Argumenty, że w siatkówkę gra tylko pięć państw, są śmieszne [KOMENTARZ]

Jakub Radomski

26 września 2026, 08:12 • 6 min czytania 17

Reklama
Argumenty, że w siatkówkę gra tylko pięć państw, są śmieszne [KOMENTARZ]

Wiecie, po czym poznaje się wielki zespół? Między innymi po tym, że potrafi wygrać spotkanie o dużą stawkę, mimo że gra tak sobie. Drugi czynnik – wielka drużyna potrafi przetrzymać świetny moment przeciwnika i go pokonać. I trzeci – taka ekipa nie zawodzi. Nie zalicza poważnych wpadek, jej dobre czy świetne rezultaty są ciągłe. Wszystko to pasuje do reprezentacji Polski siatkarzy Nikoli Grbicia. Możemy, wręcz powinniśmy, zwracać uwagę na mankamenty w jej grze, ale Polacy są w finale mistrzostw Europy. Gdy piszę ten tekst (w piątek wieczorem), nie wiem jeszcze, z kim zagrają o złoto, ale są o jeden mecz od obrony trofeum. I zarazem awansu na igrzyska. 

Reklama

Mówi się, że siatkówka, w przeciwieństwie np. do piłki nożnej, jest bardziej sprawiedliwa. W tym sensie, że w futbolu zespół gorszy na boisku może, mając szczęście, zwyciężyć, a pod siatką wynik dużo bardziej oddaje to, co działo się na boisku.

I generalnie tak oczywiście jest, choć mam wrażenie, że w przypadku ostatnich dwóch spotkań Polaków już niekoniecznie. Jeżeli ktoś spojrzy na suchy rezultat ćwierćfinału EURO z Niemcami – wygraną 3:0 i dwa sety po 25:17 – może pomyśleć, że na boisku w zasadzie był tylko jeden zespół, podczas gdy przeciwnicy przez pół spotkania grali BARDZO DOBRZE w siatkówkę.

Mimo to przegrali, zdecydowanie.

Słowenia, tak uważam, zasłużyła w półfinale przynajmniej na jednego seta. W dwóch pierwszych partiach nie była gorsza od Polski. Decydowały niuanse – raz przy 23:24 (z ich perspektywy) Klemen Cebulj popsuł zagrywkę, a drugim razem Marcin Komenda wystawił tam, gdzie wszyscy wiedzieli, że wystawi – do Wilfredo Leona. I lider reprezentacji Polski atak skończył. Słoweńcy grali z Polską jak równy z równym, a mimo to było 0:2.

Reklama

To też pokazuje wielkość drużyny, z którą się mierzysz.

Wilfredo Leon i Jakub Popiwczak

Wilfredo Leon i Jakub Popiwczak

Liczby pokazują, że Nikola Grbić wyniósł reprezentację Polski siatkarzy na wyższy poziom

Wydaje mi się, że Polska zagrała z Niemcami trochę lepiej niż przeciwko Słoweńcom. W półfinale długo „kulało” przyjęcie. Gra Polaków była trochę przewidywalna: Leon, Bołądź, Leon, Bołądź, a ten ostatni prezentował się trochę nierówno. Brakowało wystaw do środkowych, ich więcej pojawiło się dopiero w trzecim secie. Sam Tomasz Fornal powiedział po meczu, że to nie było wybitne spotkanie jego i kolegów.

Reklama

Mimo to Polska wygrywa 3:0 z drużyną, która na szóstych mistrzostwach Europy od 2015 roku po raz piąty jest w najlepszej czwórce. Wiecie, że to częściej od Polski, która osiągnęła to czterokrotnie?

Jeżeli ktoś tego wszystkiego nie docenia, to albo chce być na siłę kontrowersyjny / złośliwy, albo po prostu nie zna się na sporcie. Kadra Grbicia jest drużyną wielką. 

Spójrzcie na liczby – Serb objął reprezentację Polski w 2022 roku. To dziesiąta duża impreza pod jego wodzą. Z dziewięciu poprzednich nasz zespół ZAWSZE przywoził medal: czterokrotnie złoty, dwukrotnie srebrny i trzykrotnie brązowy. Pod wodzą Grbicia udało się przełamać klątwę ćwierćfinałów na igrzyskach i sięgnąć po srebro w Paryżu. Teraz wiadomo już, że będzie dziesiąty krążek, pytanie tylko, czy złoty czy srebrny.

Reklama

On prowadzi kadrę piąty sezon, a już jest 10 medali. Dwa na rok. 

Pod wodzą Raula Lozano w 2006 roku Polacy zostali wicemistrzami świata w Japonii. Od tamtego czasu przez 16 lat, do zatrudnienia Grbicia, zdobyliśmy łącznie 11 medali dużych imprez. 0,69 medalu na rok. 

Historia rywalizacji ze Słowenią to kolejny dowód na to, jaki postęp zrobiła reprezentacja Polski

Spójrzmy na rywalizację w ostatnich pięciu edycjach mistrzostw Europy z reprezentacją Słowenii. Za każdym razem wpadaliśmy na nich w fazie pucharowej:

Reklama
  • 2015 rok – 2:3 w ćwierćfinale EURO (trener: Stephane Antiga)
  • 2017 rok – 0:3 w play-offie o ćwierćfinał EURO (trener: Nikola Grbić)
  • 2019 rok – 1:3 w półfinale EURO (trener: Vital Heynen)
  • 2021 rok – 1:3 w półfinale EURO (trener: Viyal Heynen)
  • 2023 rok – 3:1 w półfinale EURO (trener: Nikola Grbić)

Teraz znów półfinał EURO i 3:0.

A przecież była jeszcze mega ważna wygrana z nimi w ćwierćfinale igrzysk. Wygląda na to, że Grbić ma patent na ten zespół, bo sprawił, że Polacy najważniejsze mecze ze Słoweńcami wygrywają. Ktoś może w tym miejscu powiedzieć, że to teraz nieco słabszy rywal, ale czy na pewno? W meczu z Polską szalał Nik Mujanović (rocznik 2004), świetnie bronił Rok Mozić (rocznik 2002). Zadziwiająco dobrze radził sobie ich rozgrywający Uros Planinsić.

Jakiś malkontent może stwierdzić: „Ale przecież ograli nas 3:2 w tym roku w fazie zasadniczej Ligi Narodów”. Ok, zgadza się, ale wtedy z Polaków, którzy są w pierwszej szóstce na EURO, grali tylko środkowi: Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak. A kiedy znów zmierzyliśmy się z nimi w półfinale Ligi Narodów, gdy grało się już na poważnie, Słowenia też nie ugrała seta.

Najlepszych trenerów poznaje się m. in. po tym, że potrafią dokonać zmiany, która wydaje się dziwna, a później okazuje się, że mieli rację. W trzeciej partii piątkowego meczu ze Słowenią Grbić wpuścił Kamila Semeniuka, ale nie za przeciętnego do tego czasu Fornala, a za Leona, który wydawało się, że daje drużynie więcej. Ale z drugiej strony Wilfredo przyjął do tamtego momentu 15 serwisów i miał 20 procent pozytywnego przyjęcia. Grbić uznał, że potrzebuje w tym jednym elemencie czegoś więcej, a to przełoży się na całą grę. I tak się stało – Semeniuk ustabilizował przyjęcie, co miało też wpływ na to, że świetnie zaczął grać Fornal. A Polacy, choć było 7:11, wygrali trzeciego seta 25:18. Ten fragment spotkania to 18:7 dla Biało-Czerwonych.

Reklama

Argumentów na to, jak świetną pracę wykonuje Serb z reprezentacją Polski, dałoby się znaleźć jeszcze więcej.

Nikola Grbić

Nikola Grbić

„Przecież w siatkówkę gra pięć krajów na krzyż. Czym tu się podniecać?”. To śmieszny i głupi argument

Bawią i jednocześnie trochę żenują mnie głosy, które często pojawiają się w komentarzach przy okazji dużych siatkarskich imprez. Polacy wygrywają (najczęściej), a duża część osób pisze, że to „nikogo”, albo coś w stylu: „Przecież ten śmieszny sport uprawia na świecie na poważnie pięć krajów na krzyż. To czym tu się podniecać? Lodu”. 

Reklama

Po pierwsze – jednak trochę więcej. W Europie – Polska, Włochy, Francja, Słowenia, bardzo mocna (mimo porażki w 1/8 finału z Niemcami) jest Bułgaria. Do tego na naprawdę wysokim poziomie potrafią zagrać Niemcy czy Ukraina, urosła Finlandia, całkiem nieźle oglądało się np. Greków, coś potrafi Belgia.

Poza Europą – są Brazylia, Japonia, USA, do tego Argentyna, Iran, Kanada.

Po drugie – ile jest krajów, które są mocne lub bardzo mocne w skokach narciarskich? Chyba jednak trochę mniej, prawda? Austria, Słowenia, Norwegia, Niemcy, Polska, Japonia. Dopiero gdzieś w drugiej kolejności podamy kolejne: Finlandię, Szwajcarię czy USA. A mimo to Polacy nie zdobywają seryjnie medali na skoczniach. Od pewnego czasu nie przywożą krążka z każdej wielkiej imprezy. Nie mamy od kilku lat zawodnika, który stanąłby na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ostatnim był Kamil Stoch – trzeci w sezonie 2020/2021.

Bo to wcale nie jest takie proste i oczywiste. 

Reklama

W żużlu jest jeszcze mniej państw, które mocno żyją tą dyscypliną. My mamy Bartosza Zmarzlika, który w sobotę może zostać absolutną legendą. Jeżeli w Toruniu dopadnie Roberta Lamberta i nie da się wyprzedzić w klasyfikacji generalnej Brady’emu Kurtzowi, jako pierwszy człowiek w historii zostanie siedmiokrotnym indywidualnym mistrzem świata. Przebije Szweda Tony’ego Rickardssona i Nowozelandczyka Ivana Maugera, którzy robili to po sześć razy.

Cieszmy się, że mamy tak wybitnego żużlowca i nie narzekajmy, pisząc głupie komentarze, że „żużel nikogo”. Oglądajmy Grand Prix Polski, które może dostarczyć olbrzymich emocje do ostatniego wyścigu, cieszmy się – oby – z triumfu Polaka, a później przełączmy na finał siatkarzy.

I kibicujmy tej wielkiej drużynie, choć w meczu o złoto nie będzie jej łatwo.

Fot. Newspix.pl 

Reklama

 

17 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama