Russell o pełnym Baku. Pewna wygrana Brytyjczyka, choć o włos

Marcin Ziółkowski

26 września 2026, 21:19 • 3 min czytania 0

Reklama
Russell o pełnym Baku. Pewna wygrana Brytyjczyka, choć o włos

George Russell w końcu doczekał się bardzo mocnego weekendu. Brytyjczyk z King’s Lynn triumfował w wyścigu F1 o Grand Prix Azerbejdżanu, odnosząc swoje ósme zwycięstwo w karierze, przy okazji notując pierwszego Wielkiego Szlema. Wygrał kwalifikacje, wyścig, prowadził od startu do mety, a do tego zanotował najszybsze okrążenie w (wyjątkowo) sobotniej rywalizacji. Russell wyrobił sobie spory bufor nad trzecim w klasyfikacji generalnej Lewisem Hamiltonem i zmniejszył przewagę Andrei Kimiego Antonellego do 66 punktów.

Reklama

Russell bez większych problemów. Nudy do wypadku Albona, potem się rozkręciło

George Russell zdominował pierwszą część wyścigu na torze ulicznym w Baku. Najważniejsza sesja weekendu odbyła się wyjątkowo w sobotę. Wszystko to celem uniknięcia kolizji terminów z narodowym Dniem Pamięci w Azerbejdżanie.

Brytyjczyk wyrobił sobie w pewnym momencie nawet 11 sekund przewagi nad Oscarem Piastrim. Świetnie jechał Verstappen, który przebił się z ósmego na trzecie miejsce. Znakomite osiągi silnika Red Bulla wykorzystał też Isack Hadjar, który siedział Holendrowi na tylnym skrzydle. To właśnie wspomniana trójka goniła Brytyjczyka z Mercedesa.

Startujący z 16. pola Andrea Kimi Antonelli przebijał się dość ślamazarnie, zupełnie przeciwnie do tego, co pokazał na Monzy. Wydawało się, że jedzie po bardzo małą zdobycz punktową. Wtem, na okrążeniu numer 30, w zakręcie numer sześć uderzył w bandę Alex Albon. Kierowca Williamsa wywołał tym samym żółte flagi i samochód bezpieczeństwa.

Reklama

Choć cała czołówka w momencie zdarzenia ominęła pierwszą możliwość do zmiany opon to nie wpłynęło to na kolejność miejsc w stawce. Po restarcie, na 36. okrążeniu doszło jednak do małego karambolu.

Przez pierwszy zakręt „przeszło” argentyńskie tsunami. Franco Colapinto zblokował przód samochodu do tego stopnia, że kolokwialnie mówiąc – urządził sobie kręgle, niczym Valtteri Bottas na Węgrzech w 2021 roku.

Reklama

Argentyńczyk nie dość, że wyrzucił z wyścigu kolegę z zespołu, Pierre’a Gasly’ego, to jeszcze Lando Norrisa. Nie był to udany dzień mistrza świata, który wcześniej w tym samym miejscu pojechał za szeroko i musiał powrócić na tor utraciwszy dwie lokaty.

Zaraz za duetem Alpine i Norrisem, Liama Lawsona obrócił jego kolega z RB, Arvid Lindblad. Tegoroczny debiutant nie otrzymał żadnej kary. Colapinto po wyścigu – i owszem. W Malezji wystartuje pięć pozycji niżej w porównaniu do tego, co uda mu się wywalczyć na torze w czasówce.

Po drugim wznowieniu rywalizacji, Verstappen bez zbędnej zwłoki wyprzedził Piastriego. Australijczyk popełnił błąd na 41. okrążeniu i wypadł poza czołową dziesiątkę.

Reklama

Kolejne miejsce w ten sposób zyskał Antonelli, któremu było to bardzo na rękę pod kątem klasyfikacji generalnej. Do TOP3 wskoczył Hadjar, wracający po sześciu tygodniach rehabilitacji złamanego nadgarstka.

Na 50. okrążeniu (ale ostatnim, pięćdziesiątym pierwszym dla niezdublowanych) w jednym z końcowych zakrętów rozbił się Valtteri Bottas. Spowodowało to żółtą flagę pod koniec drugiego sektora, co zrobiło małe zamieszanie.

Reklama

Russell wyszedł jednak z opresji i na mecie pokonał Verstappena o jedyne 0,196 sekundy. To najmniejsza różnica na mecie od 2002 roku, jeśli mowa o finiszu wyścigu pod zieloną flagą. Holender, według niektórych kibiców znudzony brakiem zwycięstw, stanął na podium piąty raz w ostatnich sześciu wyścigach. Hadjar po powrocie do stawki, po raz trzeci w karierze zajął trzecie miejsce. Antonelli o włos przegrał z Charlesem Leclerkiem o P4.

Włoch ma już „tylko” 66 punktów przewagi nad Russellem, ale powiększył różnicę nad Hamiltonem do 103 punktów. Mercedes ma już 160 oczek przewagi w klasyfikacji konstruktorów nad Ferrari i trudno wyobrazić sobie tutaj zmianę warty.

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Formuła 1

Reklama