Brighton znów zaskakuje. Mewy powalczą o Ligę Mistrzów?

Maciej Piętak

31 października 2026, 18:10 • 4 min czytania 1

Reklama
Brighton znów zaskakuje. Mewy powalczą o Ligę Mistrzów?

Brighton w końcu odczarowało Etihad na poziomie Premier League. Podopieczni Fabiana Huerzelera ponownie świetnie zaprezentowali się w niebieskiej części Manchesteru i po pechowej porażce po rzutach karnych w Pucharze Ligi odnieśli zwycięstwo nad zespołem Enzo Mareski. Mewy czekały na wygraną na tym obiekcie szesnaście meczów.

Reklama

Kolejna porażka City w lidze

W pierwszych minutach podopieczni Fabiana Huerzelera pokazali, że nic sobie z tych statystyk nie robią. Podobnie jak kilka dni wcześniej w Pucharze Ligi Angielskiej, grali bez żadnych skrupułów, skutecznie zakładali pressing, a na starcie wygrali walkę o środek pola.

Efektem udanego startu była szybko zdobyta bramka – Dunk świetnie przerzucił piłkę na prawą flankę, a w pole karne zacentrował Gomez. Paragwajczyk nie zagrał idealnie, ale pod własną bramką skiksował Nunes, z czego skorzystał De Cuyper. Belg zagrał sytuacyjnie do Ayariego, a Szwed nie mógł się pomylić.

W powtórce warto zwrócić uwagę na beznadziejne zachowanie Elliota Andersona, który zupełnie odpuścił krycie rywala.

Reklama

Bicie głową w mur

Lokomotywa Enzo Mareski baaardzo powoli się rozkręcała. Obywatele z czasem całkowicie przejęli inicjatywę, ale nie potrafili rozerwać bardzo dobrze zorganizowanej defensywy Mew. Gospodarze notowali sporo kontaktów z piłką w polu karnym (w pierwszej połowie licznik zatrzymał się na 29), ale większość z nich nic nie wnosiła.

Nie znaczy to jednak, że Manchester City nie stworzył żadnej okazji. Groźnie główkował Ndiaye, Senegalczyk był też blisko po udanej indywidualnej akcji, ale uderzył wprost w Verbruggena. Na dziesiątym metrze piłkę raz dostał Haaland, ale Norweg nie trafił czysto w piłkę. Później jeszcze napastnika The Citizens w ostatniej chwili zablokował Lewis Dunk.

Ale o mizernej postawie gospodarzy niech świadczy fakt, że aż pięciokrotnie błagali wręcz sędziego o podyktowanie rzutu karnego za zagranie ręką przeciwnika, ale za każdym razem sędzia ignorował ich prośby. Najwięcej kontrowersji wzbudziły kontakty z futbolówką Vuskovicia i Dunka z końcówki pierwszej części – Chorwat trzymał rękę w poziomie, ale o braku jedenastki zadecydowała najprawdopodobniej niewielka odległość, a z kolei kapitan Mew miał rękę ułożoną naturalnie.

Reklama

Wejście Cherkiego to było za mało

Druga połowa nie przyniosła otrzeźwienia w szeregach gospodarzy. Ba, podopieczni Enzo Mareski powinni przegrywać 0:2 – Gomez kapitalnie oszukał Andersona, uruchomił Ayariego, który dostrzegł w polu karnym niepilnowanego De Cuypera. Belg miał mnóstwo czasu, ale uderzył katastrofalnie. Był to poważny sygnał alarmowy dla gospodarzy, nawet pomimo faktu, że grali wówczas w osłabieniu, bo na chwilę boisko opuścił Gvardiol.

Chwilę później Belg miał kolejną szansę – tym razem strzelał głową – jednak jego próbę sparował Donnarumma. Całą akcję napędził na prawej stronie Vusković, efektownie zagrywając… piętką.

To dużo mówi o tym, jak dobrze czuły się Mewy na boisku w Manchesterze. Pod bramką Verbruggena ciekawiej robiło się dopiero po jakichś indywidualnych zrywach, tak jak na starcie drugiej połowy, kiedy to Ndiaye znowu pozwolił sobie na rajd z piłką i holenderski bramkarz gości kapitalnie sparował strzał Senegalczyka na słupek.

Dużo zmieniło się dopiero po wejściu Cherkiego. City grało szybciej, akcje były składniejsze, było więcej kreatywności. Brighton zaczęło mieć więcej problemów.

Reklama

Verbruggen bohaterem Mew

Znów Verbruggen popisał się kapitalną paradą, broniąc strzał Nunesa. Kolejne strzały oddał Haaland, Fernandez raz groźnie uderzał niecelnie, w słupek znów trafił Ndiaye, a w samej końcówce bramkarz Mew odbijał jeszcze strzały Doku i Khusanova, a próbę tego drugiego niecelnie dobijał O’Reilly… Brighton było w sporych opałach.

Mogło być w jeszcze większych, gdyby w 60. minucie sędzia zdecydował się przyznać gospodarzom rzut wolny pośredni za złapanie piłki przez Verbruggena po podaniu Luki Vuskovicia. Arbiter uznał, że Chorwat jedynie blokował podanie Ndiaye’a ze skrzydła, dlatego gra nie została przerwana.

Ostatecznie Mewy dociągnęły do ostatniego gwizdka, a mogły wygrać nawet wyżej, gdyby świetne podanie Georginio Ruttera (bardzo dobra zmiana) na gola zamienił Jack Hinshelwood. Angielski pomocnik podciął piłkę nad Donnarummą, ale nie trafił w światło bramki.

To na koniec słówko podsumowania. Dobrą robotę robi Fabian Huerzeler. Po dziewięciu kolejkach Mewy mają na koncie dziewiętnaście punktów, najwięcej goli strzelonych, drugą najlepszą defensywę, a na rozkładzie zwycięstwa z Arsenalem, Aston Villą i teraz z City. I to nie przypadek – zresztą goście równie dobrze wyglądali na Etihad kilka dni wcześniej, kiedy to odpadli po karnych.

Reklama

Manchester City – Brighton & Hove Albion 0:1 (0:1)

  • 0:1 – Yasin Ayari 11′

Fot. Newspix

1 komentarz
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Porażka z Lechem najlepszym meczem Legii? Papszun nie ma wątpliwości

Kacper Korpak
11
Porażka z Lechem najlepszym meczem Legii? Papszun nie ma wątpliwości

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Porażka z Lechem najlepszym meczem Legii? Papszun nie ma wątpliwości

Kacper Korpak
11
Porażka z Lechem najlepszym meczem Legii? Papszun nie ma wątpliwości