytuacja z samochodami była szeroko dyskutowana i wprowadzono pewne modyfikacje po wypadku Olivera Bearmana i Franco Colapinto z Suzuki, Holender nadal czuje, że są pewne rezerwy, choć czuć pewną poprawę. Mimo to, niektórzy o jego słowach krytyki wobec tegorocznych aut nie zapomnieli.
„Don’t come and call an F1 car a Mario Kart” ❌
7-time Grand Prix winner @jpmontoya says the way some F1 drivers are criticising the sport has overstepped the mark 🏎️
Listen to the Chequered Flag podcast on @BBCSounds, watch on iPlayer & YouTube 📲 https://t.co/MvDSk3JNyg… pic.twitter.com/G8Kk5QC8HK
— BBC 5 Live Sport (@5liveSport) May 5, 2026
Wśród nich jest Juan Pablo Montoya. Zwycięzca 7 wyścigów F1 i Indianapolis 500 w 2000 roku pamiętany jest głównie z tego, że miał dość duży talent, ale i bardzo gorącą głowę. W królowej sportów motorowych przebywał jedynie kilka sezonów, od 2001 do połowy 2006 roku. Montoya uważa, że Verstappen powinien ponieść konsekwencje swoich słów.
– Ja rozumiem, że kierowcom nie podobają się regulacje, ale sposób, w jaki mówił o tym, co jest jego sposobem na życie, sportem, powinien nieść za sobą pewne konsekwencje (…) Zawieście go. Dodajcie siedem punktów karnych do licencji, może osiem. Gwarantuję, komunikaty będą wtedy inne – oburzył się Montoya w podcaście BBC pod nazwą Chequered Flag.
– Nie chodzi mi o to, że „nie mówcie, że nie lubicie regulacji”, bo jeśli ci się nie podobają, masz do tego prawo. Nie ma nic złego w byciu szczerym. Nie mówię, że nie wolno takim być, ale nie nazywaj bolidu F1 Mario Kartem – dodał Kolumbijczyk.
Verstappen ma obecnie trzy punkty karne na Superlicencji FIA, więc aby otrzymać zawieszenie na jeden wyścig – potrzebuje kolejnych dziewięciu. Trudno jednak spodziewać się, aby ktokolwiek na poważnie rozważył „apel” Montoyi.
Holender, który we wtorek po wyścigu w Miami obchodzi 10-lecie pracy w Red Bull Racing, po raz pierwszy od ośmiu lat (2018) nie zanotował ani jednego podium w pierwszych czterech rundach sezonu. Verstappen dopisał do swojego dorobku raptem 26 punktów, co daje mu siódme miejsce w klasyfikacji generalnej.
CZYTAJ WIĘCEJ O F1 NA WESZŁO:
- Alex Zanardi – człowiek, który został legendą po stracie obu nóg
- Nigel Mansell krytykuje F1. „Manewry wyprzedzania są sztuczne”
- Max Verstappen rozważa odejście z F1
Fot. Newspix