Reklama

Liga nie będzie ciekawsza. Legia pokonuje Lecha w Poznaniu

redakcja

Autor:redakcja

30 maja 2020, 22:51 • 3 min czytania 49 komentarzy

Z czym kojarzą nam się wieczory, gdy Lech Poznań spotyka się na zielonej trawce z Legią Warszawa? Z wielką pompą i sporym rozczarowaniem. Dziś nie było ani wielkiej pompy (uwaga opinii publicznej skupiona była raczej na powrocie ligi samym w sobie), ani wielkiego rozczarowania. Nie był to wielki mecz, ale generalnie – trzymał poziom. Nawet, jeśli o losach starcia w Poznaniu zadecydował gol z dupy.

Liga nie będzie ciekawsza. Legia pokonuje Lecha w Poznaniu

Były momenty, gdy kibice Lecha jechali z van der Hartem jak z furą gnoju, były też takie, gdy stawał się dyżurnym obiektem drwin. Ale dziś, po takim meczu, po kolejnej absurdalnie zawalonej bramce… Jeśli nie wiecie, poznaniacy, co wam pozostaje po kolejnym dennym występie waszego bramkarza, to spytajcie Michała Probierza.

Rany, jakie to było vanderhartowe. Niezła wrzutka Gwilii, ale raczej taka, że zarówno Crnomarković, jak i van der Hart wydają się ją mieć w zasięgu. Na swoje nieszczęście – obaj skaczą do piłki. Na nieszczęście całego Lecha – Holender prawdopodobnie krzyczy, że to on zgarnie dośrodkowanie, Crnomarković chce pomóc koledze i uchyla się od piłki, a potem…

A potem van der Hart piąstkuje prosto w plecy Crnomarkovicia. Piłka leci na poprzeczkę, następnie na klatkę Pekharta, który gola z bliższej odległości prawdopodobnie nigdy nie zdobył. Chryste, ile można? Przecież gość jest w tej lidze ledwie kilka miesięcy, a już nawet żarty z jego rzekomej umiejętności gry nogami stały się przejedzone. Znów zawalił swojej drużynie punkty i niech was nie zwiedzie seria ponad 400 minut bez straconego gola, którą przerwał – podczas niej miał jeden (jeden!) groźny strzał na bramkę. 

Polecimy klasycznym trenerem z konferencji prasowej – nie wiadomo, jakby się ułożył ten mecz, gdyby nie to trafienie. Wiemy tyle, że Legia była raczej stroną lepszą, Lech z kolei aktywniejszą. Próbował atakować pozycyjnie, próbował się rozbujać w swoim stylu, ale…

Reklama

Po pierwsze – świetnie wypalił manewr taktyczny Vukovicia, który w obliczu nieobecności Wszołka posłał na skrzydło Vesovicia, a na prawą obronę przesunął Jędrzejczyka. Efekt? Jóźwiak w pierwszej połowie sobie nie pograł, w drugiej czasem doszedł do głosu, ale też niezbyt często.

Po drugie – Legia perfekcyjnie przesuwała i żeby ją zaskoczyć, trzeba było wymyślić coś pokroju TEGO:

Tak, z tej kompletnie niepozornej sytuacji zrodziło się sam na sam Żamaledtinowa. Chyba nawet on sam był zaskoczony, że dostał tak perfekcyjne podanie, bo ruch zrobił dopiero gdy piłka leciała w jego kierunku, no i trochę wyrzucił się przyjęciem – Majecki wyszedł w odpowiednim momencie i poradził sobie z tą sytuacją sam na sam.

Czy to była najlepsza sytuacja „Kolejorza” w tym meczu? Raczej tak. Jeszcze w pierwszej połowie lewą stroną pomknął Tiba, wszedł w pole karne jak do siebie i wyłożył piłkę Puchaczowi, któremu dziś nic nie siedziało na stopie mimo kilku prób. Była bramka Crnomarkovicia z kilkudziesięciu centymetrowego spalonego, była kontra, którą Marchwiński wykończył takim strzałem, jakby kwarantannę łączył z głodówką, było kilka chybionych prób zza pola karnego. Na pocieszenie – to Perdo Tibę należy dziś bez wątpienia uznać piłkarzem meczu.

Nie kreujemy wcale rzeczywistości, że to Lech grał, a Legia się broniła – co to, to nie. Lider Ekstraklasy spokojnie mógł jeszcze dorzucić jedną bramkę, a przy dobrych wiatrach – nawet dwie. Jeszcze w pierwszej połowie po dwóch rogach śmierdziało golem, ale najpierw strzał Jędrzejczyka wyjął van der Hart, potem Wieteska pomylił się mniej więcej o tyle, ile poza linię spalonego wychylił się Crnomarković. Podobała nam się jeszcze akcja Antolicia – gość sam wziął na siebie Budkę, zbiegł z nim z lewej strony do pola karnego, zrobił sobie miejsce, uderzył, a van der Hart nawet nie drgnął. Ale znów – zabrakło naprawdę centymetrów.

Reklama

Oglądało się to jednak całkiem nieźle, zwłaszcza jak na realia ligowego klasyku. Cieszy się Warszawa, bo – parafrazując Skorżę – liga nie będzie ciekawsza. Status ośmiu punktów przewagi utrzymany. Nawet, jeśli Piast zademonstrował dziś pokaz siły, to Legia potwierdziła to, co podejrzewaliśmy już po meczu w Legnicy – koronaprzerwa nie wpłynęła specjalnie na jej formę.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

49 komentarzy

Loading...