Atletico wciąż zachwyca. Barcelona straciła lidera

Kacper Korpak

31 października 2026, 16:31 • 4 min czytania 0

Reklama
Atletico wciąż zachwyca. Barcelona straciła lidera

Barcelona po ostatniej porażce w El Clasico wciąż znajdowała się na pierwszym miejscu w lidze hiszpańskiej. Ekipa z Madrytu wciąż kąsa Blaugranę i nie daje im spokojnie spać. Nie chodzi jednak o Real, a Atletico. Podopieczni Cholo Simeone znakomicie prezentują się w tegorocznej kampanii La Liga, a dzięki siódmej wygranej z rzędu (tym razem nad Levante) zdetronizowali Barcę z pozycji lidera. Ekipa z Katalonii może jeszcze odpowiedzieć w tej kolejce i wrócić na najważniejszą pozycję w tabeli, ale z pewnością nie mogą lekceważyć rywali, z którymi zmierzą się już za tydzień.

Reklama

Rojiblancos wciąż pozytywnie zaskakują

Znakomicie radzą sobie w tym sezonie piłkarze Cholo Simeone. Podopieczni Atletico dzięki wygranej z Levante zanotowali siódme ligowe zwycięstwo z rzedu i (przynajmniej na moment) przeskoczyli w ligowej tabeli Barcelonę. Rojiblancos oprócz znakomitej defensywy, coraz lepiej radzą sobie także w ofensywie. Po meczu z Levante, Jan Oblak zapisał sobie szóste czyste konto w lidze. Słoweniec jednak nie stoi tylko bezczynnie w bramce, ale potrafi ratować skórę swoim kolegom z drużyny i ma wielki wpływ na świetny rezultat klubu.

Levante natomiast przegrało kolejne ligowe starcie i za chwilę może znaleźć się w strefie spadkowej. Przed tym starciem ekipa trenera Castro miała na koncie 10 punktów, co jest lepszym otwarciem sezonu niż w dwóch ubiegłych latach. To nie świadczy jednak, że pozycja szkoleniowca jest bezpieczna. Szczególnie, gdy spojrzymy na to, jak jego zespół wygląda w środku pola. Istny szwajcarski ser.

Jak zaczynać to tak, jak Grimaldo

Niewątpliwie przysnęli sobie lekko podopieczni Cholo Simeone na starcie tego meczu. To Levante w pierwszym kwadransie stwarzało sobie więcej okazji. Najgroźniejszą była ta Daniela Requeny. Po akcji z prawego skrzydła idealną wrzutkę Toljana wykończył właśnie Hiszpan. Pomocnik miał jednak pecha, bo Jan Oblak potrafi wyjmować nawet tak potężne huknięcia. Atletico ze snu zimowego wybudził Alex Baena. Skrzydłowy znakomicie obsłużył swojego kolegę z zespołu – Mortena Hjulmanda. Ten oczywiście trafił do siatki. Radość Rojiblancos zatrzymał jednak arbiter, który po szybkich konsultacjach z VAR odwołał gola. Były gracz Sportingu znajdował się bowiem na pozycji spalonej. Wielka szkoda, bo podanie z cyklu: palce lizać!

Bramka co prawda nie padła, ale po tym zdarzeniu, Atletico narodziło się w tym meczu na nowo. Totalna dominacja zespołu z Madrytu spowodowała, że Levante nie było nawet w stanie wyjść z własnej połowy. Do konkretów podopieczni Cholo Simeone przeszli dopiero w 36. minucie. To wtedy znów poczarował Baena. Kolejna ciekawa piłka od reprezentanta Hiszpanii odbiła się jeszcze co prawda od Olasagastiego, ale po tej obcierce spadła tuż pod nogi Alejandro Grimaldo, który w starciu sam na sam z Mathew Ryan’em, nie dał szans Autralijczykowi. To czwarte trafienie bocznego obrońcy w tym sezonie. Co ciekawe każde z nich było golem na 1:0. Jak zaczynać, to właśnie tak, jak on!

Reklama

Napór Atletico spowodował lekkie trzęsienie ziemii w… Barcelonie

Po przerwie znów byliśmy świadkami naporu Rojiblancos. Akcja za akcją, ale bramek nie było. Dziesięć minut po przerwie na piękny strzał z wolnego Juliana Alvareza zareagował piękną paradą Mathew Ryan. Golkiper zanotował przy niej jednak odbicie imienia Artura Rudki, a piłka spadła wprost pod nogi Hancki. Słowak trafił do siatki, ale gola znów nie uznano, bo defensor nie przypilnował linii i znalazł się na ofsajdzie. Dwie minuty później Kang-in Lee huknął z dystansu w poprzeczkę. Miejsca na uderzenie miał sporo, bo zawodnicy Levante postanowili wybrać się na urlop. Zero podejścia, pressingu i jakiejkolwiek walki. Mogli chociaż zabrać leżaki, to byłoby im wygodniej. Ta bierna postawa gospodarzy skończyła się w końcu drugim golem Atleti. Giuliano Simeone otrzymał fenomenalne podanie i zabawił się w polu karnym z rywalami. Szybciutka przekładka z nogi na nogę, zgubieni defensorzy i bramkarz rywala i 0:2 na tablicy wyników.

Reklama

Levante z urlopu wróciło tylko na moment. Głównie dzięki Marcosowi Llorente, który swoim podaniem obsłużył rywali. W sytuacji sam na sam Etta Eyong nie potrafił jednak pokonać Oblaka. Więcej zaangażowania mogliśmy zobaczyć na ławce Levante. Intensywne przeżywanie meczu skończyło się  na czerwonej kartce dla jednego z asystentów trenera Luisa Castro. Mecz natomiast zakończył się kolejnym tryumfem Atleti, które coraz głośniej zaznacza, że nie zostawią walki o wygraną w lidze tylko w rękach Barcelony i Realu.

Reklama

Levante – Atletico Madryt 0:2 (0:1)

  • 0:1 – Alejandro Grimaldo 36′
  • 0:2 – Giuliano Simeone 62′

Fot. Newspix

0 komentarzy
Kacper Korpak

Pasjonat polskiej ligi. Wierzy jedynie w Boga i w prawa Ekstraklasy. Nie pogardzi dobrym jedzeniem i polskim żużlem. W przeszłości zamiast grać z kolegami w Minecrafta, oglądał jak Emilijus Zubas w pojedynkę próbował utrzymać GKS Bełchatów w Ekstraklasie. Twierdzi, że dzieci chętniej czytałyby książki, gdyby lekturą w szkole był Hrabia Monte Christo. W życiu chce jedynie pracować przy Ekstraklasie, spełniać marzenia i założyć szczęśliwą rodzinę.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Porażka z Lechem najlepszym meczem Legii? Papszun nie ma wątpliwości

Kacper Korpak
3
Porażka z Lechem najlepszym meczem Legii? Papszun nie ma wątpliwości

La Liga

Reklama
La Liga

Tebas rozmawiał z Chińczykami. Interweniował w sprawie Mbappe

Mariusz Bielski
4
Tebas rozmawiał z Chińczykami. Interweniował w sprawie Mbappe
La Liga

Legenda przejechała się po Viniciusie. „Jest problemem Realu Madryt”

Braian Wilma
3
Legenda przejechała się po Viniciusie. „Jest problemem Realu Madryt”
La Liga

Depresja zwycięzcy Ligi Mistrzów. Pomogła mu żona i… praca w sklepie

Braian Wilma
1
Depresja zwycięzcy Ligi Mistrzów. Pomogła mu żona i… praca w sklepie