Arka formalnie spadła dziś, ale tak naprawdę, gdy odszedł Szwarga

Paweł Paczul

18 maja 2026, 21:48 • 3 min czytania 93

Reklama
Arka formalnie spadła dziś, ale tak naprawdę, gdy odszedł Szwarga

Jeśli był trener, który mógł utrzymać Arkę Gdynia w Ekstraklasie, to był to Dawid Szwarga. Na pewno nie był to Dariusz Banasik. Żeby ogarnąć tak słaby zespół pod względem jakości poszczególnych zawodników, trzeba odpowiedniego pomysłu, poszukania swoich przewag w taktyce, nawet jeśli przekłada się to na styl, od którego bolą oczy. Szwarga potrafił tak pracować, Banasik nie. Arka musiała polecieć.

Reklama

Ktoś powie, że Szwarga zostawiał drużynę na 16. miejscu, ale po pierwsze – wówczas gdynianie mieli tyle samo punktów co drużyna z piętnastej lokaty, po drugie dziś Arka przecież nawet nie jest szesnasta, po trzecie łatwo sobie wyobrazić, że bez pomysłów Szwargi gdynianie byliby już dawno pogrzebani, bardziej niż Bruk-Bet.

Jeśli spojrzeć na kadrę – jest ona w czołówce najsłabszych tej ligi (i pewnie mówimy delikatnie). Są tam oczywiście ciekawi piłkarze, Kerk, Jakubczyk, Kubiak, którzy spokojnie powinni dalej grać w Ekstraklasie, ale w Arce przeważają jednak zawodnicy nieprzystający do elity.

Kocyła szuka zgubionego talentu, ale nie wiadomo, czy go jeszcze kiedykolwiek odnajdzie. Szysz sportowo jest na pograniczu bycia wrakiem, dzisiaj mieliśmy tego puentę, kiedy zmarnował najprostszą patelnię. Gojnego należy docenić za serducho, ale tak czysto technicznie to być może najmniej uzdolniony piłkarz tej ligi. Kręcił się pod nogami przez część sezonu Gaprindaszwili, natomiast pierwsza liga to po prostu jego maks.

I tak dalej, i tak dalej. Można wymieniać te niedoskonałości, ale wszyscy rozumiemy, o co chodzi. Jeśli masz przeciętnych piłkarzy, to potrzebujesz mieć ekstra trenera, inaczej jesteś bez szans. Czy Szwarga taki był? Na gdyńskie warunki – tak. Często nie dało się na te mecze patrzeć, ale szkoleniowiec po prostu punktował. Wiadomo, na wyjazdach wyglądało to dramatycznie, ale u siebie zbudował twierdzę i trzymał Arkę przy życiu.

Reklama

Gdynianie mieli bolesny dla neutralnego widza sposób grania, ale jednak sposób.

Arka Gdynia spada z Ekstraklasy. Posypało się od odejścia Szwargi

Szwarga jednak odszedł, zmienił go Banasik i był to wybór trochę niezrozumiały. Za „komputerowca” przyszedł bowiem człowiek kompletnie inny, który – pewnie w założeniu – miał wpuścić świeżego powietrza do szatni, poluzować, użyć siły przyjaźni i też uwolnić ofensywny potencjał. No, ale uwalniać nie było czego.

Banasik poległ. Wyszedł mu tylko pierwszy mecz z Zagłębiem Lubin, a potem nie wygrał już nic. Nie udało mu się nawet kontynuować tego, co wypracował Szwarga – to znaczy twierdza w Gdyni upadła. Arka przegrała u siebie wysoko z Jagiellonią, zremisowała bardzo ważny mecz z Górnikiem, dziś, co symboliczne, bo był to gwóźdź do trumny, przegrała też z Bruk-Betem. Poprzednik przez 3/4 sezonu dostał tylko raz w trąbę na własnym stadionie, następca tylko od kwietnia już dwa razy.

To nie był zespół na wesołe granie jak z Cracovią, czy dzisiaj z Bruk-Betem. To był zespół na defensywę, defensywę, defensywę i jeszcze raz defensywę, a dopiero potem kontrę. I nie jest to próba przekonania, że Banasik to nowy Zdenek Zeman, bo jego Radomiak w Ekstraklasie trzymała obrona, ale nie jest to też taki radykał jak Szwarga. A Arka potrzebowała radykała.

Reklama

Zresztą jeśli trzeba by postawić pieniądze, to na kogo w pytaniu czyja kariera pójdzie do góry: Banasika czy Szwargi? Zdecydowanym faworytem jest ten drugi. Wydaje się, że najzwyczajniej w świecie za lepszego trenera przyszedł gorszy i tyle.

Za dużo stało się złego, by tak skonstruowany zespół się utrzymał. Jeśli taka drużyna miałaby w lidze zostać, to po pierwsze potrzebowała zabijać mecze, a po drugie być traktowana uczciwie przez arbitrów. Od zabijania odeszła, gdy zwinął się Szwarga, a arbitrzy mylili się na jej niekorzyść najczęściej w lidze (za rankingiem Canal Plus).

No i stało się. Arka znów spadła.

Reklama

Fot. Newspix

93 komentarzy
Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Zator: Wierzę w ćwierćfinał. Kanada nigdy nie miała takich piłkarzy [WYWIAD]

Jakub Radomski
2
Zator: Wierzę w ćwierćfinał. Kanada nigdy nie miała takich piłkarzy [WYWIAD]