Ledwo co w uszach przestał pobrzmiewać sylwestrowy szampan, a tu już przyszedł luty. I jak co roku, powitaliśmy go szerokim uśmiechem. Styczeń to jeden z najbardziej bolesnych okresów, pośród miesięcy jest odpowiednikiem poniedziałku, a w środowisku piłkarskim przeklina się go równie często jak wynalazcę sport-testerów na obozie kondycyjnym. Jeśli jesteście ciekawi, dlaczego o północy spadł nam z serca wielki kamień – oto dziesięć najważniejszych powodów.
1. Pierwszy i najważniejszy powód – skończy się pierdolenie o Lewandowskim w Manchesterze, Piszczku w Realu i Salamonie w Milanie Teodorczyku w Sevilii. Koniec okienka transferowego na zachodzie to automatyczne wypieprzenie z porannej prasówki co najmniej połowy bezwartościowego materiału plotkarskiego.
2. Do rozpoczęcia Ekstraklasy pozostało dokładnie 20 dni. Za sobą mamy już dość długi okres oczekiwania i – nie ma co ukrywać – tęsknoty za rodzimym futbolem na najwyższym poziomie, ale jednocześnie liga jest jeszcze na tyle odległa, że nie odczuwamy niepokoju związanego ze startem.
Nie wiemy czy też tak macie – na początku lutego jeszcze tęsknimy, jeszcze zżymamy się, że nie można się bezkarnie pośmiać z nieporadności obrońców GKS-u Bełchatów (choć akurat podczas ostatniego weekendu Arsenal postanowił sparodiować polskich kolegów i dał próbkę ich gry w środku zimy), ale już w połowie tego miesiąca zaczynamy się zastanawiać, czy nie lepiej wymówić umowy na telewizję, pieprznąć dekoderem za okno i uciec od Ekstraklasy jak „Baszczu” z Polonii Warszawa.
Ten idealny moment, gdy jeszcze cieszymy się, że to już za trzy tygodnie. Gdy jeszcze nie myślimy o konsekwencjach. Gdy jeszcze łudzimy się, że to będzie zjadliwe. Chwilo trwaj.
3. Wszołek już nie zmieni decyzji co do Hannoveru.
4. Skończył się pierwszy, globalny etap demontażu Ekstraklasy. Kto miał prysnąć – już wyjechał. Przełknęliśmy gorzką pigułę od losu, który wyrwał nam Traore, Meliksona, Wolskiego, Piecha i Bena Starostę (sprawdźcie gdzie wyjechał). Teraz jak kogoś nam zawiną, to już nie do Barcelony, tylko gdzieś na wschód. A tam wiadomo, mróz, ludzie nieuprzejmi, paszporty trzeba wyrabiać – istnieje szansa, ze rodzime gwiazdki wybiorą ciepły klimat nadbałtyckich plaż.
5. Niedługo wraca „Cafe Futbol”.
6. Zbliżają się kolejne mecze o punkty w ramach eliminacji do MŚ w Brazylii w 2014 roku. W Brazylii. Copacabana, caipirinha, Rio, tańce i patrzący na to wszystko tuzimkowy Jezus. Los wielu dziennikarskich eskapad do tej piłkarskiej Mekki zależy wyłącznie od kwalifikacji PZPN-u do tego turnieju. Jeśli na mistrzostwa pojedzie Fornalik z bandą – będą delegacje i gorące piaski. Nie pojedzie – pozostaną niewygodne krzesełka warszawskich pubów.
Mecze będą miały dla całego środowiska gigantyczną stawkę, dlatego też czekamy na nie z utęsknieniem. Kartka w kalendarzu z datą „1. lutego” przypomina nam, że dzień sądu coraz bliżej.
7. Kończy się etap testowania, trenerzy mają już trzon swoich zespołów, a sparingi coraz częściej będą przypominać regularne mecze ligowe. Symboliczny koniec stycznia to również domknięcie kadry w wielu drużynach, co zaowocuje wieloma atrakcyjnymi bitwami w ramach meczów kontrolnych. Dwadzieścia dni do ligi, a w połowie stawki nadal burdel na kółkach. Jak moglibyśmy się z tego nie ucieszyć?
8. Zbliża się koniec wszystkich skoków narciarskich, biathlonów, łyżwiarstw figurowych i innych dyscyplin zabierających cenny czas antenowy naszemu ukochanemu futbolowi. Sio. Czas najwyższy, by znowu wiadomości sportowe składały się z piłki nożnej i ewentualnie jakichś dwóch losowych ciekawostek, a nie czterech fleszy o polskiej ekipie tańca nowoczesnego na turnieju w Kambodży i dwóch o Małyszu w Dakarze. Tak, tak, wiemy, nie samą piłką człowiek żyje. Ale niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy nie zasnął na skokach oczekując na Małysza.
9. Finał Copa del Sol z Widzewem! Oto jest dzień!
10. Skończył się ten pieprzony depresyjny styczeń. Teraz studenci są już po sesji, dzieciaki i nauczyciele mają ferie, a my będziemy mieć wszystkich ligowców pod ręką, a nie na Cyprze, czy innej Maderze.
I stopniało trochę tego białego cholerstwa.