Śląsk Wrocław przegrał w Krakowie z Wisłą 1:2 po bramce straconej w doliczonym czasie gry. Ante Simundza uważa jednak, że gol Alana Urygi z samej końcówki nie powinien zostać uznany ze względu na spalonego.
Beniaminek z Wrocławia musiał odrabiać straty już od szesnastej minuty, kiedy to na listę strzelców wpisał się Angel Rodado. Wyrównał wprowadzony w drugiej połowie z ławki rezerwowych Adam Ciućka, jednak w końcówce trzy punkty miejscowym zapewnił Alan Uryga.
Simundza: Według mnie to był mecz na remis
– Sądzę, że to był dobry mecz. Według mnie to był mecz na remis. To moje zdanie. Podnieśliśmy nasz poziom gry dzięki zmianom w drugiej połowie i sądzę, że zasłużyliśmy na remis. Nie wiem, dlaczego gol na 2:1 został uznany. Sędziowie uczą nas na seminariach, że takie sytuacje kończą się odgwizdaniem spalonego, a tu zdecydowali, że go nie było – ocenił Simundza.
Poprosiliśmy trenera Śląska o ocenę występu Karola Linettego. Naszym zdaniem był najsłabszym zawodnikiem na boisku.
– To pana opinia. Wiemy, że nie jest jeszcze w stu procentach gotowy pod kątem fizycznym, ale daje z siebie wszystko. Kiedy będzie gotowy, będzie lepszy – zapewnił.
Odniósł się również do swoich zmian.
– Nie zgadzam się, że zmiana choćby Llinaresa była złym posunięciem. Podawał do zawodnika, który asystował przy bramce wyrównującej. Bez Llinaresa nie byłoby trafienia. Z kolei Marjanac i Banaszak mieli wnieść więcej energii, wywierać presję na przeciwnika. Zmienili zmęczonych zawodników – stwierdził.
Szkoleniowca Śląska zapytano również o mocne strony zespołu pod nieobecność kontuzjowanego Samca-Talara.
– Piotr Samiec-Talar jest bardzo kreatywnym i ofensywnym zawodnikiem. Wiemy to. Jeśli tracisz gola w ostatnich sekundach w kolejnym meczu w tym sezonie, trudno mówić o taktyce i strategii. Mamy sześć punktów na koncie, a mogło być ich dziesięć. Musimy to zaakceptować – powiedział.
Simundza krytycznie o zawodnikach. „Musimy wyciągnąć wnioski”
Simundza odniósł się do licznych bramek, które Wrocławianie tracili w ostatnich minutach meczów. Tak było w Warszawie z Legią, tak było przed własną publicznością z Koroną Kielce i historia powtórzyła się w Krakowie.
– Musimy wyciągnąć wnioski z tych błędów, bo to bardzo kosztowne. Te gole, które padały w końcówkach, wynikały ze złych decyzji piłkarzy – przyznał.
Na koniec jeszcze raz poruszył wątek trafienia Alana Urygi.
– W momencie dośrodkowania strzelec gola znajdował się na spalonym. Następnie nasz piłkarz dotknął piłki, ale to nie zmienia sytuacji, ponieważ piłka nie zmieniła kierunku lotu. Liczy się to, że przy samym dośrodkowaniu był on na spalonym i odniósł z tego korzyść. Tak przynajmniej wyjaśnił nam to sędzia – zakończył.
Po dziewięciu kolejkach Śląsk ma na koncie sześć punktów i zajmuje piętnaste miejsce w tabeli. Po przerwie reprezentacyjnej Wrocławianie zmierzą się przed własną publicznością z Lechem Poznań.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix