Lider znów na Podlasiu, Jaga dalej swoje! Piast niestety też…

Piotr Tomasik

05 listopada 2016, 21:06 • 2 min czytania

Reklama
Lider znów na Podlasiu, Jaga dalej swoje! Piast niestety też…

Na początek szczere wyznanie, choć równie sensacyjne co deszcz i świąteczne reklamy na początku listopada – naprawdę lubimy oglądać Jagiellonię Białystok w tym sezonie, szczególnie gdy gra na własnym boisku. Absolutną rację ma Michał Probierz, który wykłócał się z kimś ostatnio, że nawet przegrany mecz z Zagłębiem Lubin dwa tygodnie temu był w wykonaniu jego podopiecznych naprawdę udany. Jest na Podlasiu jakiś taki fajny klimat wokół piłki. Po dzisiejszym meczu żałujemy w zasadzie tylko jednego – że do Białegostoku przyjechały zagrać takie smutasy. Chcieli popsuć zabawę. 

Reklama

Mowa oczywiście o ekipie Piasta Gliwice. Drużyna Radoslava Latala nie była faworytem meczu z „Jagą”, średnio sympatyczny czeski szkoleniowiec pewnie w ciemno wziąłby remis, ale mieliśmy nadzieję, że po zwycięstwie nad Termaliką sprzed tygodnia jakaś nowa energia wstąpi w gliwiczan. Tymczasem entuzjazmu było w nich mniej więcej tyle co w tym kolesiu, który kiedyś zdradził reporterce swoje plany na Sylwestra, a później został gwiazdą internetu.

Piast grał w grę, ale robił to w taki sposób, że mieliśmy wrażenie, iż ci ludzie są tam za karę. Naprawdę ciężko nam to pojąć – Jagiellonia prowadzi 1-0, do końca meczu godzina, a drużyna z Gliwic nie miała ani jednego okresu w meczu, po którym można by powiedzieć: kurczę, dążyli do wyrównania za wszelką cenę! Szanujemy wszystkich trenerów, którzy wprowadzają w życie taktyczne nowinki, ale bronienie jednobramkowej starty to jednak nie coś, czego byśmy oczekiwali.

Powiecie: Jagiellonia grała zbyt dobrze, by jej zagrozić. Będziecie mieli trochę racji, mamy wrażenie, że Michał Probierz trafił w „10” z taktyką na to spotkanie, ale też nie przesadzajmy –  nawet obrońcy drużyny z Podlasia byli mocno zaangażowani w ofensywę, naprawdę były wolne przestrzenie do wykorzystania. Niestety, nic takiego nie zobaczyliśmy. To było czekanie na końcowy gwizdek, mecz oddany bez walki.

Reklama

Nie to nie. Trzy punkty całkowicie zasłużenie zostają w Białymstoku. Dziś dżingiel w wykonaniu Zenka Martyniuka usłyszeliśmy tylko dwa razy. Tylko, bo w niezłej formie był Szmatuła (gdy już popełnił błąd i udało się go minąć, sytuację uratował Hebert), a przy innych okazjach po prostu zabrakło skuteczności. Na prowadzenie gospodarzy wyprowadził w pierwszej połowie Taras Romanczuk. Gracz meczu. Tyrał w środku pola, a w samej końcówce zagrał taką piłkę do Frankowskiego, że nawet Vassiljev mógłby mu tego pozazdrościć. A to duża sztuka.

Na koniec krótkie apele…

Jagiellonio, tak trzymaj!

Piaście, zacznij grać w piłkę. A wyniki powinny przyjść same jak w zeszłym sezonie…

Reklama

btnoMby

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Polecane

Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”

Marcin Długosz
0
Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”
Ekstraklasa

Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Mikołaj Duda
13
Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Weszło

Reklama