Ukrainka „zdradziła” Polskę? Ja ją rozumiem [KOMENTARZ]

Sebastian Warzecha

22 października 2026, 08:20 • 11 min czytania 15

Reklama
Ukrainka „zdradziła” Polskę? Ja ją rozumiem [KOMENTARZ]

Polska ją przyjęła, dała pieniądze i środki na treningi. A ona? Niewdzięczna uciekła do Azerbejdżanu! Takie słowa o Hannie Zajcewej można było przeczytać ostatnio w wielu miejscach. Młoda judoczka stała się ofiarą może nie medialnej nagonki, co – tak się zdaje – podkręcenia faktów. A jej motywację w zasadzie… można zrozumieć. I trudno winić 19-latkę za dokonany przez nią wybór. W dodatku: wybór niekoniecznie ostateczny.

Reklama

Hanna Zajcewa i afera w polskim judo. Wybór, który trzeba zrozumieć

Podkreślić na starcie chcę jedno – używać będę tu relacji obu stron, czyli Polskiego Związku Judo oraz samej zawodniczki i jej otoczenia. Pełni sytuacji poznać – nie będąc częścią rozmów, jakie zapewne odbywały się na tej linii – z zewnątrz zapewne się nie da. Z tego, co obie strony jednak powiedziały, można wysnuć pewne wnioski. I bliżej mi jednak do stanowiska zawodniczki oraz jej otoczenia.

Przede wszystkim uważam, że ta nagonka – z wielokrotnym umyślnym podkreślaniem narodowości Hanny (do którego sam się odwołuję w tytule, żeby zaznaczyć, że to ta sprawa), dla podbicia emocji – jaką obserwowaliśmy w ostatnich dniach, jest zdecydowanie przesadzona. Mówimy o 19-letniej dziewczynie, która podejmuje niezwykle ważne i trudne dla siebie decyzje, a zachowujemy się, jakby obywatelstwo zmienić postanowili Robert Lewandowski czy Anita Włodarczyk.

Warto znać i mieć umiar. Warto też się nad takimi sytuacjami zastanowić, zamiast z miejsca poddawać się emocjom. O co więc w tym wszystkim chodzi?

Reklama

Hanna Zajcewa. Czy Polska straciła talent?

Po kolei: Hanna Zajcewa… czyli kto? Przede wszystkim judoczka. Młoda, utalentowana. Do Polski trafiła w wyniku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Z rodzicami uciekła ze Słowiańska, czyli okolic Doniecka, całą rodziną osiedli właśnie w naszym kraju, a konkretnie – w Poznaniu. Z czasem trafiła do tamtejszego klubu, czyli Akademii Judo.

Reprezentantką tejże jest też na przykład Angelika Szymańska, od kilku lat słusznie kojarzona jako najlepsza polska judoczka, wicemistrzyni świata z 2024 roku, brązowa medalistka tegorocznych mistrzostw Europy. Przy okazji startująca w tej samej kategorii wagowej co Zajcewa.

Jeśli o asymilację chodzi, to Hanna nie miała z tym problemów. Obecnie mówi płynnie po polsku, a nasz kraj reprezentowała już na kilku międzynarodowych imprezach. Dwa lata temu stała się zresztą nadzieją polskiego judo, bo zdobyła wicemistrzostwo świata kadetek, startując w biało-czerwonych barwach. Do tego zgarnęła też kilka innych, mniej lub bardziej prestiżowych medali w kategoriach młodzieżowych.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Zaitseva Anna (@anna.zaitseva__)

Reklama

Generalnie: słusznie uznawano, że może sporo w judo osiągnąć. Dostrzegli to też Azerowie, którzy się do niej zgłosili. I widać byli bardziej konkretni od polskich działaczy, bo Zajcewa przebywa w Baku i tam trenuje.

Tu dochodzimy jednak do relacji dwóch stron, które są wzajemnie sprzeczne.

Stanowisko PZJudo, czyli początek afery

Całą aferę rozpętał w zasadzie Polski Związek Judo – na czele z prezesem, Krzysztofem Wiłkomirskim – który kilka dni temu opublikował oświadczenie dotyczące Zajcewej, już po jej „transferze” do Azerbejdżanu. Wynika z niego duży żal do zawodniczki i jej postępowania.

Reklama

Czytamy tam między innymi:

„Hanna Zajcewa na początku kwietnia obecnego roku publicznie deklarowała, że ma nadzieję, że wkrótce będzie mogła oficjalnie reprezentować Polskę, a obywatelstwo to klucz do jej olimpijskiego marzenia i swoją przyszłość wiąże z Polską. Deklarowała również, że w Polsce znalazła spokój, bardzo dobrze się tutaj czuje. Wspominała również, że całe swoje życie i swoją sportową karierę chce związać z Polską i to właśnie Polskę chce reprezentować na igrzyskach olimpijskich i dla Polski wywalczyć medal”.

Czy jestem fanem tego typu zabiegu retorycznego? Niekoniecznie, bo to zrzucanie na młodą zawodniczkę oczywistych w wyniku przeczytania tych słów emocji części osób, które to oświadczenie przeczytają.

Sporo jest też o terminach. Związek informuje, że o sytuacji zawodniczki dowiedział się tuż przed oficjalną zmianą barw narodowych, że Zajcewa niczego PZJudo nie przekazała. Czytamy również o tym, że Hanna korzystała ze „wsparcia szkoleniowego, finansowego i medycznego zapewnianego przez Polski Związek Judo, Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz państwo polskie. Związek zaangażował środki i zasoby organizacyjne w rozwój jej kariery sportowej”.

Reklama

 Krzysztof Wiłkomirski w czasach zawodniczych, 2008 rok. Dziś to prezes związku.

Związek informował też, że działał na rzecz uzyskania przez zawodniczkę polskiego obywatelstwa i wyrażał ubolewanie z powodu załatwienia całej sprawy przez Zajcewą czy tez jej otoczenie. PZJudo podkreśliło jednak, że respektuje prawo zawodniczki do podejmowania decyzji dotyczących jej przyszłości. Te ostatnie słowa padły na koniec oświadczenia, które w całości… w zasadzie wyrażało żal z powodu tego, że Hanna Zajcewa taką decyzję podjęła.

Oczywiście, taki żal da się zrozumieć. Tyle że stanowisko związku nie pozostało bez odpowiedzi.

Reklama

Riposta. Zajcewa i problemy polskiego judo

Nie jest tajemnicą, że w polskim judo od lat nie dzieje się dobrze. Niezależnie od zmian w zarządzie PZJudo, niezależnie od tego, kto zabiera się za sprzątanie tej sytuacji, to problemy zdają się nie tylko nie znikać, ale wręcz pojawiają się nowe. Wiadomo o wielu konfliktach na linii związek-kluby, wiadomo, że niektórzy zawodnicy otrzymują mniejsze (lub nie otrzymują w ogóle) środki niż powinni. Wiadomo też, że jest problem z rozwojem czy nawet utrzymaniem niektórych ze struktur regionalnych.

Temat wraca średnio co kilka lat, jednak polskie judo – sport, w którym mamy przecież spore tradycje – tkwi w jednym i tym samym miejscu. Wydaje się, że sprawa Zajcewej po części to potwierdza. Odwołajmy się tu do artykułu „Głosu Wielkopolskiego”, w którym wypowiadali się sama zawodniczka, ale też prezes jej klubu, Radosław Miśkiewicz.

Komentowali oni przede wszystkim sprawę przyznania Hannie obywatelstwa. Hannie, która w naszym kraju mieszka kilka lat, reprezentowała go, mówi po polsku, a związek z odpowiednimi papierami zwlekał – tak twierdzą osoby z otoczenia zawodniczki. I to nawet niekoniecznie te, które były jej przesadnie blisko. Dla „GW” mówiła o sprawie choćby Eliza Wróblewska, reprezentantka Polski:

– Nie byłyśmy nigdy z Anią w najlepszych relacjach, ale na jej miejscu podjęłabym taką samą decyzję. Temat obywatelstwa stał się bardzo odległy, a w jej wadze walczą też Angelika Szymańska i Natalia Kropska, czyli zawodniczki o ugruntowanej pozycji w kadrze. Na pewno w ciągu kilku najbliższych lat nie byłaby w stanie dojść do pozycji nr 1 w Polsce. Poza tym w judo są takie przepisy, że Zajcewa nie jest pierwszą osobą, która zmienia federację po wkroczeniu w seniorski wiek. Do przepisów powinien dostosować się związek, a nie wydawać oświadczenie, w którym nie ma żadnych konkretów.

Reklama

Sama Hanna podkreślała, że chciałaby reprezentować Polskę, bo uważa ją za swój kraj i jest wdzięczna wielu osobom, które ją w nim wspierały.

– Uważam Polskę za swój dom i gdybym miała wszystkie niezbędne dokumenty, nawet nie rozważałabym zmiany kraju. Nie mogłam jednak dłużej czekać, nie wiedząc jak długo jeszcze to potrwa. Czas płynie, a kariera sportowa jest niestety bardzo krótka. Jestem ogromnie wdzięczna Akademii i mojemu trenerowi za to, że zawsze był przy mnie i wspierał mnie, również w podjęciu tej trudnej decyzji – mówiła na łamach portalu.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Zaitseva Anna (@anna.zaitseva__)

Reklama

W Baku, jak przyznała, dostała potrzebną opiekę i odpowiednie warunki. Dodała jednak, że jak na razie to trudny okres, tęskni za Polską i „wszystkim, co tam zostawiła”. Zdecydowała się jednak na tę zmianę, bo ma swoje marzenia i cele. Przy okazji uderzyła mocniej w związek, podkreślając, że w oświadczeniu nie wszystko jest zgodne z prawdą.

– Związek wspomniał, że finansował moje badania. Miał chyba na myśli co półroczne badania zdolności do uprawiania sportu i operację barku. Szkoda jednak, że nie ma w oświadczeniu słowa o tym, że po zabiegu zostałam pozostawiona sama sobie. Wtedy finansowanie rehabilitacji wzięła na siebie Akademia Judo. Związek nawet nie kiwnął palcem – mówiła.

I znów: to słowo przeciwko słowu. Zdaje się jednak, że coś w tym, o czym mówi sama zawodniczka, może być. Długo przecież walczyła dla Polski, dobrych kilka lat. Do obywatelstwa się nie zbliżyła, PZJudo zdawał się działać opieszale lub nie działać w ogóle. A jeśli tak było – to czy może dziwić decyzja judoczki?

Trudna decyzja. Wybór Hanny da się zrozumieć

W kategoriach juniorskich Hanna mogła startować w naszych barwach bez papierów, więc nie było jeszcze takiej presji. Jako seniorka już nie może. Innymi słowy: jej kariera zostałaby całkowicie zahamowana, mogłaby startować jedynie w zawodach lokalnych, opcjonalnie mistrzostwach Polski. I oczywiście, pewnie wpływ na podjęcie tej decyzji miało też to, o czym mówiła Wróblewska – konkurencja w wadze Hanny.

Reklama

Ale to najpewniej rzecz drugorzędna. Przede wszystkim istotna była kwestia obywatelstwa.

I tu powstaje pytanie: czy naprawdę nie da się zrozumieć 19-latki, która staje przed wyborem dotyczącym możliwości realizacji swoich marzeń? Może tkwić w zawieszeniu, nie wiedząc, czy pójdzie dalej z powodów niezależnych od siebie. A może skorzystać z oferty, w ramach której otrzymuje szansę na rozwój i dobre warunki. Jasne, wynikło to szybko, we wrześniu walczyła jeszcze w barwach Polski, teraz jest już reprezentantką Azerbejdżanu.

Jednak zdaje się, że to akurat decyzja, którą trzeba było podjąć właśnie tak – szybko. Trochę jak zrywanie plastra – lepiej tak, niż długo się z tym męczyć.

Tym bardziej, że zresztą nie jest to rzecz nieodwracalna, co podkreślał w „Głosie Wielkopolskim” Radosław Miśkiewicz, prezes jej klubu:

Reklama

– Warto podkreślić, że Zajcewa nie zdradziła Polski, bo nie ma azerskiego obywatelstwa, tylko załatwiony w szybkim czasie paszport azerski. W judo do udziału w seniorskich MŚ taki dokument wystarczy. Teoretycznie więc może jeszcze kiedyś walczyć dla Polski. Inna sprawa, czy będzie chciała po niedawnym oświadczeniu związku.

No i właśnie: czy związek nie pospieszył się z tym oświadczeniem? Czy nie dało się wyjaśnić tej sytuacji prywatnie, porozmawiać z zawodniczką, zapytać o jej potrzeby, spróbować przekonać do powrotu, zapewnić – mimo konfliktu na linii PZJudo-Akademia Judo, który nie jest tajemnicą – odpowiednie warunki? Bo chodzi tu nie tylko o to, że stracić można w ten sposób jeden talent, ale że i wiele kolejnych może zostać do polskiego judo zniechęconych.

Zdaje się bowiem, że wśród zawodników sporo jest zrozumienia dla Zajcewej, a znacznie mniej dla związku.

Wiadro pomyj. Cierpi człowiek

Zrozumienia nie ma za to w internecie, to na pewno. Mnóstwo było tam bowiem komentarzy o zdradzie Polski, mnóstwo też o tym, jak niewdzięczna jest sama judoczka.

Reklama

Przez kilka ostatnich dni czytanie wpisów pod tekstami o Hannie przypominało przedzieranie się przez szambo (niewykluczone, że podobnie będzie tutaj). Postawmy sobie jednak zupełnie inne pytanie: ile taka Zajcewa jest winna Polsce? Jak dużo powinna oddać, żeby osoby, które te komentarze pisały – pomijając określone środowiska, które zdania nie zmienią – mogły poczuć, że zadośćuczyniła?

Takie populistyczne posty w tej sprawie stawały się viralami.

Reklama

Bo było tak: Polska ją przyjęła, owszem. Dała miejsce do treningów, tak. Finansowano jej po części starty czy pomoc w treningach, to też się zgadza.

Równocześnie jednak Zajcewa trenowała w prywatnym klubie, a w tym klubie nikt nie ma do niej żalu, wręcz przeciwnie. Dla Polski – skoro mówimy już o finansowaniu z ministerstwa czy związku – zdobyła kilka medali. W kategoriach juniorskich, bo w takich na razie mogła. Odwdzięczyła się za zainwestowane w nią środki. Czy to nie wystarcza? Bo jeśli nie – to co dalej? Miałaby tkwić w tym przywoływanym już zawieszeniu i czekać na to, czy dostanie szansę z niego wyjść?

Nie no, to przecież nie tyle niewłaściwe, co wręcz głupie oczekiwania. Serio.

Wybór Zajcewej to jedno. Fakt, że w ogóle przed nim w ogóle stanęła – to drugie. Zdaje się, że gdyby sytuacja była normalna, prawdopodobnie w ogóle zmian barw by nie rozważała. Azerbejdżańskie władze judo wykorzystały fakt, że coś nie zagrało po stronie polskiej, tak to wygląda. I szkoda, bo straciliśmy (?) w ten sposób spory talent. Ja jednak ten wybór rozumiem. Niekoniecznie popieram, bo chciałbym, żeby Hanna reprezentowała Polskę, ale rozumiem.

Reklama

Finalnie szkoda przede wszystkim, że cierpi na tym sama zawodniczka, a nawet – co istotniejsze – człowiek. Bo gdy wylewa się na kogoś pomyje, to już nie o sport chodzi, a o człowieka właśnie.

Fot. Newspix

15 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Courtois broni sędziów. „Są ludźmi i mogą popełniać błędy”

Braian Wilma
2
Courtois broni sędziów. „Są ludźmi i mogą popełniać błędy”

Inne sporty

Reklama