Strzel mu, jeśli potrafisz! Raya uratował Arsenal i… sędziego Brooksa

Adrian Mańko

12 września 2026, 22:59 • 3 min czytania 0

Reklama
Strzel mu, jeśli potrafisz! Raya uratował Arsenal i… sędziego Brooksa

Mistrzowie Anglii raczej nie mogli liczyć na lekki, łatwy i przyjemny mecz na Stadium of Light. Już zeszłoroczny, wyjazdowy mecz z Sunderlandem pokazał im, że to trudny teren. Wtedy było 2:2. Dziś w pewnym momencie zapowiadało się na jeszcze gorszy rezultat, ale finał był pomyślny dla The Gunners. Kolejne czyste konto stało się faktem, kolejne trzy punkty wylądowały na koncie. 

Reklama

Arsenal zagrał w tym sezonie pięć meczów, wszystkie wygrał, cztery z nich do zera. Jedyną bramkę „Kanonierzy” stracili w meczu z Chelsea, ale tutaj przede wszystkim trzeba chwalić precyzyjny strzał Morgana Rogersa. Do szczelnej defensywy i świetnej organizacji gry zespołu Mikela Artety już przywykliśmy, więc kolejny mecz na zero z tyłu nie szokuje. Droga do tego była jednak wyboista.

Już w pierwszej połowie gospodarze postraszyli Arsenal, ale tylko raz. Blisko szczęścia był Dan Ballard. To jednak obrońcy tytułu, jak na faworyta przystało, przeważali i dyktowali warunki gry. Soczysty strzał z dystansu Gabriela minął słupek bramki. Potem najwięcej zamieszania robił Kai Havertz. Najpierw pomylił się nieznacznie po dograniu Martina Odegaarda, potem jego strzał z półobrotu wybronił Robin Roefs. W samej końcówce pierwszej połowy piłkę z głowy Niemca w ostatniej chwili sprzątnął przytomną „angielką” Granit Xhaka. Były piłkarz Arsenalu w tej sytuacji z pewnością uratował Sunderland przed utratą gola.

Marny karny

Początek drugiej części spotkania to optyczna przewaga zespołu Regisa Le Brisa. Niewiele z niej wynikało, ale wtedy akcję w tym meczu postanowił pchnąć do przodu sędzia John Brooks. Po starciu Ballarda z Ezrim Konsą wskazał na punkt karny. Czy Konsa trzymał Ballarda? Tak. Czy równocześnie był trzymany przez piłkarza „Czarnych Kotów”? Jak najbardziej. Arbiter zdania nie zmienił, VAR – jak to VAR w Anglii – nie interweniował, więc Enzo Le Fee ustawił piłkę na wapnie i stanął przed szansą na otwarcie wyniku.

Reklama

Szansy tej nie wykorzystał. David Raya to David Raya. Pomógł Arsenalowi w mistrzowskim sezonie niezliczoną ilość razy. W tym gorszy raczej nie będzie. Interwencja hiszpańskiego bramkarza tchnęła nowego ducha w nieco uśpiony zespół Artety.

Wygwizdany Bruno ucisza stadion

Niecałe 120 sekund później było już 0:1. Szybka, składna akcja, Declan Rice krótko podał do Bruno Guimaraes, a Brazylijczyk uderzył tak, że nie było co zbierać. Anglicy mówią o takich golach „screamer”. Polacy – „ale urwał”.

Reklama

I znowu wyszło na rację Artety, który nie określa swoich piłkarzy mianem podstawowych i rezerwowych. Mówi o starterach i finiszerach. Dziś Bruno był tym drugim, ale wszedł w 46. minucie i okazał się kluczowy, mimo kakofonii gwizdów, którymi „częstowali” go kibice Sunderlandu. A robili to, bo z urzędu nienawidzą byłych i obecnych zawodników Newcastle.

Zostawmy Bruno, bo po jego golu akcja nadal była wartka. Arsenal spokojnie mógł podwyższyć na 2:0, ale mógł też stracić swoje prowadzenie. Znów dużo dobrego działo się po akcjach Havertza i Odegaarda. Świetną szansę zmarnował też Bukayo Saka. Był nawet słusznie nieuznany gol Jurriena Timbera (kolejny finiszer w dzisiejszej talii Artety).

Ale i po drugiej stronie boiska się kotłowało. Spokoju Rayi nie dawał Nordi Mukiele. Raz uderzył niecelnie, chwilę później trącił piłkę, ale Hiszpan znów był nie do pokonania.

Reklama

W końcówce meczu Reinildo Mandava sfaulował pędzącego na bramkę gospodarzy Sakę. Obejrzał drugą żółtą kartkę i sprokurował rzut karny, który na gola zamienił sam poszkodowany. Anglik ustalił wynik meczu, mimo że bramkarz wyczuł jego intencje.

Arsenal robi więc swoje. Sunderland okazał się wymagającym przeciwnikiem, choć można spekulować, czy w przypadku innego rozstrzygnięcia, głównym „bohaterem” pomeczowych dyskusji nie byłby sędzia Brooks, dyktujący karnego z kapelusza. Ostatecznie jednak Raya znów był wielki, a jego koledzy z pola spuentowali swoją wyższość bramkami. Na razie na The Gunners nie ma mocnych.

Sunderland – Arsenal 0:2 (0:0)

  • 0:1 – B. Guimaraes 58′
  • 0:2 – B. Saka 90+7′ (k.)

fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Real od niechcenia pokonał Rayo. Wynik lepszy niż gra

Jan Broda
0
Real od niechcenia pokonał Rayo. Wynik lepszy niż gra
Ekstraklasa

Lech powinien zacząć martwić się o Palmę? „To nie ten sam poziom”

Mikołaj Duda
3
Lech powinien zacząć martwić się o Palmę? „To nie ten sam poziom”

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Real od niechcenia pokonał Rayo. Wynik lepszy niż gra

Jan Broda
0
Real od niechcenia pokonał Rayo. Wynik lepszy niż gra
Ekstraklasa

Lech powinien zacząć martwić się o Palmę? „To nie ten sam poziom”

Mikołaj Duda
3
Lech powinien zacząć martwić się o Palmę? „To nie ten sam poziom”