„Sponsorzy oferowali potężne pieniądze”. Dlaczego Melikson nie zagrał dla Polski?

Braian Wilma

Autor:Braian Wilma

29 sierpnia 2026, 19:15 • 4 min czytania 3

Reklama
„Sponsorzy oferowali potężne pieniądze”. Dlaczego Melikson nie zagrał dla Polski?

Wszyscy pamiętamy kadencję Franciszka Smudy na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski. To właśnie wtedy do słownika weszło określenie „farbowany lis” określające zawodników z innych państw, którzy grali w biało-czerwonych barwach choćby na EURO 2012. Mało brakowało, a do Sebastiana Boenischa, Eugena Polanskiego, Damiena Perquisa czy Ludovica Obraniaka dołączyłby Maor Melikson. Były piłkarz Wisły Kraków opowiedział o kulisach całej afery w rozmowie z Weszło.

Reklama

Taki scenariusz był możliwy, gdyż mama zawodnika pochodziła z Polski.

– Przy Wiśle pracował wtedy taki dziennikarz, który często był na naszych treningach. Mieliśmy obóz treningowy. Zszedłem po schodach, a on mnie tak mimochodem zapytał, czy to prawda, że mam polski paszport. Odpowiedziałem, że tak, bo moja mama jest z Polski. Tak po prostu mu odpowiedziałem. A potem już wszyscy pytali: “Czy to prawda, że zagrasz w reprezentacji Polski?” A ja na to, że nie. Gram w reprezentacji Izraela. To było tak z niczego. Nikt ze mną nie rozmawiał i nagle powstawały o tym artykuły w gazetach, rozpętało się całe to zamieszanie – opowiadał w rozmowie z Kamilem Rogólskim Maor Melikson.

Melikson odkrywa kulisy „afery reprezentacyjnej”

Cała akcja działa się w drugiej połowie 2011 roku, po tym jak Wisła z Meliksonem w składzie zdobyła mistrzostwo Polski. Piłkarz Białej Gwiazdy miał na koncie zaledwie epizody w meczach towarzyskich reprezentacji Izraela.

– Jakiś facet do mnie zadzwonił. Do dziś nie wiem, kto to był. “Czy jesteś zainteresowany grą w reprezentacji Polski?”. Nie wiedziałem, czy w ogóle mogę. Odpowiedziałem, że jestem Izraelczykiem i już gram dla Izraela. Chyba w tym samym tygodniu zadzwonili z reprezentacji Izraela, więc tym bardziej powiedziałem, że nie. Jadę teraz na zgrupowanie. Pojechałem. Zabawne, bo odniosłem kontuzję tuż przed meczem i nie mogłem zagrać, a to były eliminacje do mistrzostw Europy.

Reklama

Melikson wciąż był wówczas bez debiutu w meczu międzypaństwowym o stawkę, dlatego przedstawiciele PZPN chcieli przekonać go do reprezentowania Polski. I prawie im się to udało.

– Jak wróciłem, wszyscy mówili, że trener Franciszek Smuda chce ze mną porozmawiać. Potem znowu zadzwonili z PZPN i wytłumaczyli, że chcą, żebym zagrał na Euro 2012 i że trener Smuda oraz prezes Grzegorz Lato chcą do mnie przyjechać. Pomyślałem w ten sposób. Zaraz kończę 27 lat. Do tej pory nie mogłem zagrać w oficjalnym meczu dla Izraela. Mówię: Słuchaj, okej. Kocham Izrael, ale wolę grać w Polsce. Potem poszedłem na spotkanie. Byli tam Maaskant, Smuda i Lato. Spotkanie było dobre. Robert bardzo mi wtedy pomógł, bo powiedziałem mu, że nie wiem, co robić.

Reklama

Pojawiało się wówczas mnóstwo głosów, że zawodnik chce po prostu wykorzystać okazję, by zagrać na wielkim turnieju. Polska była wówczas jednym z gospodarzy EURO, na które nie dostała się reprezentacja Izraela.

– Moje podejście było inne, uczciwe, bo to nie ja zabiegałem o grę dla reprezentacji Polski, tylko o mnie zabiegano. Byłem po prostu szczery, że jestem piłkarzem reprezentacji Izraela. Byłem w trudnej sytuacji, będąc nowym w Polsce. Mieszkałem u was dopiero siedem, osiem miesięcy. Ale ludzie traktowali mnie wspaniałe, czułem od Polaków mnóstwo pozytywnych emocji i w pewnym momencie sprawy ruszyły do przodu.

– Perspektywa występu na wielkim turnieju, jeszcze przed własną publicznością, była atrakcyjna z punktu widzenia zawodowego, nie ma w tym nic złego. A ja nie byłem zadowolony z tego, jak przebiega moja kariera w reprezentacji Izraela. Miałem być dziesiątką w reprezentacji Polski. Dzwonili do mnie sponsorzy i oferowali potężne pieniądze za przyjęcie oferty PZPN. Odpowiadałem im, że spokojnie, spokojnie. Poczekajmy jak to się ułoży. Na jednej szali miałem pieniądze i perspektywę gry na EURO 2012. Na drugiej zaś moje emocje względem Izraela i po prostu nie mogłem postąpić inaczej niż grać nadal dla Izraela.

Ostatecznie Melikson nie zdecydował się na zmianę narodowych barw, mimo że w pewnym momencie o zmianie informował Robert Maaskant. Zrobiła się afera w Polsce, ale i w Izraelu.

Reklama

– Paru ludzi w Izraelu nazwało mnie zdrajcą, co jest dość zabawne, bo zawsze chciałem grać dla Izraela, ale do 26. roku życia nie pozwolono mi zagrać w oficjalnym spotkaniu. Zwykle nie lubię mówić, że jestem od kogoś lepszy, ale na pewno nie byłem gorszy od piłkarzy, którzy wtedy grali w reprezentacji Izraela. Może miało znaczenie to, o czym gadaliśmy wcześniej, że Hapoel Beer Szewa nie był wtedy jednym z największych klubów w kraju. Nawet grając w Wiśle Kraków – a byłeś tam i widziałeś jak grałem – długo byłem pomijany przy powołaniach, nikt do mnie nawet nie zadzwonił. Dlatego pomyślałem, że czas coś zmienić, ale na koniec było mi emocjonalnie trudno. Masz rację, w Izraelu źle to wszystko przyjęto, ale dziś staram się o tym nie myśleć – podsumował były piłkarz Wisły.

Maor Melikson grał w reprezentacji Izraela do 2018 roku. Jego licznik występów zatrzymał się na 26 meczach, w których strzelił trzy gole i zaliczył cztery asysty.

Fot. Newspix

Reklama
3 komentarze
Braian Wilma

Miłośnik piłki w każdej postaci. Dziennikarskie szlify zbierał w portalu Futbol News. Od dziecka śledził rozgrywki Premier League, jednak z wiekiem dorósł do prawdziwego futbolu rodem z Ekstraklasy. Jako, że lepiej mu w niebieskim, to szczególnie obserwuje poczynania Lecha i Chelsea.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama