Czy trudno sprzedać Antoniego Kozubala? Jak rynek ocenia lidera Lecha

Szymon Janczyk

31 sierpnia 2026, 19:33 • 10 min czytania 15

Reklama
Czy trudno sprzedać Antoniego Kozubala? Jak rynek ocenia lidera Lecha

Lech Poznań przed oknem transferowym dał zgodę na transfer trzech wychowanków. Wydawało się, że Antoni Kozubal i Michał Gurgul szybko prysną z Polski, tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Szczególnie w przypadku starszego z nich – Kozubala – oczekiwania trochę zderzyły się z rynkiem. Dlaczego tak trudno sprzedać chłopaka, który w Lechu pełni rolę lidera drużyny?

Reklama

Sytuacja Antoniego Kozubala na rynku transferowym jest ciekawa. W teorii rzadko kto w Ekstraklasie może się pochwalić takim doświadczeniem, będąc wciąż zawodnikiem z kategorii wiekowej U-23:

  • ponad 100 spotkań w Lechu Poznań,
  • debiut w reprezentacji Polski,
  • kapitan kadry U-21 z zaliczonym dużym turniejem młodzieżowym na koncie.

Pod płaszczykiem plusów ukryte są jednak problemy. Bo na debiucie w seniorskiej reprezentacji się skończyło, przez dwa lata kolejne występy nie nadeszły. W Poznaniu trochę narzekają na brak powołań dla swoich liderów, co w naturalny sposób wpływa na ich wartość oraz pozycję na rynku. Młodzieżówka natomiast wypromowała już kilku kolegów Kozubala, pomijając pomocnika Lecha.

— 22 lata i dalej w Ekstraklasie, bez większych szans w kadrze. W U-21 oczy wszystkich skautów były skupione na Oskarze Pietuszewski, cztery lata młodszym… – mówi w rozmowie z Weszło skaut pracujący w zachodniej lidze.

Z nim i podobnymi jemu rozmawiam o tym, dlaczego Antoniego Kozubala trudno jest sprzedać. Bo choć z Poznania dochodzą głosy, że zainteresowanie Kozubalem jest spore; że odrzucono za niego kilka niezłych ofert, to – nie ukrywajmy – o topowych środkowych pomocników zachodnie kluby wręcz się zabijają, tymczasem na pobicie transferowego rekordu Ekstraklasy przez piłkarza Lecha się nie zapowiada.

Reklama

Antoni Kozubal i problem z transferem. Czy pomocnik odejdzie z Lecha Poznań?

Gdy patrzymy na listę defensywnych oraz środkowych pomocników, którzy tego lata zmienili słabszą ligę na rozgrywki z grona europejskiego TOP5, widzimy, że zapotrzebowanie na pracusiów z drugiej linii jest spore; że kluby są w stanie wydać spore pieniądze na utalentowanych, młodych piłkarzy.

  • 20-letni Caleb Yirenkyi po pierwszym pełnym sezonie w FC Nordsjaelland trafił do Premier League za 27 milionów euro;
  • 20-letni Christ Oulai po pierwszym pełnym sezonie w najwyższej lidze (Trabzonspor) trafił do Fiorentiny za 26 mln euro;
  • 18-letni Sean Steur po połówce sezonu w Ajaksie trafił do Premier League za 23,5 mln euro;
  • 18-letni Nathan De Cat po pierwszym pełnym sezonie w Anderlechcie trafił do Hoffenheim za 18,5 mln euro;
  • 20-letni Diogo Sousa po połówce sezonu w Vitorii Guimaraes trafił do RC Strasbourg za 10 mln euro.

To przykłady elitarne, lecz istotne. Dowodzą, że najbardziej oczywiste talenty czmychają dalej i bez stu gier dla klubu, w którym się wychowały (wyjątkiem Oulai). Ekstremalny przypadek to Jules Ahoka, który dla Royal Antwerp zagrał czterokrotnie i przekonał Sunderland do wyłożenia na stół 10 milionów euro. Na języki trafił teraz Davy Gui, którego kilkaset minut w Alverce przykuło uwagę skautów z całej Europy.

Jest jednak i przypadek podobny do Kozubala: Jens Hjerto-Dahl po ponad stu występach dla Tromso IL trafił do Hull City. Tyle że Norweg jest o dwa lata młodszy.

