Orłowski o dramacie na Teneryfie: Nikt bramkarzowi nie kazał tak wychodzić

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

03 listopada 2026, 12:55 • 7 min czytania 13

Reklama
Orłowski o dramacie na Teneryfie: Nikt bramkarzowi nie kazał tak wychodzić

Jesus de Miguel z CD Tenerife nie przeżył zderzenia z bramkarzem Andorry, Jesusem Owono. Od dramatu, który w poniedziałkowe popołudnie rozegrał się na boiskach Segunda Division, rozpoczęło się najnowsze wydanie „El Clasico Live” na kanale WeszłoTV. Komentator La Liga w Canal+, Leszek Orłowski, wspomina choćby występy Owono w barwach Deportivo Alaves. Dziennikarz tygodnika „Piłka Nożna” zauważa, że bramkarz nigdy „nie za bardzo pieścił się z rywalami”.

Reklama

Dramat na zapleczu La Liga

3 listopada rano z Wysp Kanaryjskich napłynęły do nas smutne wieści, że Jesus de Miguel z Teneryfy nie przeżył zderzenia z bramkarzem Andorry, Jesusem Owono. Poszkodowany 30-latek po staranowaniu przez rywala stracił przytomność i dostał drgawek. Medykom po dopiero 20 minutach udało się przywrócić krążenie u de Miguela. Piłkarz trafił na OIOM, a CD Tenerife informowało, że jego stan jest stabilny. Niestety, trzy godziny przed śmiercią 30-latka Teneryfa zakomunikowała, że jego stan pogorszył się „pod względem neurologicznym”.

Od dramatu, który rozegrał się w poniedziałkowe popołudnie pod koniec meczu Segunda Division, rozpoczął się ostatni program „El Clasico Live” na kanale WeszłoTV. Wojciech Kowalczyk słusznie zauważył, że pierwotnie mecz miał odbyć się w niedzielny wieczór, ale przełożono go z uwagi na złe warunki pogodowe na Teneryfie. Kowal stwierdził również, że nie powinno się wieszać psów na bramkarzu Andorry.

Reklama

– Mówimy o jakimś niesamowitym przypadku. Ten mecz miał odbyć się dzień wcześniej. Został przełożony na godzinę 14 następnego dnia ze względu na straszną pogodę (…) Można powiedzieć, że gdyby nie pogoda, to mecz odbyłby się dzień wcześniej i nic by się nie wydarzyło. To jest ludzka tragedia, chłopak 30-letni… To jest podwójna tragedia, bo teraz wyobraźmy sobie, co ten bramkarz…

– Mnie się czepiano za jakiś tam wpis, a na trybunach krzyczano „morderca”. I to jeszcze zaraz po fakcie. Więc żeby nie było tak, że na świecie jest porządek i ład. Nikogo bym nie winił (…) No dramat… Nie chcemy, żeby sportowiec umierał na boisku – dodał Kowal.

Reklama

Orłowski: Czy ten kult jest potrzebny?

Komentator La Liga w Canal+Sport, Leszek Orłowski, zastanawiał się natomiast, czy aby na pewno warto nosić na rękach piłkarzy, którzy nigdy nie odstawiają nogi:

– Z jednej strony można powiedzieć, że to jest wypadek w pracy, który zdarza się podczas wykonywania wielu zawodów. Ale z drugiej strony dziwie się, że dopiero teraz coś takiego się zdarzyło. Sam komentowałem wiele meczów i byłem zdziwiony, że człowiek w ogóle przeżył starcie, które widziałem na własne oczy, po jakimś brutalnym wejściu przeciwnika. Nawet jeśli to miało cechy jakiegoś przypadku.

Jesus de Miguel. Kim był zmarły piłkarz Tenerife?

– Trzeba sobie zadać pytanie, czy ten kult wkładania nogi tam, gdzie inni nie włożyliby nogi, jest potrzebny. Takiej walki na 100%, dokładania jeszcze więcej, co nawet nie jest potrzebne, by walczyć o piłkę, ale jest aktem brutalności, chamstwa. Trzeba spojrzeć na to z nieco większego dystansu i pewnych zachowań nie można uważać za super męskie, chwalebne… Zupełny brak szacunku wobec rywala, jakby miał walczyć o piłkę z jakimś martwym przedmiotem, a nie żywym człowiekiem. I nie on jeden tak się zachowuje na boisku.

Reklama

– Wielu piłkarzy traktuje w ten sposób swoich rywali, jakby negując ich człowieczeństwo. To jest temat do dyskusji, jak się do tej agresji w futbolu odnosić. Agresywności, która uważana jest za zdrową cechę, i za cechę pozytywną u piłkarzy – dodał dziennikarz Piłki Nożnej.

Opinię komentatora Canal+ podzielał Dominik Ptaszyński z Weszło:

Reklama

– W pełni zgadzam się z Leszkiem. Grając w piłkę nie myśli się w ogóle, że wykonując wejścia w przeciwnika można uszkodzić na tyle jego zdrowie, że może umrzeć albo mieć jakieś poważne konsekwencje. To, oczywiście, zdarza się rzadko, ale trzeba o tym pamiętać, że mamy organizmy, to jest sport skrajnie kontaktowy. Jak teraz sobie przypominam a propos tego kultu Scotta Browna. Latają highlightsy jego wślizgów w Old Firm Derby i ludzie są zachwyceni, ale to nieraz kończy się tak, że piłkarze robią fikołki w powietrzu.

– Czy tak ważne jest te kilka punktów, ta premia? Tutaj nie dość, że był impet, to trafił nieszczęśliwie, idealnie w punkt na wysokości serca. Przeważnie takie sytuacje zagrożenia życia są po zderzeniach głową. Pamiętamy choćby Ryana Masona, który zakończył karierę, Raula Jimeneza. To najczęściej jest głowa. To też jest waleczność, że bramkarz idzie do końca, ma gdzieś, czy finalnie coś mu się stanie, bo trzy punkty i drużyna jest najważniejsza. Myślę jednak, że warto bardziej chronić to zdrowie.

Reklama

– Nawet są badania, że granie głową bardzo źle wpływa na zdrowie piłkarzy w dłuższej skali. Zresztą to widać po bokserach, że mają chorobę Parkinsona, czy inne problemy neurologiczne. W Belgii np. zabroniono dzieciakom do któregoś roku życia gry głową. Trzeba o tym pamiętać, bo sport się coraz bardziej profesjonalizuje, gramy o coraz wyższe stawki. Wszystkim coraz bardziej zależy na wyniku i przez to jeszcze rzadziej odstawia się nogę. A przecież to, co najcenniejsze, ten człowiek, niestety, stracił. To, oczywiście, nie jego wina.

Ograniczenie gry głową w juniorach. Nowatorska strategia klubu Serie A

„Nikt mu nie kazał tak wychodzić”

Kowal przypomniał również pamiętny faul Nigela de Jonga na Xabim Alonso z finału mistrzostw świata 2010. Holender trafił rywala tam, gdzie Owono de Miguela – w klatkę piersiową. W przeciwieństwie do Owono nie obejrzał jednak za tamten brutalny faul czerwonej kartki.

– Wiecie, po takiej tragedii można by było wprowadzić przepis, że bramkarz nie ma prawa opuścić pola karnego nawet w sytuacji sam na sam. Wtedy automatycznie wykluczasz takie szaleństwo, bo bramkarz czasami nie ma ratunku i może coś zrobić. Takie coś mogło się stać w 2010 roku w meczu Holandia – Hiszpania. Tam jest wejście korkami na klatkę piersiową. Całe szczęście, że nic się stało. Gdybyśmy to mieli na mistrzostwach świata, to pewnie przepisy już by się zmieniły.

Reklama

– To jest tragedia i trochę w tym przypadku pecha ze względu na przełożenie meczu, ostatnia akcja. Chciało się oszukać przeznaczenie, a niestety nie udało się. Nie wiem, co teraz zrobi ten bramkarz Andorry (…) Wiecie, właścicielem Andorry jest Gerard Pique – dodał Kowal.

– Nikt mu nie kazał w ten sposób wychodzić. Trzeba po pierwszym takim wejściu wykluczać z zawodu takich ludzi. Pamiętam go z Alaves, jak sobie odwijam jego występy, to zawsze był bramkarz, który za bardzo z rywalami się nie pieścił. Oczywiście, dotychczas nigdy niczego takiego nie zrobił. Muszą być za takie akcje, jak wspomniana przez Wojtka większe kary niż np. cztery, sześć meczów zawieszenia. Jeżeli ktoś jest niebezpieczny dla otoczenia, to trzeba go odizolować – odpowiedział Orłowski.

Reklama

CAŁY NAJNOWSZY ODCINEK „EL CLASICO LIVE” ZNAJDZIECIE PONIŻEJ:

fot. Newspix

13 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Mbappe mocno skrytykowany przez rodaka. „Hiperindywidualizm”

Adrian Mańko
0
Mbappe mocno skrytykowany przez rodaka. „Hiperindywidualizm”
La Liga

Trener Racingu wściekły po karnym na Mbappe. „Podwójny błąd”

Mariusz Bielski
5
Trener Racingu wściekły po karnym na Mbappe. „Podwójny błąd”