Siatkarze z autostradą do meczu o złoto? W ćwierćfinale czekają Niemcy

Jakub Radomski

22 września 2026, 11:44 • 9 min czytania 3

Reklama
Siatkarze z autostradą do meczu o złoto? W ćwierćfinale czekają Niemcy

Bułgarzy grają siatkówkę przyszłości. Są efektowni, świetnie się ich ogląda, ale niespodziewanie przegrali 2:3 w 1/8 finału EURO z Niemcami i to ci ostatni będą we wtorkowym ćwierćfinale (18.00) rywalami broniących tytułu Polaków. Zdecydowanym faworytem jest zespół Nikoli Grbicia, ale nie można zapominać, że Niemców prowadzi człowiek, który, choć był bliski porzucenia siatkówki, stał się trenerem, który potrafi osiągać nieoczekiwane sukcesy. Udowodnił to we Włoszech i w Polsce. Teraz Massimo Botti chce to pokazać po raz kolejny.

Reklama

W ostatnim meczu grupowym mistrzostw Europy polscy siatkarze, którzy byli już pewni pierwszego miejsca w grupie B, nieoczekiwanie przegrali po tie-breaku z Bułgarią. Wszyscy lub prawie wszyscy spodziewali się, że w ćwierćfinale dojdzie do powtórki, znowu w Sofii, na niełatwym terenie. Sam układałem już sobie w głowie odpowiedzi na pytania: „Kto będzie faworytem, jak będą się układały szanse?” czy „Co będzie przemawiało za tym, że Polska tym razem ogra Bułgarię i pokaże, że nic dwa razy się nie zdarza?”

Zawodnicy Grbicia w 1/8 finału, zgodnie z planem, bez najmniejszych problemów, poradzili sobie z Łotwą. Ale Bułgaria kilka godzin później poległa. Współgospodarze turnieju to zespół grający siatkówkę przyszłości, w tym znaczeniu, że wyjątkowo ryzykują na zagrywce (na co od pewnego czasu mocno idzie akcent w tej dyscyplinie) i mają wysokiego (208 cm), piekielnie zdolnego rozgrywającego Simeona Nikołowa, który znakomicie serwuje, bardzo dobrze broni, jako tako blokuje i bardzo lubi (i potrafi) atakować z drugiej piłki. Jest wszechstronny jak nikt inny. Gdy wyobrażam sobie siatkówkę za 5-10 lat, widzę drużyny bazujące właśnie na takich graczach, jakimi teraz są on czy Simone Giannelli, czy u nas 17-letni Jakub Przybyłkowicz, a nie na defensywnych rozgrywających, których wciąż jest wielu.

Simeon Nikołow po porażce z Niemcami

Simeon Nikołow po porażce z Niemcami

Reklama

Ale Bułgaria, choć zdaje się wyznaczać pewne trendy w siatkówce i ma w swoich szeregach prawdopodobnie najlepszego obecnie siatkarza na świecie (brat Simeona, Aleksandar Nikołow), ma czasami problem, polegający na tym, że nie potrafi dostosować swojego grania do warunków meczowych, okoliczności. Jest na siłę wierna swojej filozofii, co gubiło wiele zespołów w różnych dyscyplinach. Patrz – Anglia na mundialu, przyzwyczajona do bronienia prowadzenia głęboką obroną, co miało sens w meczu z Meksykiem, a nie miało żadnego, gdy grali z Argentyną.

W 1/8 finału Bułgaria prowadziła 2:0 w setach z Niemcami i wtedy już wszyscy byli pewni, że w Sofii dojdzie do „powtórki z rozrywki”. Ale w trzecim secie Niemcy poprawili skuteczność z lewego skrzydła, a współgospodarzom EURO siadła zagrywka. Wiele drużyn w takiej sytuacji zagrywałoby nieco bezpieczniej, taktycznie. Skupiłoby się bardziej na czytaniu rozgrywającego. Ale nie Bułgarzy. Mimo że ich rywal bywał niepewny i momentami się gubił (końcówka trzeciego seta), oni dalej ładowali z pola serwisowego. Siatka, aut, siatka. Błąd, błąd, błąd. „Zaprosili” do meczu Niemców, a później na siłę, bezsensownie trwali przy czymś, co nie funkcjonowało. Nie pomagał też dziwnie zachowujący się trener Gianlorenzo Blengini. Efekt? Szokująca dla bułgarskich kibiców przegrana w tie-breaku.

Rywalami Polaków w ćwierćfinale EURO są Niemcy. Prowadzi ich człowiek, który osiągnął wielki sukces w naszym kraju

Ale byłoby niesprawiedliwością, gdybym stwierdził, że wynik tego meczu to tylko przegrana Bułgarów z nimi samymi. Znaczenie miała też coraz lepsza dyspozycja Niemców. To oni zagrają w ćwierćfinale (wtorek, godz. 18.00) z Polską.

Fantastycznie przeciwko Bułgarii zaprezentował się niemiecki środkowy Anton Brehme, który niestety opuszcza Polskę i w sezonie 2026/2027 zagra nie w Tauron Lidze, a w japońskim Wolfdogs Nagoya. Brehme skończył 11 z 12 ataków i dołożył trzy asy serwisowe. Wspominany już Aleksandar Nikołow zagrał co prawda pięć asów, ale w ataku miał ledwie 40% skuteczności. Bardzo słabo jak na niego. Lepszą skuteczność (48%) miał niemiecki atakujący, a w zasadzie przyjmujący grający tym razem na tej pozycji – Erik Rohrs – który rozkręcał się w tym spotkaniu i miał też po trzy asy oraz bloki.

Reklama

Erik Rohrs - przyjmujący, grający w niemieckiej kadrze na ataku

Erik Rohrs – przyjmujący, grający w niemieckiej kadrze na ataku

Wreszcie – od pewnego momentu na wysoki poziom wszedł znany z polskich hal Tobias Brand. Były zawodnik Bogdanki LUK Lublin, Projektu Warszawa i Trefla Gdańsk, który teraz zagra w Resovii, to typ gracza, który potrafi rozegrać wielki mecz. Przeciwko Bułgarii zaczął słabo, ale nagle częściej kończył akcje, dzięki czemu Niemcy mieli więcej opcji w ataku. I wykorzystali to, co w połączeniu z ciągłymi błędami rywali (Bułgarzy oddali w ten sposób aż 67 punktów) dało awans do najlepszej ósemki EURO. Jeszcze jeden atut Niemców – Tim Peter: gość, którego mało kto zna, wpuszczany na zagrywkę, potrafi w tym elemencie w ważnym momencie zrobić różnicę.

Mówiąc o reprezentacji Niemiec, zwłaszcza przed meczem z Polską, trzeba skupić się na jej trenerze, Massimo Bottim. To gość, który potrafi niespodziewanie osiągnąć coś wielkiego z drużyną, na którą mało kto stawia. W grudniu 2022 roku, trochę nagle, został pierwszym trenerem Piacenzy. Niedługo później w kapitalnym stylu sięgnęli po Puchar Włoch. W bardzo silnej lidze włoskiej wywalczyli brązowy medal, co też było dobrym wynikiem. Ale po sezonie mu podziękowano, co Botti mocno przeżył. Dzięki temu trafił jednak do naszego kraju – objął Bogdankę LUK Lublin, którą w sezonie 2024/2025 najpierw poprowadził do wygranej w Pucharze Challenge (w finale zwycięstwo z włoskim Cucine Lube Civitanova), a później do mistrzostwa Polski, choć zespół przed sezonem typowano raczej do miejsc 4-6 w lidze. W tamtej ekipie jego zawodnikami byli trzej obecni reprezentanci Polski: Wilfredo Leon, Marcin Komenda i Kewin Sasak.

Reklama

W siatkówkę grał do 43. roku życia. Długo. Kiedy zakończył karierę w zespole Canottieri Ongina, od razu został jego trenerem. Nie planował tego. – Miałem już inną pracę: otworzyłem sklep online, działałem tam we współpracy z eBayem. To było też miejsce odbioru różnych przesyłek. W tamtym czasie chciałem odciąć się od siatkówki. Zmęczyło mnie to, że co jakiś czas trzeba było przenosić się z rodziną w inne miejsce, a wiedziałem, że życie trenera jest przecież podobne. Ale gdy pragnąłem odejść ze sportu, dostałem ofertę, by prowadzić Canottieri (…) Uznałem, że zobaczę, jak będzie. Dziś mogę wyznać, że przez pierwsze dwa lata byłem trenerem, choć nie posiadałem licencji, więc w pewnym sensie łamaliśmy prawo – mówił mi w wywiadzie, który na początku tego roku ukazał się w serwisie Siatkarskie Ligi.

Massimo Botti, trener Niemców

Massimo Botti, trener Niemców

Prywatnie Botti to fan „Gwiazdnych Wojen”. – Genialna jest scena z „Nowej Nadziei”, w której Luke Skywalker, Han Solo i Chewbacca ratują księżniczkę Leię, uwięzioną na Gwieździe Śmierci. Najpierw widzimy porwanie jej z więzienia, następnie walkę, a później brawurową ucieczkę. To robi wielkie wrażenie. W normalnym życiu jestem nerdem i potrzebuję ucieczki w jakieś inne światy – opowiadał mi ze śmiechem we wspominanym wywiadzie. Uwielbia też chodzić na koncerty. Uważa, że Elton John ma niezwykły dar dzielenia się emocjami, świetnie wspomina oglądane na żywo występy Depeche Mode i Pink Floyd.

Reklama

Teraz jego drużyna spróbuje zagrać koncert przeciwko Polsce. Ale czy ma do tego wykonawców?

W składzie Niemców nie ma słynnego Georga Grozera. Ale świetnie zastępuje go inny zawodnik. W ćwierćfinałach są wyraźni faworyci

Na obecnym EURO nie ma ikony niemieckiej siatkówki, czyli 41-letniego Georga Grozera. To właśnie w jego miejsce na ataku występuje Rohrs. Botti tak tłumaczy brak weterana w składzie, cytowany przez Interię: – Grozer to idol, legenda naszej reprezentacji. Wszyscy znają jego klasę i to, jak grał w przeszłości. Latem zmagał się z problemami z plecami. Ostatecznie nie mógł pomóc drużynie w tym turnieju. Dlatego zdecydowałem się na zmianę na tej pozycji. Erik Rohrs ma umiejętności i jakość, by grać na wysokim poziomie w tej roli. Dzięki niemu możemy uzyskać większą równowagę w zespole. Jestem naprawdę bardzo zadowolony z jego gry. Powiedziałem mu, że to krok naprzód w jego karierze.

Obecny turniej to, można powiedzieć, klasyka Bottiego. Szkoleniowiec dotarł z zespołem do ćwierćfinału, mimo że nawet w Niemczech mało kto wierzył w pokonanie Bułgarów, również ze względu na problemy kadrowe. Zespół musi sobie radzić bez przyjmującego Moritza Karlitzka i podstawowego rozgrywającego Johannesa Tille. Piłki wystawia Jan Zimmermann.

Botti, w tym samym wywiadzie: – W trakcie tego turnieju, w ciągu dwóch dni, straciliśmy dwóch zawodników. Gramy teraz tylko z jednym rozgrywającym, ponieważ przepisy medyczne nie pozwalają nam go zmienić. Sytuacja jest wręcz nieprawdopodobna. Niesamowita.

Reklama

Pary ćwierćfinałowe EURO prezentują się tak:

Włochy – Finlandia
Belgia – Słowenia
Polska – Niemcy
Francja – Rumunia

Mocno bym przesadził, gdybym w tym momencie stwierdził, że gwarantują wielkie emocje. Najbardziej wyrównana wydaje się druga. W pozostałych ugranie seta przez potencjalnego underdoga to będzie już sporo. Udział Finów w najlepszej ósemce można było przewidzieć. Mieli łatwą grupę: z Belgią, Serbią i Holandią (mistrzowie olimpijscy z 1996 i 2000 roku, którzy teraz są totalnymi średniakami), do tego Danią i Estonią. Grali u siebie, w Tampere. Na ubiegłorocznym mundialu potrafili ograć Francję i postawić się Argentynie. Ale z drugiej strony na tym turnieju przegrali z Estończykami, a w 1/8 finału potwornie męczyli się z ambitną, ale jednak przeciętną Grecją. Wygrali, ale ledwo, 3:2.

Francja co prawda w ostatnim meczu grupowym przegrała 2:3 z Rumunią, ale po pierwsze – przed meczem było już wiadomo, który zespół wygra grupę (oni), a kto będzie w niej trzeci (rywale). Po drugie – Francuzi nie grali w najsilniejszym składzie. Po trzecie – Rumuni rozgrywali to spotkanie u siebie, w Klużu-Napoce. Teraz wyraźnym faworytem będą zawodnicy Andrei Gianiego, choć warto zaznaczyć, że Rumuni w 1/8 finału bez straty seta, trochę niespodziewanie, pokonali Ukraińców, mimo że ich 21-lider, Daniel Chitigoi, skończył tylko cztery z 16 piłek w ataku. Są tu więc pewne rezerwy.

Reklama

Polska – Niemcy? Rywal na pewno będzie bardzo ryzykował w elemencie zagrywki. Ale nawet gdyby trafiał z pola serwisowego, gdyby Rohrs zagrał na poziomie z meczu z Bułgarią i miał wsparcie od przyjmujących, gdyby znów świetnie zaprezentował się Brehme, ciężko wyobrazić sobie w tym spotkaniu sensację. Był taki mecz Niemcy – Polska o trzecie miejsce w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Rio w 2016 roku, za kadencji Stephane’a Antigi, który Biało-Czerwoni po horrorze wygrali 3:2. Ale wtedy Niemcy prezentowali wyższy poziom, mieli lepszych zawodników, byli wówczas trzecią drużyną mistrzostw świata. A i Polska ma dziś szerszy skład i po prostu jeszcze większy potencjał.

Polacy w meczu 1/8 finału z Łotwą (3:0)

Polacy w meczu 1/8 finału z Łotwą (3:0)

Po pokonaniu Łotyszy prawie wszyscy Polacy byli przekonani, że czeka ich powtórka i kolejne spotkanie z Bułgarią. Wyjątkiem był rozgrywający, Komenda, który widział argumenty za reprezentacją Niemiec, a zwłaszcza jeden – postać Bottiego, który przecież prowadził go w Lublinie.

Reklama

Niemcy zaimponowali, pokazali wielki charakter – mówił po ich meczu z Bułgarią Kamil Nalepka, statystyk reprezentacji Polski.

Niemcy wykazali się dużą cierpliwością, gdy po dwóch setach to Bułgarzy prowadzili, ale w późniejszej części meczu gospodarze nie mieli już takiej skuteczności w zagrywce. Oczekiwania ich kibiców w Sofii były takie, że sięgną po medal, ale jednak zawodnikom jeszcze brakuje takiego doświadczenia. Co nie znaczy, że za kilka lat nie mogą należeć do ścisłego topu – stwierdził na spotkaniu z dziennikarzami Grbić, cytowany przez serwis Przegląd Sportowy Onet.

I dodawał, przestrzegając przed zbytnim optymizmem przed ćwierćfinałem: – Mistrzostwa Europy sprzed trzech lat też pokazały nam, że trzeba mieć się na baczności. Pamiętam, jak w ćwierćfinale z Serbami trzeci set zakończył się walką na przewagi dla nas 36:34. Dzięki temu prowadziliśmy 2:1 w całym meczu, ale niewiele brakowało, żeby było odwrotnie.

Serb tonuje nastroje, ale chyba każdy zdaje sobie sprawę, że wiele wskazuje na powtórkę finału z 2023 roku, czyli Włochy – Polska. Ponownie w Italii: wtedy Biało-Czerwoni wygrali 3:0 w Rzymie. Teraz spotkanie o złoto zostanie rozegrane w Mediolanie.

Reklama

Dla Polaków to dobrze, że Bułgarzy przegrali z Niemcami. Dla samego turnieju – jego poziomu, otoczki i emocji w nim – niekoniecznie.

JAKUB RADOMSKI

Fot. Newspix.pl 

Reklama
3 komentarze
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Legia wciąż wydaje najwięcej na biura. Koszty administracji w Ekstraklasie

Szymon Janczyk
6
Legia wciąż wydaje najwięcej na biura. Koszty administracji w Ekstraklasie

Inne sporty

Reklama