Oczy bolą, ale Arsenal znów zapunktował za trzy. Kanonierzy długo męczyli się przed własną publicznością z Hull City, ale jeden z kilku przebłysków Noniego Madueke zagwarantował im komplet oczek i utrzymanie pozycji lidera.
Arsenal wygrał, ale ta gra…
W pierwszej części spotkania długimi fragmentami mieliśmy problem, żeby odróżnić, która drużyna jest mistrzem kraju, a która dopiero co awansowała do elity. Dość powiedzieć, że Kanonierzy oddali pierwszy celny strzał dopiero po ponad pół godzinie gry. I to po rzucie wolnym wykonanym przez Rice’a.
Generalnie pomocnik Arsenalu był najbliżej zdobycia bramki przed przerwą. Kilka minut przed celną próbą huknął z dystansu tuż obok słupka. Z kolei tuż przed przerwą doszedł do dośrodkowania Madueke, ale główkował wprost w Tzolakisa.
Poza tym Kanonierzy nie mieli za wiele do zaoferowania. Tzolis z dziesiątego metra wyraźnie przestrzelił, Konsa oddał niecelny strzał głową, natomiast Mendy powalił na ziemię Havertza, a sędziowie uznali, że stoper Hull złamał przepisy, ale na jego szczęście Niemiec znajdował się na ofsajdzie.
I to wszystko. 0,35 xG po pierwszej połowie domowego starcia z beniaminkiem. Mizeria.
Tym bardziej że Hull początkowo grało dość odważnie i nie było schowane za podwójną gardą. Miało nawet swoje okazje. Najbliżej było w dziewiętnastej minucie, kiedy to Timber zrezygnował z atakowania Strouda, a próbę wahadłowego gości sparował Raya, natomiast dobitkę Iroegbunama zblokował Calafiori. Poza tym stworzyło kilka szans po stałych fragmentach gry.
Odegaard za trzy punkty
Jedną z nielicznych postaci w ataku Arsenalu, którą można było wyróżnić, był Noni Madueke. Prawy skrzydłowy Kanonierów szarpał, był aktywny, skutecznie dryblował i ostatecznie po jego akcji zespół sięgnął po trzy punkty. Anglik zdołał zejść do środka i znalazł trochę przestrzeni na strzał, jednak uderzył przeciętnie. Na jego szczęście Tzolakis wypluł futbolówkę przed siebie i dopadł do niej Odegaard, który zmieścił ją w siatce.
Arsenal prowadzi z Hull! Martin Odegaard trafia do siatki!
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/1wptvdwffH https://t.co/X6iajk8mWJ
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 7, 2026
Po zdobyciu bramki gra ofensywna Kanonierów wyglądała zdecydowanie lepiej. Zbiegło się to też w czasie z zejściem z boiska kontuzjowanego Semiego Ajayiego. Stoper Hull był w defensywie prawdziwym potworem, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Siedem wygranych pojedynków na dziesięć, cztery udane odbiory, jeden zablokowany strzał, kilka ważnych interwencji… Chyba nie będzie nadużyciem, jeśli napiszemy, że trzymał w ryzach defensywę Tygrysów.
Fakty są takie, że przed zejściem z boiska Nigeryjczyka Arsenal miał po zmianie stron dwie niezłe szanse (próby ze skrzydeł Madueke i Tzolisa), a potem okazje mieli Eze, Merino czy Gyokeres. Najlepszą zmarnował Madueke, któremu niewiele zabrakło, a minąłby Tzolakisa i wsadził piłkę do pustaka. Grek umiejętnie jednak wstawił nogę i powstrzymał rywala.
Co do ofensywy Tygrysów w drugiej połowie, tutaj nie ma nawet o czym pisać. Jeden zablokowany strzał na początku i to byłoby na tyle. Niby potrafili momentami utrzymać się przy piłce na połowie rywala, ale nic z tego nie wynikało, a golem nie „śmierdziało” nawet przez moment.
Finalnie Kanonierzy mają to, co jest dla nich najważniejsze – komplet oczek i obecnie już sześć punktów zapasu nad Manchesterem City. Hull z kolei po raz kolejny w tym sezonie pokazało, że potrafi być świetnie zorganizowane w obronie, jednak na nic to nie starczyło.
Arsenal – Hull City 1:0 (0:0)
- 1:0 – Martin Odegaard 72′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix