Awans dał… gol bramkarza! Mourinho biegał jak kiedyś na Camp Nou

Marcin Ziółkowski

28 stycznia 2026, 23:27 • 6 min czytania 6

Awans dał… gol bramkarza! Mourinho biegał jak kiedyś na Camp Nou

Co to były za okoliczności! Co to był za scenariusz… Osiemnasty mecz, ostatni, który jeszcze się toczy w Multilidze, ostatnia akcja… Benfica jeszcze trzy minuty wcześniej grała na czas, bo myślała, że 3:2 jej starcza do awansu. Nie starczało. No więc ktoś tam krzyknął – trzeba strzelić! Wszyscy ruszyli do przodu, został im tylko jeden rzut wolny. Piłka po dośrodkowaniu spadła na głowę bramkarza – Anatolija Trubina i… gol! 4:2, awans Benfiki. Wow! Jose Mourinho w wieku 63 lat po raz pierwszy w karierze wygrał z Realem Madryt. Biegał jak wariat przy linii – tak jak kiedyś po Camp Nou. 

Reklama

Okoliczności meczu

Ósma kolejka fazy ligowej to 18 spotkań na żywo o tej samej porze. To nowa futbolowa rzeczywistość, którą znamy już z poprzedniego sezonu. Coraz więcej osób uważa w ostatnich latach, że piłkarska teraźniejszość odjeżdża Jose Mourinho, ale on cały czas ma w sobie ogień, aby wyprowadzać kolejnych fanów z błędu.

Portugalski mag zmierzył się na Estadio da Luz dopiero po raz szósty w karierze z Realem Madryt. Poprzednim był debiut Romelu Lukaku w Manchesterze United – sierpień 2017. Można by rzec, że stare futbolowe dzieje – Belg w końcu kilka drużyn od tamtej pory odhaczył.

Reklama

Kibice Królewskich mieli już trochę perturbacji w tym sezonie. Zmiana trenera na Alvaro Arbeloę póki co wychodzi im na dobre, choć zaczęło się wstydliwą porażką z Albacete w Pucharze Króla.

Jefte Betancor – historia człowieka, który wyrzucił Real Madryt z Pucharu Króla

Mourinho z kolei musi gonić w lidze portugalskiej, bo ma 10 punktów straty do „polskiego” Porto. W siedmiu meczach Ligi Mistrzów Benfica zgromadziła jedynie sześć oczek, co nie stawiało jej w korzystnym świetle przed meczem numer osiem. Szanse na awans były małe, ale nie takie rzeczy futbol widział. No i zobaczył też tym razem! 

Benfica bez żadnych zahamowań. Real zdominowany

Od samego początku aura nie ułatwiała zadania obu drużynom. Mimo wszystko opady deszczu nie przeszkadzały jednak gospodarzom w narzuceniu tempa gry.

W pierwszym kwadransie Benfica realnie miała aż cztery okazje na gola. Dwie próby nastąpiły jedna po drugiej – najpierw Schjelderup został zablokowany przez Asencio, a po rzucie rożnym Otamendi… nabił Tomasa Araujo na piątym metrze przed bramką Courtois.

W 14. minucie Sudakow wypatrzył Pavlidisa, ale Grek za mocno wypuścił sobie piłkę w polu karnym. Minutę później Davide Massa podyktował rzut karny. Pierwotnie uznano, że Jude Bellingham zatrzymał Gianlukę Prestianniego, ale po obejrzeniu tego na wideo – Włoch zmienił decyzję.

Jose Mourinho był wyraźnie zadowolony z takiego stanu rzeczy – zwłaszcza po próbie Prestianniego. Argentyńczyk spróbował z dystansu, ale Thibaut Courtois opuszkami palców skierował piłkę na poprzeczkę. The Special One nie mógł w to uwierzyć i prawdopodobnie klął sobie pod nosem. A Real, cóż. Był na karuzeli. Nie istniał, nie wyszedł na mecz.

Popularny jest mem, w którym starszy człowiek mówi, że trzeba wezwać ambulans, bo sytuacja zrobiła się trudna. No to Realowi wydawał się być potrzebny. Królewscy stwierdzili jednak niczym w telewizyjnym klasyku – tyle to nie. Raul Asencio w 30. minucie doskonale dośrodkował w pole karne, a Kylian Mbappe urwał się obrońcom Benfiki i zupełnie niespodziewanie to drużyna ze stolicy Hiszpanii objęła prowadzenie.

Benfica grała, a Real strzelił gola, no tak. Mówi się też, że co się odwlecze, to nie uciecze. I gospodarze nie musieli długo czekać na to, aby poprawić. Przeprowadzili szybką kontrę już kilka minut później.

Vangelisa Pavlidis idealnie posłał wrzutkę, która ominęła Deana Huijsena. Andreas Schjelderup wiedział doskonale, co zrobić – i doprowadził do remisu. Jose Mourinho mógł po chwili rozłożyć ręce jak samolot (tak też zrobił).

The Special One nie miał lekko w tym spotkaniu. Po rzucie rożnym Leandro Barreiro spudłował z trzech metrów (!). Nudy nie brakowało, a temperatura meczu była bardzo dobra. Obie drużyny w końcu grały o coś. Niezadowoleni mogli być kibice Realu, który dość często odstawał w pierwszej odsłonie. Najlepszym dowodem była sytuacja parę minut przed zejściem na przerwę. Davide Massa ponownie w Lizbonie podyktował rzut karny, ale tym razem nie zmienił decyzji.

Aurelien Tchouameni przewrócił Nicolasa Otamendiego. Argentyńczyk, jeden z najbardziej eksploatowanych piłkarzy ostatnich miesięcy w piłce, trzymany był za koszulkę. Do piłki podszedł Pavlidis i pokonał on Courtois. W Lizbonie – euforia, a Grek podbiegł do kibiców obecnych z flagą jego ojczyzny.

Benfica oddała aż 14 strzałów w pierwszej połowie na bramkę Courtois. To był napór z prawdziwego zdarzenia.

Trubin daje awans. Golem głową

Portugalski zespół nie atakował już tak intensywnie jak w pierwszej połowie meczu. Nie oznacza to jednak, że całkowicie przestał to robić. Minęło kilka minut i ponownie piłka wpadła do siatki. Pavlidis po raz kolejny poszukał Schjelderupa, podając mu krótko na skrzydło. Norweg zbiegł w kierunku środka i przy bliższym słupku ponownie pokonał Courtois.

Real nie czekał długo z odpowiedzią. Mbappe także trafił po raz drugi. Francuz miał więc znakomitą statystykę – 13 goli w siedmiu meczach fazy ligowej. Nie grał bowiem z Manchesterem City.

Sporo było fizyczności i pojedynków. Benfica grała jakby od tego meczu zależało jej dalsze istnienie. Na docenienie zasługuje choćby postawa Samuela Dahla. Świetnie wyglądała też współpraca Schjelderupa z Pavlidisem.

W końcówce spotkania Sporting CP wypchnął Real spoza TOP 8. Benfica z kolei ciągle była poza strefą TOP 24, brakowało… jednego gola. Davide Massa dał po czerwonej kartce Raulowi Asencio oraz Rodrygo. Obrońca przesadził z ostrością faulu i był to dla niego drugi żółty kartonik. Brazylijczyk powiedział o kilka słów za dużo, co nie umknęło Włochowi.

Nikt nie spodziewał się takiego zakończenia. Benfica myślała, że jest w porządku, prowadzi 3:2, broniła wyniku, Trubin grał na czas. Przyjął sobie nawet piłkę na klatkę piersiową, kradł sekundy. Dopiero później ktoś krzyknął gospodarzom, że 3:2 tutaj nie wystarczy – trzeba iść po kolejne trafienie. Pozostała… jedna akcja, rzut wolny. Scenariusz jak z filmu. Fredrik Aursnes dośrodkował w pole karne z rzutu wolnego. Wybrał się tam także Anatolij Trubin i… strzałem z głóki podwyższył na 4:2, czym wyrzucił z Ligi Mistrzów Olympique Marsylia. Był to znakomity mecz z równie fantastycznym zakończeniem.

A Mourinho zwariował (pozytywnie) po takim scenariuszu. Zaczął biegać jak 16 lat temu na Camp Nou.

To po prostu trzeba zobaczyć. Najlepiej z 20 razy.

SL Benfica – Real Madryt 4:2 (2:1)

  • 0:1 – Kylian Mbappe – 30′
  • 1:1 – Andreas Schjelderup – 36′
  • 2:1 – Vangelis Pavlidis – 45+5′
  • 3:1 – Andreas Schjelderup – 54′
  • 3:2 – Kylian Mbappe – 58′
  • 4:2 – Anatolij Trubin – 90+8′

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

6 komentarzy

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Reklama