W każdym razie – ze swoich gniazd wyfruwają i ci, którzy błyskawicznie pokażą ogromny potencjał, i ci, którzy szlifowali go sezonami, zanim ktoś uznał to za wystarczającą próbkę. Dirk Schoofs, dyrektor KRC Genk, który przewodzi jednemu z najlepszych działów skautingu na świecie, świetnie wyjaśnił mi kiedyś, jak szybkim trzeba być, żeby wyłowić z rynku największe perełki.

Reklama

— Przy obecnej konkurencji ciężej jest dać piłkarzowi, który nam się podoba, czas na rozwój w innym miejscu. Młodych zawodników łatwiej jest śledzić, bo do pewnego wieku nie mogą podpisać kontraktu. Jeśli jednak piłkarz zalicza profesjonalny debiut gdzieś na świecie, od razu wzbudza ogromne zainteresowanie.

Skoro Antoni Kozubal wciąż występuje w Lechu Poznań, to znaczy, że nie należy do grona talentów generacyjnych. Ani, zapewne, do grona talentów oczywistych. Jasne, mistrz Polski podkreśla, że przed startem eliminacji europejskich rozgrywek odrzucił ofertę rzędu 5 milionów euro za swojego wychowanka, chcąc przystąpić do walki o Ligę Mistrzów w najmocniejszym możliwym składzie. Natomiast gdyby Kozubal był gorącym towarem na rynku, oferta byłaby dwu-, trzykrotnie wyższa.

Piętnaście milionów euro kosztowali tego lata Kodai Sano (2003, NEC -> PSV) i Nathan Saliba (2004, Ajax -> Villarreal). Dziesięć Mads Bidstrup (2001, RB Salzburg -> Lyon) i Facundo Bernal (2003, Fluminense -> Real Betis). Dlaczego nie za pomocnika Lecha Poznań? Rozwikłajmy zagadkę tego, jak rynek ocenia możliwości Antoniego Kozubala.

Jak europejscy skauci oceniają Antoniego Kozubala? Pięć opinii

Antoni Kozubal to piłkarz nieoczywisty. W Lechu Poznań świetnie wywiązywał się z roli defensywnego pomocnika, ale równie dobrze wygląda jako „ósemka”. Dane Impect klasyfikują go jako trzeciego najlepszego zawodnika poprzednich rozgrywek na swojej pozycji pod względem interwencji w obronie. Pomocnik Lecha plasuje się w ścisłej czołówce pod względem interwencji ofensywnych oraz kluczowych interwencji, tych, które najbardziej zagrażały defensywie klubu z Poznania.

Reklama

To obraz Kozubala sprzed roku, w którym – z racji zadań na boisku – niewiele było miejsca na ofensywne zacięcie. Według Impect był wówczas lepszy od zaledwie 1/3 piłkarzy w stawce. Przypisano mu wówczas rolę deep lying playmaker. Obecnie profilem najbliżej mu do zawodnika typu box to box. Siedem goli i asyst we wszystkich rozgrywkach, częstsza obecność bliżej bramki rywala plus niesłabnąca skuteczność w obronie: wszystko to powinno być atutem Polaka. Skauci pracujący na zachodzie wciąż jednak nie są przekonani.

— Ważne są warunki fizyczne. Zawodnicy, którzy nie są wybitni piłkarsko, są często maszynami, mają ponad 188 cm wzrostu. Jeżeli nie masz elitarnej techniki i nie grasz na intensywności Premier League to musisz być Bernardo Silvą albo chociaż typem Noaha Sadiki: mix dobrej techniki i świetnej fizyczności. Krótka opinia od skautów o Kozubalu to raczej dobry work rate, technicznie nie na top poziom — tłumaczy Weszło jedna z osób.

— Nie jest duży, atletyczny. Nadaje się bardziej do gry z piłką, jako possesion based six czy double pivot. Intensywność ma przeciętną. Piłkarsko ok, ale to nie jest aż tak ważne. Rynek szuka lepszych profili, graczy, którzy potrafią dominować środek pola fizycznie i pod kątem intensywności. Może Bundesliga albo Włochy? W Bundeslidze mają trochę wolniejszych pomocników — stwierdza kolejny rozmówca.

