Piąta z rzędu porażka i droga do strefy spadkowej. Piast nadal wzoruje się na Leicester

redakcja

Autor:redakcja

26 lutego 2017, 18:22 • 3 min czytania

Reklama
Piąta z rzędu porażka i droga do strefy spadkowej. Piast nadal wzoruje się na Leicester

Leicester City, aktualny mistrz Anglii, może spaść z ligi – ma na koncie pięć porażek z rzędu, zwolniło trenera i właśnie znalazło się w strefie spadkowej. Piast Gliwice, nazywany polskim Leicester i rewelacją poprzedniego sezonu, może spaść z ligi. Z pięciu ostatnich spotkań również przegrał pięć, a nie znajduje się pod czerwoną kreską tylko przez ujemne punkty Ruchu Chorzów. Co dalej z wicemistrzem kraju? Co dalej z Radoslavem Latalem?

Reklama

Na trybunach w Lublinie oglądaliśmy tradycyjne pustki. Było mnóstwo wolnych krzesełek, widok pojedynczych zajętych miejsc, w oficjalnej wersji: 1401 widzów. Był transparent „Cyrk objazdowy”, był też jeszcze przed meczem apel kibiców o brak klubowych barw i białe koszulki lub te z wizerunkiem klubowego prezesa jako zdrajcy. Piłkarzom Górnika Łęczna musi towarzyszyć naprawdę „ciekawe” uczucie: być w trudnej sytuacji, mieć świadomość gry z nożem na gardle, wyjść na pierwszy domowy mecz w tym roku i… zastać taki obraz.

Podopieczni Franciszka Smudy pewnie woleliby jeździć tylko na wyjazdy, gdyby nie fakt, że z dwóch ostatnich wrócili z bilansem 0:10.

Reklama

Początek meczu nie był dobry w ich wykonaniu. To Piast miał przewagę, to Piast starał się dominować i utrzymywać przy piłce. Vranjes z rzutu wolnego pomylił się nieznacznie, Dzalamidze po złym zagraniu do tyłu mógł stworzyć rywalom groźną sytuację, Sekulski po dograniu Vranjesa źle uderzył z dobrej pozycji. Gdy z kolei atakowi gliwiczan nie brakowało niczego – mocne i celne uderzenie Murawskiego z dystansu odbił Prusak. Pod bramką gospodarzy działo się więc sporo, pod bramką gości – przeciwnie, nic. Piłkarze Górnika Łęczna po 135 minutach gry w tym roku wciąż czekali na pierwszy celny strzał…

Wystarczyło jednak uważnie przyjrzeć się wyjściowej jedenastce Smudy, by zobaczyć, że nie było w niej ani jednego piłkarza, który od października zdobyłby w lidze gola (jedenaście spotkań!). Nie było Covilo, Sasina, Drewniaka, Piesia, ani Grzelczaka.

W końcu Piesio, który zmienił kontuzjowanego Ubiparipa, oddał pierwszy celny w tym roku strzał. Z dystansu próbował zaskoczyć też Bonin, ale – jak to ujął Tomasz Wieszczycki – Szmatuła takie uderzenia łapie na rozgrzewce w zęby. Dość niespodziewanie zaczął zmieniać się obraz gry: brakowało groźnego dziś Sekulskiego, intensywni wcześniej goście opadali z sił, po drugiej żółtej kartce Sedlara zostali w dziesięciu, blokując sobie kolejną zmianę (po kontuzji i czerwonej, dwie wymuszone zmiany). Piast nie atakował już tak, jak na początku drugiej połowy, tylko skupiał się na obronie. A piłkarze Górnika wyglądali jakby nie sprawiało im żadnej różnicy, że są na boisku od blisko półtorej godziny i coraz mocniej podkręcali tempo.

I swego dopięli. W czwartej z pięciu doliczonych minut do siatki trafił Grzelczak, zwiększając nadzieję łęcznian na utrzymanie. A Piast ma coraz większy problem, jeszcze bardziej komplikuje swoją sytuację w walce o pozostanie w lidze, dopuszczając dzisiejszych rywali na odległość zaledwie jednego punktu.

Reklama

Adam Mójta, tuż nad strefą spadkową, może wreszcie poczuć się jak w domu.

2016-10-27_1954

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama
Polecane

Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”

Marcin Długosz
0
Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”
Ekstraklasa

Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Mikołaj Duda
12
Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Weszło

Reklama