Upamecano jak rasowa dziewiątka. Bayern wygrał, choć przez chwilę było nerwowo

Michał Kołkowski

Opracowanie:Michał Kołkowski

25 października 2026, 19:36 • 3 min czytania 0

Reklama
Upamecano jak rasowa dziewiątka. Bayern wygrał, choć przez chwilę było nerwowo

Harry Kane jest już chyba myślami na gali Złotej Piłki, bo zanotował nadzwyczaj bezbarwny występ w wyjazdowym starciu Bayernu Monachium z Freiburgiem. Na jego szczęście w roli snajpera perfekcyjnie zastąpił go Dayot Upamecano, a Bawarczycy zatriumfowali koniec końców 3:1. Niby bez większych problemów, choć w samej końcówce spotkania niespodziewanie zrobiło się gorąco.

Reklama

Gospodarze punktu nie urwali, ale postraszyli faworytów z Monachium.

Bayern bez trenera. Kompany musi odpocząć

Zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądał Bayern Monachium bez Vincenta Kompany’ego na ławce trenerskiej. Pracoholizm wpędził bowiem belgijskiego szkoleniowca w poważne problemy zdrowotne. Doszło do tego, że Kompany zasłabł podczas piątkowego treningu bawarskiej ekipy i wylądował w szpitalu. Działacze Bayernu zapewniają, że stan trenera jest stabilny, ale czeka go zapewne kilkutygodniowa przerwa od intensywnej, codziennej pracy z drużyną.

Na ławce zastąpił go asystent: Aaron Danks.

– Rozmawialiśmy krótko i jasno dałem mu do zrozumienia, że o tematach piłkarskich nie będziemy teraz dyskutować. Musi wrócić do zdrowia, tylko to jest ważne. To najważniejsze. Kwestie sportowe należą do nas, postaramy się poprowadzić drużynę dalej – skomentował Danks na przedmeczowej konferencji. Sprawa jest zatem poważna i musiała odcisnąć niemałe piętno na przygotowaniach Bayernu do spotkania z Freiburgiem. A przecież na tym kłopoty Monachijczyków wcale się nie kończą. Długo można bowiem wymieniać nazwiska zawodników, których Danks nie ma obecnie do dyspozycji, ponieważ zmagają się z kontuzjami.

Reklama

Jamal Musiala, Joshua Kimmich, Kim Min-jae, Aleksandar Pavlović, Luis Diaz… Lista nieobecnych przybrała pokaźne rozmiary. No a Freiburg to nie jest pierwszy-lepszy oponent, tylko trzecia siła obecnego sezonu Bundesligi. Choć ostatnio podopieczni Juliana Schustera przegrali akurat z Bayerem Leverkusen.

Upamecano jak rasowa dziewiątka. Morderczy kontratak

Jeśli jednak kibice gospodarzy po cichu liczyli, że pozbawiony pierwszego szkoleniowca Bayern pogrąży się w chaosie, no to cóż – nic z tego.

Obrońcy mistrzowskiego tytułu już w pierwszej połowie spotkania zapewnili sobie komfortowe, dwubramkowe prowadzenie. Nie grali może nic specjalnego, nie dokręcali oponentom śruby, ale – najzwyczajniej w świecie – nie było takie potrzeby. Ozdobą pierwszej połowy spotkania był niewątpliwie kontratak zainicjowany i sfinalizowany przez Dayota Upamecano, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem zachował się tak, że nawet Harry Kane lepiej by nie potrafił.

Popatrzcie sami, rasowa dziewiątka w natarciu:

Reklama

Inna sprawa, że powrót gospodarzy do defensywy był w tej sytuacji – łagodnie mówiąc – dyskusyjny.

Jeszcze przed zmianą stron prowadzenie Bayernu podwyższył Serge Gnabry, wykorzystując błąd Jana-Niklasa Beste, no i cóż… emocje zaczęły nam pomału wygasać. O ile przyjmiemy, że w którymkolwiek momencie tego starcia były one faktycznie rozniecone.

Reklama

Drobna nerwówka w końcówce. Bayern zgubił kontrolę

Po przerwie nic nie wskazywało na to, by gospodarze mieli jeszcze Bayernowi zagrozić. Monachijczycy całkowicie ich stłamsili i co kilka chwil przybliżali się podwyższenia przewagi, ale szwankowało wykończenie. W niewykorzystywaniu sytuacji brylował zwłaszcza wprowadzony z ławki Ismael Saibari. No i to niechlujstwo zostało wreszcie przez Freiburg skarcone, bo w 82. minucie rywalizacji padł kontaktowy gol dla podopiecznych Schustera. A potem jeszcze parokrotnie zakotłowało się w okolicach bramki strzeżonej przez Jonasa Urbiga. Bayern, trzeba to podkreślić, stracił kontrolę nad sytuacją.

No ale w piątej minucie doliczonego czasu gry Mio Backhaus, golkiper Freiburga, stracił z kolei kontrolę nad piłką daleko od własnej szesnastki. I tak zakończyły się marzenia gospodarzy o odrobieniu strat rzutem na taśmę. Michael Olise z zimną krwią skierował bowiem futbolówkę do pustaka.

Bayern nie wypuścił zatem trzech punktów z rąk i jest liderem Bundesligi, ale z takim samym dorobkiem punktowym jak Borussia Dortmund (17 oczek). Niepotrzebna nerwówka w końcowej fazie meczu musi jednak niepokoić Aarona Danksa. Jego podopieczni mieli wszelkie możliwości, by zabić spotkanie już w okolicach 60. minuty. A jednak cackali się z przeciwnikiem, no i niewiele zabrakło, by zostali za to boleśnie ukarani.

SC Freiburg – Bayern Monachium 1:3 (0:2)

  • 0:1 – D. Upamecano 16′
  • 0:2 – S. Gnabry 42′
  • 1:2 – T. Bischof 82′
  • 1:3 – M. Olise 90+5′
Reklama

fot. NewsPix.pl

0 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Bundesliga

Reklama
Bundesliga

Legenda Bayernu chce porozmawiać z Lennartem Karlem. „Potrzebuje pokory”

Braian Wilma
0
Legenda Bayernu chce porozmawiać z Lennartem Karlem. „Potrzebuje pokory”