Reklama

— Warunki fizyczne, siła, mają znaczenie pod niektóre ligi. Nie ma top motoryki czy dynamiki na Francję. Sama gra podaniem nie wystarczy. Hiszpanów czy Włochów może odstraszać potencjalna kwota vs realna jakość: tam jest mnóstwo takich zawodników. Defensywnym pomocnikiem na Włochy nie będzie, bo tam nawet rozgrywający musi mieć trochę fizyki. Jako ósemka to może być za mało jak na potencjalną kwotę transferu. Anglia bez szans: nie dźwignie intensywności. Bundesliga ze względu na bieganie: być może. Musiałby wziąć dobry klub i trenera, bo jest niejednoznaczny. Może Holandia? — dodaje trzeci ze skautów.

Kozubal zagrał tylko 1 mecz w reprezentacji Polski – to nie pomaga w wyrobieniu marki na rynku transferowym.

Wymowne, że w zasadzie każdy z ekspertów wymienia ten sam problem i dochodzi do podobnych wniosków. To nie oznacza, że Antoni Kozubal to piłkarz zły. To po prostu piłkarz trudny do sprofilowania i tym samym – do sprzedania. Czwarta z osób, z którą rozmawiamy, dorzuca jeszcze jeden istotny aspekt do dyskusji: trzeba pamiętać, że jeśli pomocnik Lecha wyjedzie do jednej z pięciu najlepszych lig w Europie, to trafi do zupełnie innego środowiska.

Reklama

Lech wymaga od niego realizacji zadań w środku pomocy drużyny, która dominuje ligową stawkę i skupia się na grze z piłką przy nodze. Na zachodzie na Kozubala czekają w najlepszym wypadku średniacy, których styl gry może się znacząco różnić. To o tyle istotne, że osoba, która zwróciła na to uwagę, generalnie wychowanka Lecha chwali.

— Ciekawi mnie, jakby wyglądał w kontekście słabszej drużyny. Takich piłkarzy się kupuje: aktywny do grania, silny na nogach w środku, dobre ball retention. Potrafi zdobywać przestrzeń podaniem i dryblingiem — tłumaczy.

Piąta z osób, która pracuje w skautingu i którą pytam o ocenę Antoniego Kozubala i „problem” ze sprzedaniem go, dorzuca równie ciekawe spostrzeżenie. Polak ma mało ceniony, trudny do dostrzeżenia – czy może nawet bardziej: do zidentyfikowania – atut.

— Na szóstkę w Europie nie ma top fizyczności. Z kolei na ósemkę nie każdy czuje kwestie inteligencji taktycznej, a w tym Kozubal jest dobry, tylko to nie jest wymierne. Jest też kwestia finalizacji… Ale obiektywnie: zasługuje na transfer do lepszej ligi.

Reklama

Profil i otoczenie. Liga Konferencji to za mało, żeby wypromować Kozubala

Pytanie, czy w słabszym piłkarsko zespole to wszystko byłoby widoczne? Czy może wymienione atuty przykryłby brak intensywności oraz warunków fizycznych, które sprawiłyby, że Antoni Kozubal nie byłby w stanie być defensywnym pomocnikiem na miarę defensywnie usposobionej drużyny środka stawki Serie A?

To zagwozdka, na którą najtrudniej odpowiedzieć ludziom pracującym w pionach sportowych wielu klubów. Nawet dr Ian Graham, który stworzył dział naukowy znajdujący się u źródła sukcesu Liverpool FC, podkreślał, że jednym z największych wyzwań, z którymi zmierzyli się jego ludzie, była próba porównania „osiągów” z innej ligi na poziom własnych rozgrywek i własnego zespołu. Pewnym ułatwieniem są europejskie rozgrywki, ale…

— Liga Konferencji nie jest traktowana tak poważnie. Liga Europy bardziej, chociaż nadal nie jest tak ceniona jak choćby minuty w słabej drużynie w Lidze Mistrzów — stwierdza jeden z naszych rozmówców.

Ekstraklasa, mimo postępu, też nie ma na zachodzie tak dobrych notowań jak rozgrywki w krajach Beneluksu czy najlepsze z lig skandynawskich. Znów jednak moglibyśmy rozmawiać o intensywności, ale nie chodzi tylko o to. Problemy na tym tle miał przecież także Maxi Oyedele, który zdaniem jednego ze skautów ma ciekawszy, lepszy profil od Kozubala (choć przez brak regularności i inne kłopoty ma problem z pokazaniem tego).

Reklama

Ciekawe, że wśród naszych rozmówców pojawił się też inny przykład polskiego pomocnika o interesującym – lepszym, w domyśle – profilu: Dariusz Stalmach. Oczywiście nie ma co się rozpędzać, bo nawet, jeśli to Stalmach jest już w Bundeslidze, to wciąż Kozubal osiągnął w karierze więcej. Wychowanek Górnika zaliczył nieco ponad tysiąc minut na zapleczu niemieckiej ekstraklasy w poprzednim sezonie, ma mniejsze doświadczenie w piłce seniorskiej. Tyle że znów można się nadziać na kontrę: mimo to Werder zobaczył w nim okazję wartą inwestycji.

Lech Poznań odrzucił oferty za Antoniego Kozubala. Liczy na duży, właściwy transfer

I chyba właśnie konieczna inwestycja stanowi na ten moment największą przeszkodę dla transferu Antoniego Kozubala. Lech Poznań na popularnej platformie do transferowych ogłoszeń dał znać, że oczekiwałby za wychowanka przynajmniej 7 milionów euro. Za podobne pieniądze można było latem ściągnąć kilku zawodników po świetnym sezonie w cenionych przez skautów z TOP5 ligach:

  • Yacine Titraouiego z Charleroi,
  • Thomasa Jorgensena z Viborga,
  • Silasa Andersena ze Sportingu,
  • Rihito Yamamoto z St. Truiden.

Proste porównanie liczb i wskaźników Impect wskazuje, że ogólny wynik każdego z nich w rodzinych rozgrywkach był lepszy niż Antoniego Kozubala na tle pomocników Ekstraklasy.

Reklama

Rihito Yamamoto osiągnął najlepszy wynik z nich wszystkich, nie zmieścił się z uwagi na limit miejsc w porównywarce, ale tylko potwierdza, że na rynku nie brakowało ciekawych opcji. W przypadku Kozubala trzeba jeszcze dodać jedno: Lechowi Poznań naprawdę zależy na budowaniu success story i wybraniu klubu, w którym ich wychowanek może grać, rozwijać się, pracować na kolejny transfer. Każdy z wymienionych zawodników do takiego projektu trafił, ale ogólnie nie ułatwia to sprzedaży zawodników, bo występuje tu dodatkowy etap selekcji.

Wszystkie wymienione zagwozdki i tematy nie muszą jednak powstrzymać Antoniego Kozubala przed transferem do lepszej ligi. Źródła Weszło twierdzą, że w rozmowach z zainteresowanymi klubami nie ma wielkich rozbieżności, więc Polak może zmienić klub jeszcze w deadline dayJeśli jednak tak się nie stanie, Lech nie będzie dramatyzował, bo sprzedawać pomocnika nie musi.

— Nie będziemy sztucznie zaniżać jego wartości. Są obiektywne argumenty, które każą sądzić, że cena nie jest z kosmosu. Nasza pozycja negocjacyjna jest dobra. Nie musimy na siłę wypychać Kozubala, żeby łatać budżet i funkcjonować. Nawet bez sprzedaży sytuacja jest stabilna. Zgłaszała się Bundesliga, kluby z Włoch, to była konkretna kasa, ale jeśli nie musisz sprzedawać, nie musisz iść ustępstwa. Możemy wypromować Kozubala w Lidze Europy — usłyszeliśmy w Poznaniu.

Patrząc na to, w jaki sposób Antoni Kozubal zaczął sezon, brak sprzedaży może być nawet decyzją lepszą. Jasne, że pewnych rzeczy się nie zmieni. Intensywność i fizyczność pomocnika Lecha nagle nie wzrosną. Liczby i doskonałe wywiązanie się z kolejnej roli na boisku mogą jednak przekonać skautów z zachodu, że warto w tego chłopaka zainwestować mimo wad i nieoczywistego profilu.

Reklama

Zwłaszcza jeśli wreszcie doceni go selekcjoner, bo reprezentanta Polski sprzedać będzie łatwiej.

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Reklama
15 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama