Stłamszony Bayern, zneutralizowany „Lewy” – wielki triumf „Aptekarzy”

Michał Kołkowski

02 lutego 2019, 18:35 • 4 min czytania

Reklama
Stłamszony Bayern, zneutralizowany „Lewy” – wielki triumf „Aptekarzy”

Coraz marniej wyglądają szanse Bayernu na obronę tytułu mistrzowskiego w Bundeslidze. Co prawda Borussia Dortmund straciła dziś dwa punkty, ale Bawarczycy zaprezentowali się jeszcze gorzej od swoich głównych rywali w wyścigu o pierwsze miejsce w tabeli. Polegli z kretesem w wyjazdowym starciu z Bayerem Leverkusen. O ile do przerwy mogliśmy jeszcze mówić o przewadze gości, tak w drugiej połowie sytuacja odmieniła się o 180 stopni.

Reklama

Co trzeba „Aptekarzom” i ich trenerowi, Peterowi Boszowi, oddać w pierwszej kolejności? Nie pękli na widok utytułowanego rywala. Od początku spotkania było widać, że mają zamiar w tym meczu po prostu wygrać, najchętniej wysoko. Nie wyszli na boisko z zamiarem wyczekania na odpowiedni moment, kalkulowania, ewentualnej obrony jednego punktu. Ruszyli jak po swoje. Wysoko, agresywnie, z aktywnym pressingiem na połowie rywala.

Interesowała ich pełna pula, którą koniec końców zgarnęli. Choć nie zanosiło się na taki scenariusz od pierwszego gwizdka arbitra, bo początkowa faza meczu należała jednak do Bayernu.

Gra w pierwszej połowie w ogóle toczyła się dość chaotycznie. Obie drużyny koncentrowały się na ofensywie, ale w poczynaniach zawodników brakowało spokoju i precyzji, stąd mnóstwo niedokładnych podań, nieprecyzyjnych wrzutek czy strzałów. Lekki, boiskowy bałagan. Mimo wszystko – przewaga była po stronie podopiecznych Niko Kovaca. O ile Hradecky musiał się między słupkami uwijać jak w ukropie, tak Ulreich mógł oddychać spokojnie, bo kombinacje „Aptekarzy” nie kończyły się uderzeniami w światło bramki, gasły zanim udało się postawić kropkę nad i.

Reklama

Co zdumiewające – największym kreatorem zagrożenia pod polem karnym Bayernu był Mats Hummels – środkowy obrońca rozrabiał trochę w okolicach własnej szesnastki, ale jak już brał się za rozegranie, to puszczał po prostu magiczne dogrania na wolne pole. Piłką operował dzisiaj genialnie, ale – jako się rzekło – miewał naprawdę kiepskie chwile, jeżeli chodzi o defensywne obowiązki.

Po jednym z takich błyskotliwych zagrań Hummelsa w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Coman. Francuz był dzisiaj świetnie dysponowany, dynamiczny, ale – na swoje nieszczęście – okropnie nieskuteczny. Swoją sytuację, podobnie jak wszystkie inne, spieprzył popisowo, lecz po paru sekundach futbolówkę w pole karne dostarczył ponownie Mueller, a idealnie nabiegający na dośrodkowanie Goretzka nie miał problemów, żeby wpakować piłkę do siatki z najbliższej odległości. Niemiec potwierdził tym samym swoją doskonałą dyspozycję strzelecką, choć – patrząc na całokształt jego występu – nie był to jakiś specjalnie olśniewający mecz w wykonaniu Leona.

Nie zdążył również za bardzo błysnąć Kai Havertz, genialny nastolatek z Leverkusen, bodaj najsłynniejszy ostatnio talent niemieckiego futbolu. Nabawił się kontuzji w samej końcówce pierwszej połowy i po przerwie już się nie pojawił na murawie. Co dość korzystnie wpłynęło na postawę zespołu – obowiązki ofensywne rozłożyli między siebie Brandt, Bailey, Bellarabi i Volland, a wprowadzony do gry Baumgartlinger dodał w środkowej strefie niezbędnego balansu między obroną a atakiem.

W zasadzie wszystkich wymienionych można mniej lub bardziej skomplementować za dzisiejszy występ.

Reklama

Końcówka pierwszej odsłony przyniosła również gola Roberta Lewandowskiego. Polak świetnie wykończył akcję, gustowną podcineczką omijając bramkarza, ale minimalnie spalił przy wyjściu na wolne pole, co sędziowie dość dokładnie przeanalizowali przy asyście VAR-u. Prawdę mówiąc, to był najciekawszy fragment meczu w wykonaniu Polaka. Poza tym oglądaliśmy „Lewego” w tej wersji, która jest najmniej efektowna. Odcięty od podań, machający rękami w stronę partnerów, wiecznie niezadowolony, że to nie w jego stronę posłano piłkę. I bardzo mało aktywny w walce o pozycję między obrońcami. Tah i Bender nie zagrali idealnego spotkania, ale akurat polskiego napastnika zneutralizowali po profesorsku.

Druga połowa to już całkiem inna historia. Jasne, Bawarczycy wciąż atakowali. Szarpał Coman, próbował Gnabry. Ale gospodarze w sposób zdecydowany chwycili za lejce i to oni opanowali spotkanie. Zaczął bezpośrednio z rzutu wolnego Leon Bailey (zjawiskowe trafienie), a potem mistrzowie Niemiec byli już po prostu bezlitośnie karceni – gospodarze ich najzwyczajniej w świecie rozklepywali, miażdżyli kontratakami. Konstruowali akcje nie tylko piękne, ale i upokarzające dla takiego przeciwnika jakim jest Bayern. Gol na 3:1, wbity po prostu do pustaka… To było bezlitosne.

Gorzką pigułkę zaaplikowali „Aptekarze” swoim rywalom, bez dwóch zdań. Dla Bayernu to pierwsza porażka od listopada. I sygnał, że z zespołem jeszcze nie wszystko gra, skoro sił i umiejętności na zdominowanie przeciwnika starczyło wyłącznie na jedną połowę.

Bayer Leverkusen – Bayern 3:1 (0:1)
0:1 – Goretzka 41′
1:1 – Bailey 53′
2:1 – Volland 63′
3:1 – Alario 87′

Reklama

Fot. newspix.pl

Najnowsze

Reklama

Bundesliga

Reklama
Bundesliga

Potulski spełnił prośbę. „Powiedz o mnie, to może mnie wezmą”

Maciej Piętak
2
Potulski spełnił prośbę. „Powiedz o mnie, to może mnie wezmą”