Klaudia Kazimierska to już gwiazda lekkiej atletyki. Wielki triumf Polki!

Sebastian Warzecha

12 września 2026, 21:37 • 5 min czytania 7

Reklama
Klaudia Kazimierska to już gwiazda lekkiej atletyki. Wielki triumf Polki!

Druga wspaniała wygrana w ciągu tygodnia. Po tym jak została triumfatorką w finale Diamentowej Ligi – i pierwszą polską zwyciężczynią tejże, a trzecią osobą z naszego kraju po Piotrze Małachowskim i Mateuszu Kołodziejskim, który triumfował dzień wcześniej – przy okazji bijąc własny rekord Polski, teraz Klaudia Kazimierska okazała się najlepsza w nowej wielkiej lekkoatletycznej imprezie – World Athletics Ultimate Championship. Mamy gwiazdę, prawdziwą gwiazdę biegów!

Reklama

Klaudia Kazimierska jest wielka. Cudowny triumf Polki

World Athletics Ultimate Championship to nowy pomysł światowej federacji – dodatkowa impreza, rozgrywana co dwa lata. Startować mają tam najlepsi z najlepszych: mistrzowie świata, olimpijscy czy Diamentowej Ligi, a do tego najwyżej notowani zawodnicy w rankingach. Tam gdzie to możliwe, rozgrywa się od razu finały, w biegach krótkich startuje od półfinałów. Wszędzie miejsc jest 16, nie ma za to limitów na dany kraj – jeśli gdzieś dominują więc, dajmy na to, zawodnicy ze Stanów Zjednoczonych, to mogą zająć i połowę dostępnych torów.

Nie ma problemu.

Problemy są co prawda inne – choćby fakt, że nie wszystkie konkurencje zostały w programie pierwszych WAUC umieszczone – oburzyli się choćby dyskobole, dla których miejsca zabrakło. I faktycznie, jeśli mowa o imprezie mistrzowskiej – a jest w końcu to „championship” w nazwie – to zdaje się, że szansę startu dostać powinni wszyscy lekkoatleci. Ale jest jak jest, a ta pierwsza edycja to swego rodzaju test – trzy dni rywalizacji w Budapeszcie, gdzie przed trzema laty rozegrano (świetnie przyjęte i z wysoką frekwencją, stąd dobór miejsca nie dziwi) mistrzostwa świata. Te właściwe.

W stolicy Węgier pokazać miało się też całkiem sporo Polaków. Wielu wystartowało już wczoraj, ale bez sukcesów, choć – co też kuszące – wypłaty akurat w tej imprezie są zacne w zasadzie dla każdego. Nawet ostatni z zawodników w swojej konkurencji ma zebrać 2 tysiące dolarów. Dla najlepszych przewidziano 150 tysięcy zielonych. A to jak na lekkoatletyczne standardy góra szmalu, serio. Polscy lekkoatleci zarabiali jednak gdzieś w okolicach średniej, bo i takie lokaty zajmowali.

Reklama

Wczoraj wystartowali:

  • Maria Żodzik (skok wzwyż) – 6. miejsce.
  • Paweł Fajdek (rzut młotem) – 6. miejsce.
  • Natalia Bukowiecka – 10. miejsce.
  • Pia Skrzyszowska – 7. miejsce.
  • Jakub Szymański – 12. miejsce.

Dziś z kolei z Polaków zaprezentować miała się tylko Kazimierska (do tego jutro wystartują Dawid Wegner w rzucie oszczepem i Mateusz Kołodziejski w skoku wzwyż). I zrobiła to w wielkim stylu. Znowu.

Klaudia Kazimierska gwiazdą. 1500 metrów jest jej

Srebro mistrzostw Europy było pierwszym wielkim sukcesem Polki. I zdaje się, że był to sukces, który Klaudię odblokował. Co prawda w Birmingham zabrakło jej jeszcze jakby nieco doświadczenia i pary na finiszu, ale ewidentnie tamten bieg sprawił, że pękła u niej pewna granica. Przy okazji Klaudia przekonała się, że jej plan – zakładający od kilku lat treningi za Oceanem, w amerykańskim Oregonie – działa. No i to też tak, że skoro udało się zdobyć upragniony medal, to można biegać na luzie.

I ten luz się Klaudii ewidentnie przysłużył.

Reklama

Tydzień temu, tuż po swoich 25. urodzinach, Kazimierska genialnie pobiegła w finale Diamentowej Ligi w Brukseli. To tam po raz pierwszy obiegła wszystkie najgroźniejsze rywalki. I obiegła je, dodajmy, nie dlatego, że start był wolny – wręcz przeciwnie. Rywalki narzucały mocne tempo, ale Polka i tak podkręciła, dodała od siebie i na ostatnim kółku rozdawała karty. Dodatkowo rozdała je biegnąc fantastycznie i kończąc z czasem 3:54,05. To był nie tylko nowy rekord Polski, nie tylko najlepszy w tym roku rezultat na świecie, ale do tego wynik z TOP 20 historycznych tabel.

Tak, z całej historii, całych dziejów biegu na 1500 m kobiet.

I co najlepsze: wszyscy widzieli, że nie był to przypadek. Rozwój Klaudii był niezaprzeczalny i znakomity. Dziś, w Budapeszcie, miała go potwierdzić. I zrobiła to. Tym razem w nieco wolniejszym biegu (ale tylko nieco, bo przebitka poniżej 4 minut i tak była spora – Kazimierska wykręciła 3:57.55), bardziej taktycznym, ale w takim, w którym po raz kolejny pokazała swoje atuty, czyli: zrozumienie taktyczne biegów, umiejętność utrzymania tempa i piorunujący wręcz finisz.

Zresztą sami zobaczcie:

Reklama

– Bycie faworytką w takim biegu było dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Po zwycięstwie w finale Diamentowej Ligi w Brukseli w zeszłym tygodniu sama wywierałam na sobie pewną presję. Wygrana w Diamentowej Lidze sprawiła mi ogromną radość i miałam nadzieję powtórzyć ten sukces dzisiejszego wieczoru. Walka z Georgią [Hunter Bell] na ostatnich 100 metrach była niezwykle emocjonująca, ale dobrze przepracowałam sezon i zdobyłam sporo doświadczenia. Rywalizowałam z Georgią już kilka razy w tym roku i miałam plan na ten bieg – ostatecznie wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak sobie założyłam. W tym roku pracowałam również nad sferą mentalną; zaliczyłam kilka startów, z których wiele wyniosłam – to było jak przełamanie jakiejś blokady w mojej głowie. Podoba mi się ta formuła zawodów. Oczywiście brakuje tu kilku znanych nazwisk, ale wspaniale było znów móc wystartować i reprezentować nasze kraje – mówiła po biegu (cytat z AthleticsNews na portalu X).

Jest to więc wielki triumf Klaudii. Już drugi. I zapowiedź czegoś, co może skończyć się – odpukać – nawet złotem olimpijskim. Bo w tym momencie Kazimierska biega na poziomie, który może zapewnić i takie sukcesy. Nie że musi. Ale może. A przecież 25 lat to na tym dystansie tak naprawdę wciąż etap rozwoju. Klaudia może z tych swoich czasów urwać kolejne nie tylko setne czy dziesiętne, ale nawet całe sekundy. I oby tak się stało. Bo takiej gwiazdy lekkiej atletyki w ostatnich latach jakby zaczynało nam brakować.

Reklama

A teraz ją mamy.

Fot. Newspix

7 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Real od niechcenia pokonał Rayo. Wynik lepszy niż gra

Jan Broda
0
Real od niechcenia pokonał Rayo. Wynik lepszy niż gra

Inne sporty

Reklama
Inne sporty

Wzięli sportowców za imigrantów. Chcieli wykurzyć ich z miasta

AbsurDB
10
Wzięli sportowców za imigrantów. Chcieli wykurzyć ich z miasta