9 lat temu pracował jako elektryk. To on wyeliminował Real Madryt

Patryk Idasiak

15 stycznia 2026, 13:49 • 6 min czytania 9

9 lat temu pracował jako elektryk. To on wyeliminował Real Madryt

Jefte Betancor mógł już dawno nie grać w piłkę, tylko wymieniać żarówki u klientów. W najgorszych chwilach swojego życia nawet nie marzył o tym, że 14 stycznia 2026 roku wyeliminuje Real Madryt z Pucharu Króla. 

Reklama

Kiedy Goncalo Garcia trafił do siatki w 91. minucie na 2:2, to wydawało się, że Real Madryt już to ma. Że za chwilę w dogrywce podmęczonemu już przeciwnikowi zapakuje ze trzy sztuki i wygra spokojnie 5:2. 32-letni Jefte Betancor zszokował jednak wszystkich. W – z pozoru niegroźnej akcji – najpierw uderzył w Daniego Carvajala. Piłka ponownie trafiła pod jego nogi, a on technicznym strzałem wprawił w kompletne osłupienie Andrija Łunina.

Ściągnął koszulkę i zaczął wariować. Kiedy tak razem z kolegami się cieszył, to lekarz Albacete w tej całej ekscytacji niechcący walnął go łokciem w nos i spowodował krwotok. Już na zawsze będzie pamiętał, że z drugoligowym Albacete wyeliminował Real Madryt z Pucharu Króla. A nie było to takie oczywiste…

Reklama

Mógł już nie grać w piłkę

Takie pucharowe romantyczne historie zwykle mają swoich nieoczywistych i zapomnianych bohaterów. Jednego skreślili w wielkiej akademii w klubie, który kochał i potem tułał się po niższych ligach, inny zmagał się z jakimś uzależnieniem, kolejny przez dwa lata nie grał w piłkę, bo cierpiał na dziwną kontuzję. Jeszcze następny uznał, że nic z tego nie będzie i zajął się czymś innym. To ostatnie zdanie dotyczy właśnie bohatera tego tekstu. To „story” Jefte Betancora, który w pomeczowym wywiadzie dla RTVE wypalił:

To najwspanialsza rzecz, jaka kiedykolwiek wydarzyła się w piłce nożnej. To coś, o czym marzy się jako dziecko. Dziś to się stało i jestem bardzo szczęśliwy, bo pracowaliśmy jak szaleni, żeby pokonać jedną z najlepszych drużyn na świecie. To dla mojej żony, moich rodziców, moich dzieci… Dziewięć lat temu chciałem rzucić piłkę nożną. Po tych marzeniach i ciężkiej pracy, spójrz, gdzie jesteśmy teraz, ciesząc się tym wszystkim.

Jego kariera wiodła przez Austrię, Cypr, Rumunię, Grecję i wreszcie wrócił do siebie – do Hiszpanii. Wcale nie idzie mu tu jakoś rewelacyjnie, lecz teraz został bohaterem całej społeczności. Albacete zajmuje przedostatnie miejsce w Segunda Division, a sam Betancor przyznał, że tego potrzebował, bo w weekend zmarnował dwie dogodne okazje przeciwko Realowi Sociedad B, a tamten mecz zakończył się bezbramkowym remisem. W drugiej lidze 32-latek ma na razie tylko cztery trafienia i nawet nie zawsze gra w pierwszym składzie, a ostrzono sobie zęby na jego skuteczność.

Wróćmy jednak do tego, co było dziewięć lat temu. Tułał się po niższych ligach hiszpańskich z marnym skutkiem. W styczniu 2017 roku podjął nawet decyzję, że z powodów osobistych skraca wypożyczenie do Arandiny.

Później zdecydował się dołączyć do skromnego Union Viera z Tercera División (czwartej ligi) – klubu, z którym łączy go silna więź lokalna, bo tam jako kilkulatek zaczynał kopać piłkę, choć na dobre rozwijał się potem w największym zespole w regionie – UD Las Palmas. Taka w końcu musiała być droga dla zdolnego juniora. Kiedy wrócił do miejsca, w którym wszystko się zaczęło, to tak naprawdę… cofnął się na start. Myślał o zakończeniu kariery, a wtedy pojawiła się dość zaskakująca oferta. Jego agencja zapewniła mu angaż w Austrii.

W programie „El Larguero” w stacji Cadena SER, mieszkaniec Wysp Kanaryjskich rozwinął wątek dotyczący załamania kariery:– Dziewięć lat temu chciałem rzucić futbol. Nie myślałem trzeźwo. Chciałem rzucić futbol i zrobiłem to na sześć miesięcy. Zacząłem pracować, trenowałem w okolicy z przyjaciółmi. Pracowałem nawet jako elektryk, żeby oczyścić umysł. Otrzymałem dużo wsparcia od rodziny, psychologa… dziś widzę to wszystko jako bardzo satysfakcjonujące – stwierdził.

W 2018 roku dołączył do ATSV Stadl-Paura, klubu występującego w trzeciej lidze austriackiej. A co tam, zaryzykował. Pojechał na zupełnie nieznany i niezbadany teren za marzeniami, choć miał pełne prawo myśleć, że z tej mąki chleba nie będzie. Mimo że w jednym ze spotkań – między innymi przez jego czerwoną kartkę – zespół ten przegrał aż 0:8, to Hiszpan rzadko zawodził. Strzelał dużo goli, nawet w tych przegranych meczach. W pół roku zaliczył bezpośredni awans aż do austriackiej Bundesligi – do SV Mattersburg. Tam jednak przepadł, był to dla niego za duży przeskok. 

Wywołał skandal. Opuścił stadion w przerwie meczu

Ale już druga liga austriacka okazała się w sam raz. Strzelił dla SV Ried 14 goli w lidze, dołożył też dwa w pucharze, a następnie jego kariera skręciła w nietypowy rejon – do Rumunii. Było FC Voluntari, FCV Farul Constanta, gdzie wpakował 15 bramek w sezonie i wreszcie CFR Cluj. Tym ostatnim pomógł nawet awansować do fazy grupowej Ligi Konferencji 2022/23, ale pokazał tam charakterek.

Hiszpański napastnik opuścił CFR Cluj po dość oryginalnym skandalu. Jego umowa została rozwiązana po tym, jak opuścił stadion w przerwie meczu z Farul. Był wściekły, że zdjął go z boiska trener Andrea Mandorlini.

Moim błędem było wyjście, ale miałem w sobie dużo nagromadzonego napięcia. To był błąd i jako pierwszy się do tego przyznałem, ale byłem naprawdę bardzo zły. Jestem tylko człowiekiem i popełniam błędy w życiu. Przeprosiłem za to, ale powiedziałem mu (Mandorliniemu), że nie rozumiem, dlaczego ciągle mnie zmienia. Chciałem, żeby mnie puścił, bo byłem niezadowolony. Po meczu z Farulem rozmawialiśmy i powiedzieliśmy, że nie mogę tu grać, bo ciągle jestem zmieniany – powiedział Jefte w wywiadzie udzielonym tuż po rozwiązaniu kontraktu z CFR.

Później ani razu nie znalazł się w kadrze meczowej i trafił w zimowym okienku transferowym do greckiego Panserraikosu. I zrobił tam taką furorę, że jako 32-latka ściągnął go świeżo upieczony mistrz Ligi Konferencji, sam Olympiakos za 500 tysięcy euro! Jeszcze przez pierwsze pół roku aż takiej rewelacji nie było, lecz w sezonie 2024/25 odpalił na dobre. Strzelił aż 21 goli we wszystkich rozgrywkach, został królem strzelców Super League. Grecki hegemon kupił go już w połowie rozgrywek, ale pozwolił je dokończyć w Panserraikosie.

Statystyki zawodnika (sezon) dostarczone przez Superscore

 

Wypracował sobie taką renomę w mniejszym klubie, że w ostatnim spotkaniu, kiedy wiadomo było, że odchodzi, zagrał nawet z opaską kapitana. Między innymi trzema trafieniami już w grupie spadkowej – pomógł Panserraikosowi się utrzymać. Udało się, mając zaledwie punkt nad czerwoną kreską.

No i od tego lata reprezentuje Albacete, będąc wypożyczonym z Olympiakosu. Przeszedł naprawdę krętą drogę, żeby wyeliminować Real Madryt. W kwietniu 2011 roku został zaproszony przez Królewskich do gry w międzynarodowym turnieju razem z ich młodzieżową drużyną. To zresztą kolejny rozdział tej pokręconej piłkarskiej historii. 

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE:

Fot. Newspix

9 komentarzy

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
51
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
La Liga

Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer

Braian Wilma
0
Zdążył się już pożegnać. Real zablokował jego transfer
La Liga

Kolejne miasto powalczy o organizację finału Ligi Mistrzów

Maciej Piętak
2
Kolejne miasto powalczy o organizację finału Ligi Mistrzów
Reklama
Reklama