Umarł król, niech żyją królowie. Raphinha i Yamal rozjechali Rayo

Jan Broda

Autor:Jan Broda

31 sierpnia 2026, 23:49 • 3 min czytania 0

Reklama
Umarł król, niech żyją królowie. Raphinha i Yamal rozjechali Rayo

Nie ma już w klubie Roberta Lewandowskiego, nie ma Ferrana Torresa, długo nie było też na horyzoncie żadnego oczywistego następcy z topu. Obaw o to, kto w Barcelonie ma właściwie wykańczać akcje, było przed startem sezonu od groma, ale te zmartwienia można już spokojnie wrzucić do kosza. I to wcale nie za sprawą ściągniętego z Arsenalu Gabriela Jesusa, a jego rodaka. Raphinha wziął ten wózek na własne barki i poprowadził mistrzów Hiszpanii do trzeciego zwycięstwa z rzędu. Swoje dwa grosze dołożył również Lamine Yamal. Efekt? Manita z Rayo.

Reklama

A przecież kto by się spodziewał, że to akurat targane różnego rodzaju problemami finansowo-organizacyjno-infrastrukturalnymi Rayo, które w dodatku zainaugurowało ligę od porażki i remisu… Że właśnie to samo Rayo będzie pierwszą drużyną w tym sezonie z golem przeciwko Barcelonie. Podopiecznym Benata San Jose wystarczyła jedna akcja, by rozmontować, jak dotąd, nietykalną defensywę.

I to już na samym początku spotkania. W 12. minucie Alvaro Garcia odpalił wrotki na lewym skrzydle, a Kounde zagrał w tej akcji rolę tyczki treningowej – przegrał pojedynek biegowy bez jakiejkolwiek walki a potem poszło z górki – dogranie w pole karne, uderzenie Camello i gol.

Camp Nou ucichło, ale tylko na chwilę. Katalończycy odzwyczaili się od porażek przed własną publicznością (ostatnia ligowa przegrana u siebie w maju 2025 roku!) i nie zamierzali długo zwlekać z reakcją. Zanim Los Vallecanos zdążyli dobrze nacieszyć się z prowadzenia, już musieli z powrotem oglądać plecy rozpędzonych gospodarzy.

Najpierw błysk geniuszu Raphinhi, a następnie magic touch Yamala sprawiły, że w ledwie dwie minuty bezpowrotnie odwrócili losy meczu. Jeszcze przed przerwą trzecie trafienie dołożył Kounde, rehabilitując się za wcześniejszy błąd, lecz sędzia dopatrzył się spalonego. 2:1 do przerwy, w obliczu przytłaczającej przewagi Barcelony, wydawało się wyłącznie najmniejszym wymiarem kary dla pogubionego Rayo.

Reklama

Manita imienia Raphinhi i Yamala. Barcelona rozjechała Rayo

Do pełni szczęścia brakowało im jedynie lepszej skuteczności. Ta nadeszła po przerwie. Duża w tym zasługa dograń Anthony’ego Gordona, których po prostu grzechem byłoby nie wykorzystać. Anglik popisał się dwiema asystami. To właśnie po jego mocnym dograniu w pole karne Lejeune wbił sobie samobója, potem piętką wyłożył piłkę Raphinhy, a temu nie pozostało nic innego, jak to wykorzystać.

W fenomenalnej formie jest Brazylijczyk. Dublet z Elche, gol z Athletikiem i znów dublet. Ostatnim piłkarzem, który zdobył przynajmniej jednego gola w trzech pierwszych meczach nowego sezonu w barwach Barcelony był… Leo Messi w 2020 roku.

Reklama

Raphinha nie był jednak jedynym, który mógł pochwalić się dwoma bramkami na koncie. Zdobył je również Yamal – mistrz świata w końcówce przypieczętował manitę i w końcu przełamał dość długą jak na niego serię bez gola. Dublet skompletował również, nieoczekiwanie, Camello, który w międzyczasie ponownie zmusił Garcię do wyciągania piłki z własnej siatki.

Reklama

Dwa gole stracone przeciwko Rayo, nawet przy strzelonych pięciu, po prostu kłują w oczy. Sporo będzie miał pretensji Hansi Flick do swoich piłkarzy o grę w obronie, ale najważniejszy cel w postaci trzech punktów został osiągnięty. Barca idzie łeb w łeb z Realem, który również ma na swoim koncie komplet zwycięstw, lecz dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu to Blaugrana okupuje fotel lidera.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Brak goli to nie problem. Jesus może być „kapitalnym wzmocnieniem”

Maciej Piętak
2
Brak goli to nie problem. Jesus może być „kapitalnym wzmocnieniem”
La Liga

700 zł za gola Barcelony z Rayo (stawka 2 zł!) dla nowych graczy Lebull

Damian Maniecki
0
700 zł za gola Barcelony z Rayo (stawka 2 zł!) dla nowych graczy Lebull
La Liga

Trener Malagi grzmi po meczu z Realem Madryt. „My musimy krwawić, żeby dostać faul”

Adrian Mańko
1
Trener Malagi grzmi po meczu z Realem Madryt. „My musimy krwawić, żeby dostać faul”