Szybko, szybciej, Wojciech Jakubik. Nieuchwytny dla dwumetrowych stoperów Lechii Gdańsk był napastnik Bruk-Betu Termaliki Nieciecza. 21-latek zdobył pierwszą bramkę, a Słonie wygrały ostatecznie w meczu spadkowiczów z Ekstraklasy.
Termalica była konkretna, Lechia niekoniecznie
Na mecz w Niecieczy Lechia wyszła bardzo, ale to bardzo ofensywnie nastawiona. W pierwszej połowie Gdańszczanie potrafili zamknąć rywala na kilka minut w jego własnym polu karnym. Cóż z tego, skoro brakowało konkretów. Wymiana piłki między graczami gości mogła się podobać, było również kilka ciekawych dograń z bocznych sektorów boiska, ale bez finalizacji.
To nie znaczy, że zespół z Trójmiasta nie stwarzał sobie w ogóle okazji – gola ze spalonego strzelił Samuel Kopasek, z dystansu minimalnie niecelnie uderzył Artur Szach, a główkę Beskorowajnyja wybronił Chovan. Problem polegał na tym, że mając tak dużą przewagę, wypadałoby wykreować sobie więcej.
Zdecydowanie lepiej pod kątem efektywności i liczby strzałów wypadła Termalica. Skoro Lechia atakowała dużą liczbą zawodników, to siłą rzeczy w okolicach linii środkowej zostawało ich niewielu, a konkretniej dwóch – wolny i mało zwrotny Kacper Łopata oraz, dla odmiany, wolny i mało zwrotny Beskorowajnyj. Przy obu stoperach Lechii zawsze znajdowało się dwóch napastników Bruk-Betu, czyli Wojciech Jakubik oraz Dominik Biniek, którzy w porównaniu z nimi wyglądali jak połączenie Usaina Bolta i Yohana Blake’a.
Jakubik jak Zygzak McQueen
W pierwszej połowie podań prostopadłych w kierunku dwójki młodych napastników Słoni była cała masa, a najczęściej tego typu zagrań próbowali Hilbrycht i Guerrero. I w znacznej większości przypadków to Jakubik i Biniek dochodzili do piłek pierwsi. To z kolei dawało gospodarzom szanse na gola.
W dziewiątej minucie Jakubik wpadł w pole karne, ale uderzył zbyt lekko i blisko środka. Chwilę później znów Jakubik pojawił się w szesnastce, zagrał do Bińka, jednak ten skiksował i w stuprocentowej sytuacji obił jedynie poprzeczkę. Gorąco się zrobiło również przy jednym ze starć Beskorowajnyja z Jakubikiem, po którym Ukrainiec musiał ratować się ofiarnym wślizgiem. Udało się, choć gdyby spóźnił się o sekundę, byłaby czerwona kartka, bo był ostatnim obrońcą.
Również wślizgi wykonywał Kacper Łopata, który wyprostowaną nogą wjechał w nogę Hilbrychta. Bez kartki. Były stoper angielskich klubów co prawda trafił w piłkę, ale bez przesady… W podobny sposób tego samego piłkarza w drugiej połowie potraktował Małow, natomiast tym razem sędzia upomniał defensora Lechii.
A byłoby szkoda, gdyby Hilbrycht musiał opuścić boisko, bo obok napastników był najaktywniejszym graczem Termaliki w ofensywie. Dużo ciekawego działo się po jego dośrodkowaniach, a szanse na gole mieli choćby Biniek czy Putiwcew.
Druga połowa w końcu przyniosła gole
W pierwszej połowie Lechia miała problemy z zagraniami prostopadłymi za linię obrony. Jak straciła gola na początku drugiej połowy? Po zagraniu prostopadłym za linię obrony. Gospodarze nawet nie musieli się natrudzić – Radu Boboc podał w uliczkę do Jakubika, a ten na luzie huknął pod poprzeczkę, wieńcząc swój udany występ golem.
W żadnej sekundzie akcji Słoni nie mieliśmy poczucia, że zaraz goście mogą odebrać piłkę. Katastrofalnie zachował się w szczególności będący po raz pierwszy w wyjściowym składzie na mecz ligowy Hristo Iwanow.
Precyzja: poziom Wojciech Jakubik 🎯😎 #BBTLGD 1:0
👉 Oglądaj wszystkie mecze na TVP Sport, w aplikacji mobilnej lub Smart TV 📺 pic.twitter.com/rwpi2veow0
— Betclic 1 Liga (@_1liga_) September 4, 2026
Nierzadko pierwsza bramka w meczu otwiera spotkanie i zaczyna dziać się więcej. Nic takiego nie miało miejsca w Niecieczy. Dość powiedzieć, że strzał Jakubika, który wylądował w siatce, był… ostatnim Bruk-Betu na jakieś pół godziny. Lechia z kolei miała dwie niezłe szanse na błyskawiczne wyrównanie – najpierw Kevin Dodaj doszedł do dośrodkowania Głogowskiego, a chwilę później indywidualną akcję zwieńczył strzałem Mena. W obu przypadkach próby były niecelne.
Zasłużone zwycięstwo Termaliki
Od tamtego momentu było baaardzo spokojnie. Tak dobrze organizowała się defensywa Termaliki, że Chovan nie miał wiele pracy. Nudził się na tyle mocno, że w doliczonym czasie gry podał piłkę wprost pod nogi Wójtowicza, któremu prawie udało się go przelobować. Słowak naprawił bowiem swój błąd, parując piłkę na korner. Sęk w tym, że Lechia szybko rozegrała rzut rożny, co zaskoczyło miejscowych, a kolejnego ligowego gola strzelił Szach.
Problem w tym, że była to jedynie bramka kontaktowa. Chwilę wcześniej, także po rzucie rożnym, Termalica podwyższyła prowadzenie – z narożnika na czwarty metr zacentrował Damian Hilbrycht, którego dośrodkowanie wykorzystał Krzysztof Kubica. Znowu trzeba zadać pytanie, co robiła defensywa Lechii? Jakim cudem przy graczu Bruk-Betu nikogo nie było?
Bruk-Bet sięgnął po trzy punkty i jest to wynik jak najbardziej zasłużony. Słoniki miały lepszy pomysł na to spotkanie, były konkretniejsze, a gdybyśmy wystawiali noty na zapleczu Ekstraklasy, żaden z piłkarzy gospodarzy nie dostałby oceny niższej niż wyjściowa, a może i szóstki.
W zespole Lechii zawiedli z kolei ofensywni zawodnicy, a w szczególności Camilo Mena, który długo rozczarowywał. Oczekiwaliśmy od niego więcej, a tymczasem, zanim asystował w 94. minucie, przeprowadził jedną, wspomnianą wyżej akcję, i to w zasadzie byłoby na tyle. Niewiele dawali jednak także Dodaj oraz Głogowski, a dyskretny debiut ligowy zanotował Blanuta.
Dzięki wygranej Niecieczanie przesunęli się na siódme miejsce w tabeli z dorobkiem dziesięciu punktów po siedmiu spotkaniach. Lechia z kolei ma siedem oczek i jest trzynasta.
Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Lechia Gdańsk 2:1 (0:0)
- 1:0 – Wojciech Jakubik 53′
- 2:0 – Krzysztof Kubica 88′
- 2:1 – Artur Szach 90’+4′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix