Liverpool pokonany w Lidze Mistrzów. Rywal przełamał niemoc

Marcin Ziółkowski

04 listopada 2026, 20:57 • 5 min czytania 1

Reklama
Liverpool pokonany w Lidze Mistrzów. Rywal przełamał niemoc

Coś nie po drodze w tym roku ma Liverpool z ziemią turecką. W starciu fazy pucharowej w ubiegłym sezonie, drużyna Galatasaray była lepsza o jednego gola. The Reds po rozegraniu meczu na Sukru Saracoglu po raz kolejny w tym roku opuszczają Stambuł po minimalnej porażce. Drużyna Dirka Kuyta wygrała 3:2, choć dwukrotnie przegrywała. Co ciekawe, dla Fenerbahce to dopiero pierwsza wygrana w fazie ligowej w tym sezonie. Turecki zespół zagrał bardzo dobre spotkanie.

Reklama

Okoliczności meczu

Hasło „Turcja” z perspektywy Liverpoolu wywołuje pełen przekrój emocji. W końcu Stambuł to dla The Reds przede wszystkim 2005 rok i fenomenalne zakończenie finału Ligi Mistrzów. Mecze przeciwko Galatasaray niejednokrotnie były trudnymi potyczkami, sezon temu jedna z nich zakończyła się porażką. Besiktas to z kolei rekordowe 8:0 na Anfield.

A Fenerbahce? Zero wspomnień. Dosłownie, bo potyczka w fazie ligowej była pierwszą w historii między tymi drużynami w rozgrywkach UEFA. Było to też wyjątkowe starcie dla trenera gospodarzy. Dirk Kuyt wiele lat spędził na Anfield, a niedawno został tymczasowym opiekunem Fenerbahce. Zapowiadało się więc na bardzo jakościowe widowisko na Sukru Saracoglu.

Reklama

Fenerbahce XI: Ederson – Semedo, Skriniar, Oppong, Brown – Guendouzi, Kante, Yuksek – Greenwood, Lukaku, Kahveci,

Liverpool XI: Alisson – Gomez, Jacquet, van Dijk, Tsimikas – Mac Allister, Nyoni – Munoz, Szoboszlai, Ngumoha – Barcola.

Wyrównane 45 minut na Sukru Saracoglu

Mało się działo w pierwszym kwadransie. Aktywny był Victor Munoz, który na wstępie oddał dwa strzały na bramkę. Ten pierwszy… był de facto podaniem do kolegi. Tak źle to hiszpański skrzydłowy uderzył. Rozmontować defensywę próbował też dryblingiem Rio Ngumoha. Raz skutecznie zatrzymał go N’Golo Kante, choć po faulu Clement Turpin przyznał The Reds rzut wolny.

Po drugiej stronie boiska, Mason Greenwood został powstrzymany przez Kostasa Tsimikasa. Grek zatrzymał rywala popychając go. Turpin puścił to, bo – umówmy się – na karnego to było zdecydowanie za mało.

Reklama

Duże zagrożenie wyniknęło z kolei po dośrodkowaniu Dominika Szoboszlaia. Archie Brown zbił piłkę przed siebie, dopadł do niej Trey Nyoni i bez zastanowienia uderzył. Po rykoszecie od jednego z rywali, The Reds wyszli na prowadzenie.

Krótko po wznowieniu gry, gospodarze mogli wyrównać. Irfan Can Kahveci z bliska trafił w poprzeczkę. Kuriozalny był jednak rzut wolny w 29. minucie. Po uderzeniu Greenwooda, piłka odbiła się od Jacqueta będącego w murze. Alissona totalnie to zmyliło, bo poszedł w stronę swojego lewego słupka. Był0 1:1.

Reklama

Anglik radził sobie bardzo dobrze. Mając dwie podbramkowe sytuacje, w jednej z nich posadził obrońcę rywala na ziemi. Widać było dużą swobodę, jaką dysponował z piłką przy nodze. Były to dobre okazje, a przy trzeciej w krótkim czasie – jak struna wyciągnął się Alisson.

Remis po pierwszej połowie dobrze oddawał przebieg wydarzeń na boisku. Prędzej jednak można było wskazać na gospodarzy.

Liverpool znów prowadził. Tylko, że nie wygrał

Gra się zaostrzyła i długo było trzeba czekać na dogodną sytuację w drugiej połowie. Swoją klasę w środku pola udowadniał Trey Nyoni, który w stosunku do rywali wykazywał się sporym sprytem i inteligencją. Rio Ngumoha nie miał lekko w pojedynkach jeden na jeden.

Z kolei Bradley Barcola był niewidoczny i miał na dobrą sprawę tylko jedną okazję – w pierwszym kwadransie po przerwie jego strzał wybił na rzut rożny Ederson. I to by było na tyle w jego wykonaniu. W stosunkowo niegroźnej sytuacji, w pobliżu własnego pola karnego, pomylił się za to Victor Munoz. Po chwili Alissona sprawdził uderzeniem z dystansu Archie Brown.

Reklama

Andoni Iraola zdecydował się na potrójną zmianę, bo zameldowali się Florian Wirtz, Cody Gakpo i Alexander Isak. Hiszpan miał nosa, bowiem dwóch ostatnich miało bezpośredni wpływ na zmianę wyniku trzy minuty później. Tsimikas dograł do Holendra, ten dośrodkował w pole karne, a rosły Szwed uderzył głową i dał Liverpoolowi prowadzenie.

Jak na złość, The Reds nie cieszyli się długo z prowadzenia. Szybko wykonany rzut rożny, wrzutka w pole karne, niefortunnie zbił piłkę Gakpo, a Archie Brown z bliskiej odległości doprowadził do remisu. Miał gdzie, bo nikt go nie krył.

Reklama

Gospodarze poczuli wiatr w żagle i przez kilka minut napierali na rywala. Przyniosło to kolejne trafienie. Archie Brown wrzucił w pole karne i w asyście trzech piłkarzy Liverpoolu sprytem wykazał się Vedat Muriqi. Rosły snajper nie musiał nawet zbytnio wyskakiwać do piłki, a po prostu… stanął na palcach w pobliżu Jeremy’ego Jacqueta.

Reklama

Liverpool bił głową w mur. Mało brakowało, a byłoby 4:2. Alisson Becker zachował się nieodpowiedzialnie i Fenerbahce nie było daleko od trafienia do pustej bramki.

Pod koniec meczu Virgil van Dijk w polu karnym uderzył bardzo niecelnie i było to nomen omen, celne podsumowanie występu w Stambule w wykonaniu The Reds. Fenerbahce w czwartej kolejce w końcu wygrało w Lidze Mistrzów. W 2026 roku, Liverpool po raz drugi przegrał w mieście położonym na dwóch kontynentach, co oznaczało, że poniósł w tym sezonie pierwszą porażkę w europejskich pucharach.

Fenerbahce SK – Liverpool 3:2 (1:1)

  • 0:1 – Trey Nyoni – 25′
  • 1:1 – Mason Greenwood – 29′
  • 1:2 – Alexander Isak – 69′
  • 2:2 – Archie Brown – 73′
  • 3:2 – Vedat Muriqi – 79′
Reklama

 

 

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl gry Barcelony i Bayernu Hansiego Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama