Harry Kane jest już chyba myślami na gali Złotej Piłki, bo zanotował nadzwyczaj bezbarwny występ w wyjazdowym starciu Bayernu Monachium z Freiburgiem. Na jego szczęście w roli snajpera perfekcyjnie zastąpił go Dayot Upamecano, a Bawarczycy zatriumfowali koniec końców 3:1. Niby bez większych problemów, choć w samej końcówce spotkania niespodziewanie zrobiło się gorąco.
Gospodarze punktu nie urwali, ale postraszyli faworytów z Monachium.
Bayern bez trenera. Kompany musi odpocząć
Zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądał Bayern Monachium bez Vincenta Kompany’ego na ławce trenerskiej. Pracoholizm wpędził bowiem belgijskiego szkoleniowca w poważne problemy zdrowotne. Doszło do tego, że Kompany zasłabł podczas piątkowego treningu bawarskiej ekipy i wylądował w szpitalu. Działacze Bayernu zapewniają, że stan trenera jest stabilny, ale czeka go zapewne kilkutygodniowa przerwa od intensywnej, codziennej pracy z drużyną.
Na ławce zastąpił go asystent: Aaron Danks.
– Rozmawialiśmy krótko i jasno dałem mu do zrozumienia, że o tematach piłkarskich nie będziemy teraz dyskutować. Musi wrócić do zdrowia, tylko to jest ważne. To najważniejsze. Kwestie sportowe należą do nas, postaramy się poprowadzić drużynę dalej – skomentował Danks na przedmeczowej konferencji. Sprawa jest zatem poważna i musiała odcisnąć niemałe piętno na przygotowaniach Bayernu do spotkania z Freiburgiem. A przecież na tym kłopoty Monachijczyków wcale się nie kończą. Długo można bowiem wymieniać nazwiska zawodników, których Danks nie ma obecnie do dyspozycji, ponieważ zmagają się z kontuzjami.
Jamal Musiala, Joshua Kimmich, Kim Min-jae, Aleksandar Pavlović, Luis Diaz… Lista nieobecnych przybrała pokaźne rozmiary. No a Freiburg to nie jest pierwszy-lepszy oponent, tylko trzecia siła obecnego sezonu Bundesligi. Choć ostatnio podopieczni Juliana Schustera przegrali akurat z Bayerem Leverkusen.
Upamecano jak rasowa dziewiątka. Morderczy kontratak
Jeśli jednak kibice gospodarzy po cichu liczyli, że pozbawiony pierwszego szkoleniowca Bayern pogrąży się w chaosie, no to cóż – nic z tego.
Obrońcy mistrzowskiego tytułu już w pierwszej połowie spotkania zapewnili sobie komfortowe, dwubramkowe prowadzenie. Nie grali może nic specjalnego, nie dokręcali oponentom śruby, ale – najzwyczajniej w świecie – nie było takie potrzeby. Ozdobą pierwszej połowy spotkania był niewątpliwie kontratak zainicjowany i sfinalizowany przez Dayota Upamecano, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem zachował się tak, że nawet Harry Kane lepiej by nie potrafił.
Popatrzcie sami, rasowa dziewiątka w natarciu:
Dayot Upamecano starts the attack and finishes it by himself https://t.co/XnJBEMqg3d
— Bayern & Germany (@iMiaSanMia) October 25, 2026
Inna sprawa, że powrót gospodarzy do defensywy był w tej sytuacji – łagodnie mówiąc – dyskusyjny.
Jeszcze przed zmianą stron prowadzenie Bayernu podwyższył Serge Gnabry, wykorzystując błąd Jana-Niklasa Beste, no i cóż… emocje zaczęły nam pomału wygasać. O ile przyjmiemy, że w którymkolwiek momencie tego starcia były one faktycznie rozniecone.
Drobna nerwówka w końcówce. Bayern zgubił kontrolę
Po przerwie nic nie wskazywało na to, by gospodarze mieli jeszcze Bayernowi zagrozić. Monachijczycy całkowicie ich stłamsili i co kilka chwil przybliżali się podwyższenia przewagi, ale szwankowało wykończenie. W niewykorzystywaniu sytuacji brylował zwłaszcza wprowadzony z ławki Ismael Saibari. No i to niechlujstwo zostało wreszcie przez Freiburg skarcone, bo w 82. minucie rywalizacji padł kontaktowy gol dla podopiecznych Schustera. A potem jeszcze parokrotnie zakotłowało się w okolicach bramki strzeżonej przez Jonasa Urbiga. Bayern, trzeba to podkreślić, stracił kontrolę nad sytuacją.
No ale w piątej minucie doliczonego czasu gry Mio Backhaus, golkiper Freiburga, stracił z kolei kontrolę nad piłką daleko od własnej szesnastki. I tak zakończyły się marzenia gospodarzy o odrobieniu strat rzutem na taśmę. Michael Olise z zimną krwią skierował bowiem futbolówkę do pustaka.
Bayern nie wypuścił zatem trzech punktów z rąk i jest liderem Bundesligi, ale z takim samym dorobkiem punktowym jak Borussia Dortmund (17 oczek). Niepotrzebna nerwówka w końcowej fazie meczu musi jednak niepokoić Aarona Danksa. Jego podopieczni mieli wszelkie możliwości, by zabić spotkanie już w okolicach 60. minuty. A jednak cackali się z przeciwnikiem, no i niewiele zabrakło, by zostali za to boleśnie ukarani.
SC Freiburg – Bayern Monachium 1:3 (0:2)
- 0:1 – D. Upamecano 16′
- 0:2 – S. Gnabry 42′
- 1:2 – T. Bischof 82′
- 1:3 – M. Olise 90+5′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl