Seria trzech zwycięstw z rzędu – z Pucharem Polski nawet czterech! – w dodatku z czystym kontem, była przed sezonem wróżona wielu, ale na pewno nie Piastowi Gliwice. Tymczasem powoli zbliżamy się do miesięcznicy ostatniego straconego przez zespół Daniela Myśliwca gola.
Nie ma co ukrywać: to, że Piast przez prawie pięćset minut nie dał sobie wbić choćby sztuki, to duża zasługa ofensywy Radomiaka. I Domena Grila, dodajmy uczciwie, ale pozostawiając na pierwszym miejscu zasług to, co gospodarze wyczyniali z przodu. Sama liczba strzałów – ponad 20 – to jeszcze nic. Więcej powie nam lista wstydu Radomiaka:
- 6. minuta – Rafał Wolski strzela z bliska po ziemi (xG 0,29 według Opta),
- 12. minuta – Jan Grzesik strzela, Guilherme Luiz niecelnie dobija (xG 0,11 i 0,28),
- 14. minuta – Christos Donis zostaje nabity piłką w głowę, ale w dobrym miejscu: niekryty, na dalszym słupku (0,22),
- 36. minuta – Ronaldo Lumungo niecelnie uderza głową z pięciu metrów (0,15),
- 42. minuta – Guilherme Luiz zablokowany z ostrego kąta (0,12),
- 52. minuta – Guilherme Luiz strzela głową z piątki po rogu (0,10),
- 81. minuta – Ronaldo Lumungo wychodzi na sam na sam, nie trafia w bramkę (0,19),
- 84. minuta – Manu uderza głową, wychodzi bardziej podanie (0,09).
Naćkane piłek, nastukane expected goals i mimo że Domen Gril swoje wybronił, to nawet ciężko okrzyknąć go jednogłośnie wielkim bohaterem tego widowiska. Wybór powinien dotyczyć bardziej największej pierdoły po stronie tych, którzy na jego bramkę strzelali.
Ekstraklasa. Radomiak Radom – Piast Gliwice 0:2
Tak się składa, że o faworyta łatwo. Ronaldo Lumungo ma szybkość, odejście, ale nie ma za grosz instynktu, świadomości i wyczucia pod bramką rywala. Nie ma znaczenia, czy chodzi o szukanie ostatniego podania, czy też o wykończenie. Sposób, w jaki spartolił swoje dwie szanse, był spektakularny. Zwłaszcza w drugim przypadku, gdy mógł spytać golkipera, w który róg chce się po piłkę schylić, ale wolał załadować w trybuny.
Potężnie, potężnie to zawalił Radomiak. Nie, żebyśmy specjalnie umniejszali Piastowi, ale nawet sposób, w jaki gospodarze dostali dwie sztuki do plecaka, był kompletnie absurdalny w kontekście całego spotkania.
Za pierwszym razem Luquinhas chciał sobie wypuścić piłkę na strzał, ale zrobił to tak, że sprezentował ją Quentinowi Boisgardowi. Wystarczyły dwa podanie: od Boisgarda do Leandro Sanki i od Sanki do Hugo Vallejo, żeby Piast tuż przed przerwą zawiązał akcję bramkową. Vallejo po prostu pomknął przed siebie, zostawiając gdzieś daleko w tyle Zie Ouattarę, wyprzedzając szybkiego przecież Kryspina Szcześniaka. I uderzył obok bramkarza.
𝐇𝐔𝐆𝐎 𝐕𝐀𝐋𝐋𝐄𝐉𝐎! ⚽ Szybki kontratak i Piast prowadzi w Radomiu! 💪
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEWhJW pic.twitter.com/tgwmwgo9Dc
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 14, 2026
Za drugim razem Piast bardzo sprawnie i składnie wymienił podania, wpuszczając Jakuba Łabojkę w pole karne. Filip Koperski poszedł odważnie, nieco zbyt odważnie. Wyciągnął piłkę, ale też wyciął rywala, co skończyło się rzutem karnym.
Jakub Łabojko najpierw był faulowany w polu karnym, a potem pewnie wykorzystał jedenastkę! 🎯
Radomiak 0️⃣:2️⃣ Piast!
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/IjrsN4yWpU
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 14, 2026
To o tyle zabawne, że Piast w lepszych sytuacjach albo się mylił (niecelny strzał Sanki z samego początku meczu), albo podejmował złe decyzje, które kończyły się zamianą potencjalnych groźnych szans w szanse co najwyżej średnie (jak wtedy, gdy po wysokim odbiorze zbyt długo ze strzałem zwlekał Sanca).
Niezależnie od tego klub z Gliwic punktuje i gra tak, że wszyscy możemy tylko nad Piastem cmokać.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix