Liverpool wyszarpał zwycięstwo! Brentford nie odpuścił nawet w dziewiątkę

Wojciech Piela

17 października 2026, 18:16 • 6 min czytania 0

Reklama
Liverpool wyszarpał zwycięstwo! Brentford nie odpuścił nawet w dziewiątkę

Liverpool musiał się napocić, by wywieźć z Brentford komplet punktów. Gospodarze objęli prowadzenie, a później kończyli mecz w podwójnym osłabieniu, lecz nawet gra przeciwko dziewięciu rywalom nie oznaczała dla The Reds spokojnej końcówki. Podopieczni Andoniego Iraoli odwrócili losy spotkania, ale zwycięstwo okupili kolejnymi problemami kadrowymi. Na szczęście dla nich, nic nie dolegało jednak Alexandrowi Isakowi i Victorowi Munozowi. 

Reklama

Liverpool przystąpił do rywalizacji na Gtech Community Stadium opromieniony zwycięstwem w Lidze Mistrzów nad LASK Linz aż 6:3, ale również żądny przełamania po tym, jak tydzień temu dostał dotkliwej porażki z Manchesterem City na Anfield 0:3. To był dopiero pierwszy przegrany mecz The Reds pod wodzą Andoniego Iraoli, a zadania 20-krotnym mistrzom Anglii na pewno nie ułatwiły kontuzje Alexandra Isaka, Cody’ego Gakpo i Dominika Szoboszlaia. Cała trójka nie zagrała również w Austrii, ale w sobotnie popołudnie dwóch z nich – Isak i Szoboszlai powrócili do wyjściowej jedenastki.

Brentford nie odpuścił nawet w dziewiątkę. Liverpool wyszarpał zwycięstwo!

Od początku zagrał również rzecz jasna Bradley Barcola, który z LASK strzelił swoje pierwsze gole dla Liverpoolu i od razu poszedł na całego, bo popisał się hat-trickiem. Sprowadzony z PSG skrzydłowy miał nękać defensywę Brentfordu złożoną choćby z byłych graczy Liverpoolu – bramkarza Caoimhina Kellehera oraz stopera Seppa van den Berga. Gospodarze z zachodniego Londynu potrafili już w tym sezonie pokonywać u siebie faworyzowane ekipy Chelsea czy Tottenhamu i to aż 3:0. Przeciwko Liverpoolowi również mieli kim straszyć, a na kolejne gole liczyli Igor Thiago czy Jaidon Anthony. Na ławce zasiadł jednak choćby wracający po kontuzji najlepszy strzelec Brentfordu w tym sezonie – Kevin Schade.

Pierwsze chwile w spotkaniu upływały dosyć sennie, ale około 18. minuty mecz zdecydowanie nabrał tempa. To wtedy dobrą okazję dla Brentfordu miał Michael Kayode, ale Alissona w wybronieniu sytuacji wyręczył Jeremy Jacquet. Liverpool odpowiedział wypadem Barcoli, który po błędzie Yarmoliuka stanął oko w oko z Kelleherem. Francuz pokpił jednak sprawę, strzelił nonszalancko i nie wykorzystał dogodnej sytuacji.

Kilka chwil później okazało się, że sztab medyczny chyba nieco pospieszył się ze zgodą na grę dla kontuzjowanego po zgrupowaniu kadry Szoboszlaia. Węgierowi odnowił się uraz mięśniowy i w 32. minucie zastąpił go Trey Nyoni. Brentford dalej naciskał, a bliski gola był Igor Thiago. Znów idealnie na czas był jednak Jacquet. Fanów gości wciąż irytował Barcola. Po zmarnowanej sytuacji reprezentant Francji złapał głupią żółtą kartkę i nie potrafił właściwie napędzić poczynań The Reds. Gdy znowu spróbował oddać strzał, również był on daleki od celu i nie stanowił wielkiego zagrożenia dla podopiecznych Keitha Andrewsa.

Reklama

Wydawało się jednak, że to właśnie Liverpool będzie zespołem, który otworzy wynik. W 41. minucie po wślizgu Dango Ouattary na murawę w polu karnym padł bowiem Alexis Mac Allister i sędzia John Brooks podyktował rzut karny. Po analizie VAR zmienił jednak swoją decyzję, gdyż okazało się, że reprezentant Burkina Faso był pierwszy przy piłce, a więc faulu nie było. Chwilę potem rozżalenie fanów The Reds wybiło jednak na jeszcze zdecydowanie większą skalę.

Po dośrodkowaniu Thiago rozkojarzenie defensywy Liverpoolu wykorzystał Keane Lewis-Potter i wprowadził w ekstazę kibiców na obiekcie Brentfordu strzelając pierwszego gola. Mimo, że ma tylko 170 centymetrów wzrostu, doszedł do strzału głową i precyzyjnie posłał piłkę do siatki. Anglik był zupełnie niekryty, co zdecydowanie nie wystawia najlepszego świadectwa znajdującym się w tej strefie pola karnego Jacquetowi czy Ronaldowi Araujo.

Reklama

To nie był jednak koniec wrażeń przed zejściem do szatni. Nieco nadziei w myśli Andoniego Iraoli zdążył wlać bowiem pomocnik rywali… Yarmoliuk. A to dlatego, że w jednym ze starć z Jacquetem w polu karnym wykonał ruch głową w kierunku Francuza i delikatnie go uderzył. Sędzia nie widział tego w pierwsze tempo, gdyż całą następną akcję stoper Liverpoolu przeleżał w polu karnym, ale po analizie VAR ukarał Ukraińca czerwoną kartką. Była to bardzo podobna sytuacja do tej, po której tydzień temu również z boiska wyleciał gracz Tottenhamu Rodrigo Bentancur w meczu z Manchesterem United.

Wykluczenie środkowego pomocnika Brentfordu wywołało w obydwu zespołach w przerwie kilka roszad. W Liverpoolu za Araujo pojawił się bardziej ofensywnie usposobiony Jeremie Frimpong, a Keith Andrews wpuścił z kolei Schade oraz Ibrahimę Sangare w miejsce Dango Ouattary i Mathiasa Jensena. Problem w tym, że… po pięciu minutach Frimpong musiał boisko opuścić. Holender doznał kontuzji mięśniowej i zmienił go Rio Ngumoha.

Liverpool starał się trochę podkręcić tempo, ale nadal nie mógł złapać właściwego rytmu. Jednocześnie musiał uważać na kontrataki gospodarzy, bo cały czas na dobre piłki za linię obrony czyhali Thiago oraz Schade. Blisko trafienia było jednak w 58. minucie, kiedy pierwszy celny strzał w tym meczu dla Liverpoolu oddał Mac Allister. Piłkę na rzut rożny odbił jednak Kelleher, a po nim minimalnie chybił po strzale z powietrza Van Dijk.

Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. W 62. minucie prawym skrzydłem popędził Victor Munoz, po czym nawinął pilnującego go Lewisa-Pottera i pewnym strzałem po zejściu do lewej nogi doprowadził do wyrównania. Inteligentną asystę w tej sytuacji zaliczył Florian Wirtz, a dla hiszpańskiego mistrza świata była to drobna vendetta. Chwilę wcześniej bowiem ucierpiał on po przepychance z Schade, a Lewis-Potter wyraźnymi gestami pokazywał sędziemu, że udaje podczas gdy próbował złapać oddech leżąc na murawie.

Reklama

Do pełni radości Liverpoolowi nadal jednak trochę brakowało, ale goście poszli za ciosem. W 70. minucie na piątkę zachował się Alexander Isak, gdyż był to dla niego 5. mecz przeciwko Brentford, 5. gol strzelony tej drużynie i 5. gol w tym sezonie Premier League. Więcej od niego po tym meczu ma tylko Erling Haaland, a asystę przy tym trafieniu po dobrym zgraniu głową zaliczył Barcola, czym nieco zrehabilitował się za kiepskie momenty z pierwszej połowy.

Co ciekawe, niedługo potem, bo w 78. minucie mogło dojść już do pełnego odkupienia win, ale piłka po strzale byłego skrzydłowego PSG trafiła w poprzeczkę. Nie ma jednak wątpliwości, że w drugiej połowie grał już zdecydowanie lepiej i był jednym z architektów gonitwy Liverpoolu. Imponowali również Mac Allister czy Wirtz dzięki czemu piłka krążyła w środkowej strefie boiska bardzo płynnie.

Reklama

Można było momentami odnieść wrażenie, że Brentford opada z sił, ale jednak cały czas gospodarze dawali sygnały o swojej obecności w tym meczu. Czasem brakowało ostatniego podania, czasem dojścia do strzału, choć Thiago czy Anthony starali urwać się obrońcom. Tak było choćby w 81. minucie, kiedy Brazylijczyk walczył o pozycję w polu karnym z Jacquetem i padł na murawę. Gospodarze domagali się rzutu karnego, ale Brooks uznał, że obydwaj zawodnicy ciągnęli się za koszulki i nie wskazał na jedenasty metr.

Ideą futbolu Iraoli są szybkie zrywy oraz błyskawiczne zyskiwanie terenu w momentach nieuwagi rywali. I w końcówce kilka razy, Liverpool faktycznie skontrował próbujące doprowadzić do wyrównania Brentford. W jednej z sytuacji fatalnie zachował się Barcola, który źle rozprowadził atak z czterema wybiegającymi graczami The Reds. W drugiej tuż przed polem karnym Ngumohę faulował Vitaly Janelt. Niemiec miał już żółtą kartkę, więc po obejrzeniu drugiej, otrzymał czerwoną i Brentford kończył mecz w dziewiątkę.

Sędzia doliczył aż sześć minut i końcówka była nieco szalona, bo mimo podwójnego osłabienia Londyńczycy nie odpuszczali, ale Liverpool dowiózł zwycięstwo. Brentford długo stawiał twarde warunki, a przewaga dwóch zawodników nie przełożyła się na pełną kontrolę nad wydarzeniami. The Reds zgarnęli jednak trzy punkty, a Andoni Iraola mógł odetchnąć z ulgą dopiero po ostatnim gwizdku. Radość ze zwycięstwa przyćmić mogą jedynie kolejne problemy zdrowotne, bo lista kontuzjowanych w Liverpoolu znów się wydłużyła.

Brentford – Liverpool 1:2 (1:0)

  • 1:0 – Keane Lewis-Potter 44′
  • 1:1 – Victor Munoz 62′
  • 1:2 – Alexander Isak 70′
Reklama

 

fot. Newspix

0 komentarzy
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Polecane

Świątek mówi o kontuzji. „Poważnie rozważałam wycofanie się z turnieju”

Marcin Długosz
1
Świątek mówi o kontuzji. „Poważnie rozważałam wycofanie się z turnieju”
Polecane

Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”

Marcin Długosz
0
Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Mikołaj Duda
15
Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…