Reklama

Sporo emocji na start sezonu. Superpuchar dla Rakowa!

redakcja

Autor:redakcja

17 lipca 2021, 22:35 • 5 min czytania 58 komentarzy

Jeżeli cały sezon 2021/22 w polskim futbolu ma wyglądać tak, jak dzisiejsze starcie o Superpuchar Polski pomiędzy Legią WarszawaRakowem Częstochowa, to w sumie nie będziemy narzekać. Bo to było naprawdę ciekawe widowisko. Futbol na niezłym poziomie, dobre tempo, kilka ostrzejszych wymian, zwroty akcji. No i pasjonująca seria jedenastek jako wisienka na torcie. Serio, było na czym oko zawiesić. Ostatecznie trofeum zgarnęli częstochowianie, którzy okazali się skuteczniejsi podczas konkursu rzutów karnych.

Sporo emocji na start sezonu. Superpuchar dla Rakowa!

Czy wygrali zasłużenie? Summa summarum – tak.

Legia – Raków. Agresja i skuteczność częstochowian

Pierwsza połowa to był pokaz prawdziwej częstochowskiej furii. Nie powiemy, że przed przerwą na boisku istniała tylko jedna drużyna, bo byłaby to mimo wszystko przesada. Legia razy czy drugi zdołała się przedrzeć w pole karne gości, Tomas Pekhart dochodził niekiedy do dośrodkowań. Jednak „Wojskowi” na tle swoich oponentów byli po prostu zbyt ospali. Statyczni. I na dodatek straszliwie niechlujni w rozegraniu piłki przez środek boiska.

Raków z tych niedokładności korzystał, a właściwie to je na przeciwnikach wymuszał. Podopieczni Marka Papszuna świetnie się prezentowali w agresywnym, wysokim pressingu. Notorycznie powodowali błędy u zawodników Legii, przede wszystkim u grającego dwa tempa zbyt wolno Bartosza Slisza. Kiepskie zagrania regularnie notowali również Filip Mladenović, Lindsay Rose czy Ernest Muci. W sumie to zdobywcy Pucharu Polski mogą sobie pluć w brodę, że tak rzadko przekuwali odbiory futbolówki na połowie przeciwnika w konkretne sytuacje strzeleckie pod bramką Cezarego Miszty. Szwankowało ostatnie podanie. Aczkolwiek Giannis Papanikolaou w paru sytuacjach zaimponował pomysłowością i przeglądem pola, otwierając kolegom wolną przestrzeń.

Mimo pewnych kłopotów na etapie finalizowania akcji, Raków do szatni schodził z jednobramkową zaliczką. Fran Tudor wpisał się na listę strzelców w 10. minucie spotkania, pokonując Misztę sytuacyjnym uderzeniem po stałym fragmencie gry. Co tu dużo gadać – zapracowała sobie drużyna spod Jasnej Góry na ten rezultat. Jeżeli Papszun mógł za coś zganić swoich zawodników, to tylko za to, że nie skarcili legionistów mocniej za ich liczne pomyłki.

Reklama

Legia – Raków. Riposta „Wojskowych” po przerwie”

W drugiej połowie gracze Rakowa wyraźnie spuścili z tonu i oddali inicjatywę Legii, aczkolwiek ekipa Czesława Michniewicza początkowo narobiła tylko trochę szumu i niewiele z tego wyszło. Natomiast pojawienie się na boisku Iviego Lopeza dodało nowej energii częstochowianom. W 77. minucie Hiszpan trafił nawet do siatki, lecz sędzia Damian Sylwestrzak po długiej wizycie przy monitorze VAR dopatrzył się faulu Sebastiana Musiolika na Mateuszu Wietesce. I rzeczywiście – zanim napastnik Rakowa dograł piłkę Lopezowi, szarpnął defensora Legii za koszulkę. Mimo to, zachowanie Wieteski należy uznać całościowo za naganne. Zagapił się, dał sobie odebrać piłkę wślizgiem, a później kompletnie nie powalczył o futbolówkę, tylko padł na kolana i zwrócił się z pretensjami do sędziego.

Przewinienie na pewno nie było na tyle ewidentne, by całkowicie odpuszczać kontynuowanie gry i oczekiwać na koło ratunkowe od arbitra. Wieteska zdecydowanie powinien się tutaj skupić na walce futbolówkę, a nie na sędziowaniu. Od tego jest VAR.

Legii trzeba wszakże oddać, że w końcówce zintensyfikowała poszukiwania wyrównującej bramki. Po godzinie gry Michniewicz oddelegował na murawę swoich najbardziej kreatywnych zawodników – Kapustkę, Luquinhasa, Emrelego oraz Skibickiego. To przyniosło efekt. Fakt, że ataki mistrzów Polski były w sumie dość schematyczne – klepka, piłka do skrzydła, wrzutka. Ale miało to wszystko swoją dynamikę i im dalej w las, tym trudniej było graczom Rakowa powstrzymywać ofensywne zapędy Legii. Aż w końcu nadeszła trzecia minuta doliczonego czasu gry. Mocne dośrodkowanie Josipa Juranovicia dotarło do Mahira Emrelego i Azer po raz kolejny w tym sezonie wpisał się na listę strzelców. Nie popisał się tutaj golkiper Rakowa, Vladan Kovacević.

Miał Bośniak pretensje do Tomasa Petraska, że ten strącił mu piłkę z rękawic. Jednak w takich sytuacjach bramkarz musi być w stu procentach pewny, że uda mu się przeciąć futbolówkę, jeśli już decyduje się na opuszczenie linii bramkowej. Kovacević zaryzykował i się na tym przejechał. A wraz z nim cały Raków.

Legia – Raków. Karne dla Rakowa!

Wyglądało więc na to, że Kovacević może się stać antybohaterem finału, a Emreli – wręcz przeciwnie. Ale konkursy jedenastek to jest zawsze osobna historia. Dla jednych szansa do rehabilitacji po nie najlepszym występie, a dla innych zaś potencjalna mina. Podobnie było dzisiaj. Golkiper Rakowa obronił bowiem kiepściutkie uderzenie Kapustki w drugiej kolejce karnych, a potem miał furę szczęście, gdy Emreli przyładował piłką w słupek. Po stronie zdobywców Pucharu Polski pomylił się z kolei Zoran Arsenić, ale pozostali strzelcy wskazani przez trenera Papszuna poradzili już sobie z Cezarym Misztą bezbłędnie.

Klątwa Superpucharu wciąż ciąży na „Wojskowych”. Choć Legia w ostatnich latach regularnie zdobywa mistrzowskie tytuły, po Superpuchar ostatni raz sięgnęła trzynaście długich lat temu. Raków tymczasem kontynuuje swoją piękną historię i dokłada do kolekcji drugie trofeum. Jasne, to najmniej cenne, puchar trzeciej kategorii. Mówimy jednak o klubie, który przez dziesiątki lat czekał na to, by wygrać cokolwiek. Nie ma sensu zatem deprecjonować rangi Superpucharu. Tym bardziej że Raków wywalczył trofeum po starciu z Legią, która absolutnie nie położyła się na murawie, tylko do końca walczyła o zwycięstwo.

Reklama

Zarejestruj się na Fuksiarz.pl

Graj mecze EARLY PAYOUT. Drużyna prowadzi 2:0 w dowolnym momencie, wygrywasz zakład

LEGIA WARSZAWA – RAKÓW CZĘSTOCHOWA 1:1 (0:1; karne 3:4)

strzelcy bramek:

  • Fran Tudor 10′ (0:1)
  • Mahir Emreli 90+3′ (1:1)

rzuty karne:

  • Tomas Pekhart – gol (1:0)
  • Tomas Petrasek – gol (1:1)
  • Bartosz Kapustka – obroniony (1:1)
  • Ivi Lopez – gol (1:2)
  • Mahir Emreli – słupek (1:2)
  • Zoran Arsenić – obroniony (1:2)
  • Josip Juranović – gol (2:2)
  • Jakub Arak – gol (2:3)
  • Filip Mladenović – gol (3:3)
  • Milan Rundić – gol (3:4)

fot. FotoPyk

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

58 komentarzy

Loading...