Zjazdu ciąg dalszy. Liderowanie przerosło Możdżenia

Piotr Tomasik

11 maja 2016, 12:13 • 3 min czytania

Reklama
Zjazdu ciąg dalszy. Liderowanie przerosło Możdżenia

Piłkarze Podbeskidzia Bielsko-Biała właśnie dopisują do swoich piłkarskich życiorysów spadek z Ekstraklasy. Dla jednych to nic nowego, bo spadali już w przeszłości (niektórzy są wręcz jak betonowe buciki – ciągną na dno), ale spore grono zawodników debiutuje w takiej roli. Możemy się czarować, że było inaczej – bo walka o utrzymanie najważniejsza! – jednak część z nich z pewnością od jakiegoś czasu jest na linii ze swoimi menedżerami, a ci wypracowują dla nich jakieś miękkie lądowanie. Najlepiej w innym klubie Ekstraklasy. A my mamy poważne wątpliwości, czy niektórym z nich nie przydałaby się lekcja pokory na zapleczu. 

Reklama

Dobra, konkretnie pijemy do Mateusza Możdżenia. Niby to facet, który wygląda na ligowca w zdecydowaniu większym stopniu, niż co trzeci piłkarz Ekstraklasy, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że co sezon zjeżdża coraz niżej. Doświadczenie nie przekłada się na postęp. Inaczej – dziś jest o krok od zwykłego ślizgania się na nazwisku.

Przypomnijmy sobie letnie okienko. Nie można od tego uciec i powiedzieć, że to nie tak – to on miał być liderem tego Podbeskidzia. I to nie takim napompowanym przez media. Był świadomy tej roli, sam się wręcz na lidera kreował. Przypomniały nam się jego wypowiedzi (za slask.sport.pl).

– Podbeskidzie daje mi to, czego chciałem, czyli grę w środku. Z Lecha odszedłem tylko dlatego, że nienawidziłem grać na boku obrony; zawsze chciałem grać do przodu, asystować, strzelać bramki. Poza tym piłka jest taka, że kiedy nie masz ofert z lepszych klubów, to bierzesz to, co leży na stole. W naszej lidze jest teraz bardzo ciężko o klub; wielu zawodników, którzy spokojnie mogliby grać w Ekstraklasie, gra w pierwszej lidze.

Podbeskidzie dało też panu pozycję jednego z najważniejszych piłkarzy w tym zespole.

Reklama

– No tak. W Lechu i w Lechii nie byłem tak ważną częścią zespołu, jak w Bielsku. Tam zawsze byłem tym wchodzącym piłkarzem, a tutaj jednak znaczę więcej. Tego chciałem i to mam.

Gra przed dwójką stricte defensywnych pomocników to duża swoboda, ale jeszcze większa odpowiedzialność za zespół. No i nie wyszło. Tych asyst Możdżeń natargał aż jedną w trzydziestu trzech meczach. Bramki – tu jest znacznie lepiej, bo wcisnął cztery. Niby dwa razy mniej niż Adam Mójta, ale z drugiej strony – znaleźlibyśmy kilku bardziej uznanych piłkarzy, którzy okazali się gorszymi strzelcami. Gdy zaglądamy w szczegółowe statystyki piłkarzy Ekstraklasy (InStat), raczej próżno szukać go w czołówkach poszczególnych klasyfikacji. No, może poza tym, że dużo fauluje. I dużo strzela, ale wielkim problemem jest celność  – średnio tylko co czwarty jego strzał leci w światło bramki. Chyba trochę zbyt dużo niweczenia wysiłku drużyny. Generalnie – częściej pojedynki przegrywa niż je wygrywa. Drużyna, która chce się liczyć, musi mieć na tej pozycji kogoś lepszego.

Czyli tak: na boku obrony grać nie chce, jako ofensywny pomocnik nie potrafi  nie daje drużynie wystarczająco dużo.

Był Lech, gdzie szybko przestał się wyróżniać (a może nigdy nie zaczął?). Była Lechia, w której się po prostu nie przebił. Teraz Podbeskidzie – nie wyszło tak, jak powinno. Poprawcie nas, jeśli się nie zgadzacie, ale pierwsza liga wydaje się poniekąd naturalną koleją rzeczy. Zupełnie serio – czasami gdy zastanawiamy się nad rolą przypadku w piłce, właśnie on przychodzi nam do głowy. I pytanie – czy gdyby w trakcie meczu z Manchesterem City piłka nie siadła mu idealnie na nodze, to w ogóle zaprzątalibyśmy sobie nim dziś głowę?

Reklama

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
2
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
24
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Weszło

Reklama