Bahrajn w Malezji. Grand Prix F1 pokręcone jak w nazwie

Sebastian Warzecha

04 października 2026, 12:51 • 4 min czytania 0

Reklama
Bahrajn w Malezji. Grand Prix F1 pokręcone jak w nazwie

Max Verstappen po raz pierwszy w sezonie! Tak skończyło się Grand Prix Bahrajnu organizowane w… Malezji. Nazwa była tu lekko pokręcona, a ściganie – tym bardziej. Bo zaczęło się od wielkich opóźnień z powodu mokrego toru. A potem się działo, oj działo!

Reklama

Formuła 1. Max Verstappen wreszcie ma swoje Grand Prix

Red Bull w tym sezonie nie zachwycał, a efekt tego jest taki, że Max Verstappen może marzyć co najwyżej o tym, że stanie na podium klasyfikacji generalnej – a i to nie będzie zadaniem łatwym. Niemniej: im dalej w sezon, tym bardziej zmniejszała austriacka ekipa straty do rywali. Wczoraj Verstappen wysłał mocny sygnał, że wraca – wygrał kwalifikacje, pierwszy raz w sezonie. A już w Grand Prix tylko na moment zyskane wtedy prowadzenie oddał.

Uporządkujmy to wszystko.

Po pierwsze: dlaczego Malezja? Ano dlatego, że w Bahrajnie jeździć w planowanym terminie bezpiecznie się nie dało – tamtejsze Grand Prix miało się odbyć w kwietniu, ale wiadomo: wojna, zagrożenie rakietowe i tego typu sprawy. No to przełożono wyścig, tyle że zagrożenie nie minęło. Więc wreszcie trafiło to wszystko do Malezji właśnie, na tor Sepang – znany, całkiem lubiany, choć od kilku lat już w F1 nieobecny. Przy nim ustawiono flagi Bahrajnu, a wszystko ochrzczono hasłem: „Bahrain Grand Prix in Malaysia”. Da się? Da się.

Reklama

Trudno jednak było się nabrać, bo w Bahrajnie wokół toru to piach, pustynia. W Malezji z kolei zielono, palmy, a do tego lejący ulewnie deszcz. Bo tak się zaczęło dla nas to Grand Prix. O 9 polskiego czasu dostaliśmy komunikat o oczekiwaniu. O 9:10 też. I 0 9:30. I tak jeszcze kilka razy. Wyjechali nawet kierowcy na okrążenie formacyjne, ale nic z tego nie wyszło, a kilku – w tym Verstappen i Hamilton – miało problemy z oprogramowaniem i nie można było przyspieszać. Władze F1 przerwały więc procedurę. Przy okazji jednak kilku zawodników informowało: tor przesycha i to przesycha bardzo szybko.

Trzeba więc było czekać aż przeschnie wystarczająco.

Reklama

Verstappen z wygraną, dramat Russella

W końcu się udało. Co prawda siąpiła jeszcze lekka mżawka, ale taka, że nie zagrażała już rywalizacji. Ciekawie było pod kątem doboru opon – część stawki jechała na ogumieniu na mokrą nawierzchnię, część założyła inne. Zawaliło sprawę Ferrari, bo i Lewis Hamilton, i Charles Leclerc ruszyli na gładkich oponach, przez co z miejsca spadli o kilkanaście pozycji. A był włoski zespół na starcie w naprawdę dobrej sytuacji, bo we wczorajszych kwalifikacjach Hamilton zajął 2. miejsce, Leclerc z kolei był 5.

Monakijczyk zjechał dość szybko po opony przejściowe, Brytyjczyk postanowił jednak – i była to jego decyzja – zaryzykować i został na torze w oponach, które dostał pierwotnie.

Zostawmy jednak Ferrari, bo sporo działo się na czele, gdzie wysunęli się na prowadzenie obaj kierowcy Mercedesa. Z przodu jechał Andrea Kimi Antonelli, za nim George Russell. Obaj usłyszeli, że mają współpracować, ale niewiele im to dało, bo po kiepskim starcie, szybko swoje zaczął robić Max Verstappen, który łatwo objechał Russella. Zrobił to tuż przed pierwszą w wyścigu neutralizacją, która miała miejsce po wypadnięciu z toru Valtterego Bottasa. Większość stawki z miejsca z tego skorzystała i zjechała na zmianę opon (a biedny Leclerc zrobił to chwilę wcześniej, tak to już jest ze szczęściem Ferrari).

Restart świetnie wykorzystał Verstappen, który wyprzedził po nim Antonellego. A potem zaczął budować przewagę. Gdy jednak wydawało się, że już nic nie zagrozi mu w wygranej… no to awarii w swoim bolidzie doznał Alexander Albon. A że ten stał przy torze, to wiadomo – neutralizacja. Do boksu w efekcie zjechali i Max, i Kimi, a niedługo potem na tor wyjechał safety car, bo był problem z uprzątnięciem bolidu Albona. Gdy już, już wszyscy szykowali się do tego, że ruszą do akcji – a w zasadzie nawet po części zdążyli to zrobić – to kolejną neutralizację wywołał George Russell.

Reklama

U niego też padł bolid, konkretnie – silnik. Cieszyć mógł się z tego… jego zespołowy kolega. Bo to Russell jest w generalce najbliżej Antonellego, a w Bahrajnie/Malezji sporo do niego w efekcie stracił.

Wyścig udało się jeszcze wznowić na kilka kółek, ale Antonelli nie starał się już przesadnie wyprzedzić Verstappena. Holender więc spokojnie dojechał do mety jako triumfator, Kimi był drugi, a trzeci Lewis Hamilton, który wyprzedził Isacka Hadjara. To samo zresztą zrobił niedługo potem Charles Leclerc i Ferrari ostatecznie na swój wynik – 3. i 4. miejsce – narzekać przesadnie nie może. Choć droga do tego rezultatu była naprawdę, ale to naprawdę kręta.

Reklama

TOP 10 GRAND PRIX BAHRAJNU (W MALEZJI):

  1. Max Verstappen (Red Bull Racing)
  2. Andrea Kimi Antonelli (Mercedes)
  3. Lewis Hamilton (Ferrari)
  4. Charles Leclerc (Ferrari)
  5. Isack Hadjar (Red Bull Racing)
  6. Oscar Piastri (McLaren)
  7. Liam Lawson (Racing Bulls)
  8. Fernando Alonso (Aston Martin)
  9. Lando Norris (McLaren)
  10. Arvid Lindblad (Racing Bulls)

WALKA O TYTUŁ:

  1. Andrea Kimi Antonelli – 320 punktów,
  2. George Russell – 236,
  3. Lewis Hamilton – 214,
  4. Charles Leclerc – 191,
  5. Lando Norris – 188,
  6. Max Verstappen – 188.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

„Taktycznie dobry, w grupie gówniany”. Piłkarz przejechał się po byłym trenerze United

Braian Wilma
2
„Taktycznie dobry, w grupie gówniany”. Piłkarz przejechał się po byłym trenerze United

Polecane

Reklama
Piłka nożna

„Taktycznie dobry, w grupie gówniany”. Piłkarz przejechał się po byłym trenerze United

Braian Wilma
2
„Taktycznie dobry, w grupie gówniany”. Piłkarz przejechał się po byłym trenerze United