W pierwszej kolejce Ekstraklasy po powrocie z urlopu nie opuściłem żadnego meczu, dlatego tym razem możemy skupić się bezpośrednio na najświeższych wydarzeniach. O zaskoczeniu zaskoczeniem, że Legia tym razem nie wygrała. O kiepskim wejściu Bereszyńskiego i Łęgowskiego. O Hasiciu, który czuje odpowiedzialność za zespół. O proroczych wypowiedziach Jacka Magiery. O niebywałym spokoju Adama Majewskiego. O imponującym 19-latku z Pogoni. Zapraszam.
CRACOVIA – WIECZYSTA KRAKÓW 2:3
Apelowałem niedawno, żeby jeszcze wstrzymać się z grillowaniem Bartosza Grzelaka i na tę chwilę wychodzi na moje. Jego Cracovia nie grała olśniewającej piłki, ale też nie grała tak źle jak pokazywały wyniki. Brakowało tylko i aż ludzi do umieszczania piłki w siatce, bo było z czego strzelać. Teraz zaczął to brać na siebie Ajdin Hasić, choć oczywiście szczęście też odegrało swoją rolę – Bośniak przy golu na 3:2 przyznał, że chciał wrzucać do Glika, a nie uderzać. Można spuentować, że jeśli suma szczęścia i pecha przeważnie wychodzi w piłce na zero, Grzelakowi za początek sezonu wszystko się wyrównało.
A propos, wejście Glika na ostatnie minuty przy stanie 2:2 to przykład decyzji, za które trenerzy biorą dobre pieniądze. Z pozoru wyglądała ona bezsensownie, ale Grzelak uznał, że doświadczony stoper przyda się do wrzutek w ataku. Wszystko się sprawdziło. Mimo że były reprezentant Polski nawet nie dotknął piłki w tej akcji, odegrał kluczową rolę.
Co do Hasicia, obserwatorskie serce się raduje, gdy widzi, że znów staje się najlepszą wersją siebie. Teraz dochodzi jeszcze coś nowego: mentalne liderowanie zespołowi. Kto oglądał mecz z Wieczystą, wie, o czym mówię. Tego typu piłkarze często są obrażalscy, wrażliwi na swoim punkcie, to inni mają im „dogadzać” na boisku, tymczasem Hasić był tym, który napędzał resztę i pilnował, żeby do drużyny nie wkradło się zniechęcenie. Jak przesadził i oddał kiepski strzał mogąc podać na skrzydło do niepilnowanego Minczewa, podbiegł do Bułgara, dał mu buziaka w czołowo i natychmiast rozładował potencjalną niesnaskę, która mogłaby rzutować na kolejne minuty. Wygląda na to, że Hasić poczuł odpowiedzialność za zespół – a nie tylko za swoje liczby – i chce ją dźwigać. To bardzo dobry znak.

Obiecujące wejścia z ławki zaliczyli Mohamed Bertce na dziewiątce i Sayfallah Ltaief na skrzydle. Berte pokazał się jako ktoś, kto nie kalkuluje, szybko podejmuje decyzje i lubi powalczyć z obrońcami. Potwierdza się, że raczej nie będzie zachwycał techniką i im krócej znajduje się przy piłce w decydującej fazie, tym lepiej. Na temat Ltaiefa słychać było skrajne opinie – od świetnego dryblera, po kogoś, kto ma szybkość i nic więcej. Z Wieczystą zobaczyliśmy wersję środkową: skrzydłowego odważnego, łatwo wchodzącego między rywali i połykającego przestrzeń. Wielkiego dryblowania w tym nie było, ale samego biegania również nie.
Po porażce w historycznych dla Wieczystej derbach Krakowa posadę stracił Kazimierz Moskal. Zakładałem, że jego pożegnanie jest kwestią czasu – Sławomir Peszko w Lidze+ Extra nie pozostawił złudzeń – choć nie sądziłem, że dojdzie do niego tak szybko. Niestety, Moskal już chyba nie odklei od siebie łatki kogoś, kto specjalizuje się w awansach do Ekstraklasy i potem nie radzi sobie w samej Ekstraklasie. Historia z Wieczystą to tryb wybitnie przyspieszony, ale problemy były te same co zawsze, czyli kompletny brak równowagi między atakowaniem a bronieniem. Przy takim graniu trzeba byłoby mieć w defensywie samych piłkarzy na poziomie Ligi Mistrzów, żeby jako taki balans zachować. Wieczysta takich nie posiada, mimo że duet stoperów Milić-Wieteska nie pachnie zupą ogórkową, nawet ze świadomością tego, że Chorwat obniżał już loty w Lechu, a Polak wraca po poważnej kontuzji.
Inna sprawa, że Moskal jednak wywalczył z krakowskim beniaminkiem historyczny awans do elity, szybko porządkując bajzel, do którego przychodził pod koniec listopada, więc należało mu się bardziej wylewne pożegnanie niż króciutki komunikat na oficjalnej stronie klubu. Tu odczuwam lekki niesmak.

KORONA KIELCE – MOTOR LUBLIN 1:1
Wspominałem w typach przedsezonowych, że nie do końca rozumiem sposób budowania kadry Korony Kielce. Ma ona środek pola naładowany jakością i wiele braków na innych pozycjach. Pod nieobecność kontuzjowanych Błanika i Gustafsona ławka Złocisto-Krwistych zionęła pustką jeśli chodzi o warianty ofensywne.
Korona wielu piłkarzy chce, z wieloma rozmawia, ale kadra ciągle jest za wąska. Jacek Zieliński zapowiedział po meczu, że następny zawodnik został już klepnięty i trzeba go jedynie zaprezentować. Czekamy zatem z niecierpliwością.
Mariusz Stępiński w końcu strzelił pełnoprawnego gola z akcji w barwach Korony. Bardzo zręcznie poradził sobie z kryciem Bartosza Bereszyńskiego i na koniec, mimo teoretycznej bliskości rywala, miał spory komfort przy oddawaniu strzału.
Generalnie powrót Bereszyńskiego do Ekstraklasy na razie jest bardzo przeciętny. W Kielcach do przerwy mógł mieć na sumieniu kolejnego straconego gola. Wyjściowo miał sporą przewagę nad Fassbenderem, ale pozwolił mu się wyprzedzić i zbliżać do pola karnego. Na jego szczęście niemiecki skrzydłowy kopnął mało precyzyjnie.
„Bereś” to przykład powrotu do Polski w starym stylu. Zawodnik dość wiekowy, który od dłuższego czasu pikował w karierze zagranicznej i na koniec nawet na poziomie Serie B nie grał regularnie. Mógłby na upartego dalej kopać we Włoszech, ale skoro nasza liga tak się rozwija, to warto z tego skorzystać, póki są chętni. Ostatnio zaczęliśmy się przyzwyczajać, że do Ekstraklasy zjeżdżają rodacy znajdujący się w znacznie lepszych okresach swoich karier i dalecy do ich kończenia, że wspomnę o Kamilu Piątkowskim, Damianie Szymańskim, Przemysławie Wiśniewskim, Bartłomieju Drągowskim czy Karolu Świderskim. Bereszyński to w sumie aktualny kadrowicz, jednak nie zanosi się, żeby występami w Motorze powodował pozytywny ból głowy u Jana Urbana.

Jeszcze gorszy początek w Motorze ma Mateusz Łęgowski. Niewiele daje z przodu, za to regularnie powoduje problemy w tyłach.
- z Widzewem sprokurował rzut karny, nie mógł być zaskoczony zagraniem Fornalczyka z dalszej odległości;
- z Jagiellonią łatwo dał się przeskoczyć Kobayashiemu po rzucie rożnym, Japończyk strzelił nieznacznie obok słupka;
- w tym samym meczu najpierw nie przeciął podania do Imaza, przez co potem nie zdążył się pozbierać i doskoczyć do Prelca, który zdobył bramkę;
- w Szczecinie przedziwnie zachował się po wyrzucie z autu i w zasadzie bez walki przegrał pojedynek z Wahlqvistem, zaliczającym asystę przy golu Szalaia.
Daleki jestem od podzielania opinii wygłoszonej w Lidze Minus przez Pawła Paczula, że Łęgowski wkrótce zostanie drugim Marcinem Listkowskim. On już teraz osiągnął znacznie więcej. Sporo pograł w Serie A i tureckiej ekstraklasie, miał pewny plac w Szwajcarii, w Ekstraklasie też objawił się mocniej i znacznie szybciej. Do tego zadebiutował w reprezentacji. Trudno jednak nie zauważyć, że sprawy idą w niepożądanym kierunku.
Patrząc ogólnie na letnie ruchy Motoru, także można być zaniepokojonym. Nie dość że kadra nadal nie zgadza się liczebnie – dużo więcej zawodników odeszło niż przyszło – to jak dotąd nikt z nowych nie okazał się natychmiastowym wzmocnieniem. Nawet Makan Aiko po błyśnięciu z Jagiellonią i pięknym golu w Szczecinie, zawiódł, gdy dostał szansę w podstawowym składzie z Koroną. Motor ciągle wisi na Czubaku, N’Diaye i Rodriguesie. Jeśli ma się utrzymać, to raczej dlatego, że będzie dużo strzelał, a nie mało tracił.
PIAST GLIWICE – LEGIA WARSZAWA 1:1
Niezmiennie zaskakuje mnie, jak krótką pamięć mają niektórzy kibice. Dopiero co wszyscy niby z pełną świadomością przyznawali, że Legia to dziś tak naprawdę miejscami mocno przeciętny zespół, którego największym atutem jest Marek Papszun. I nic się w tym aspekcie nie zmieniło, tymczasem remis w Gliwicach – sądząc po komentarzach w legijnej sieci – zaczął być odbierany jako wielkie rozczarowanie w wykonaniu aktualnego lidera.
Powtórzmy zatem: Legia ma bardzo dobrego bramkarza, odrodzone wahadła (choć akurat w sobotę Wszołek toczył nierówny pojedynek z piłką), w miarę solidną obronę i potrafi imponująco funkcjonować pod kątem organizacji gry, ale jednocześnie dysponuje skostniałym środkiem pola i napastnikami z 1. Ligi, którzy strzelają, ale mają swoje ograniczenia i sami niewiele wymyślą. Można zakładać, że Wojskowi z Papszunem, bez obciążenia graniem co trzy dni, powalczą o puchary. Coś więcej będzie już wielkim wyczynem i na teraz nie jest powinnością tej drużyny. Legia z takim stanem posiadania jeszcze nie raz i nie dwa zagra tak, jak w Kielcach czy Gliwicach. Strzeli gola, obejmie prowadzenie i się wycofa, nie mając pełnej kontroli nad wydarzeniami. Czasem wynik dowiezie, innym razem nie. To nie będzie nic zaskakującego i nie zawsze będzie wymagało osobnej analizy.

Akurat w przypadku remisu z Piastem trzeba mieć na uwadze wyjątkowe okoliczności, czyli ponad godzinną przerwę spowodowaną reanimacją kibica na trybunach. Gospodarze ewidentnie lepiej wypadli w tej „dogrywce”, Legia nie odzyskała pierwotnego rytmu. Tu jednak chodziło o coś więcej niż kwestie czysto sportowe. Z takimi wydarzeniami ma się do czynienia niezwykle rzadko, nie da się być na nie uodpornionym.
Piast koniec końców gola strzelił bardzo szczęśliwie, ale zasłużenie. Nadal jednak twierdzę, że Daniel Myśliwiec wzmocnień potrzebuje na wczoraj, zwłaszcza po sprzedaży Igora Drapińskiego. Tylko na skrzydłach ma on bogactwo wyboru na niezłym poziomie. W pozostałym przypadku albo nie ma głębi składu, albo nawet wyjściowej jakości. Domen Gril co mecz potwierdza, dlaczego przez pięć lat nikt nie wyciągał go z drugiej ligi portugalskiej.
ŚLĄSK WROCŁAW – WIDZEW ŁÓDŹ 3:3
Gdybyśmy mieli wydobyć esencję za tych pięć niepełnych kolejek, to chyba Piotr Samiec-Talar byłby numerem jeden w całej Ekstraklasie. Wyrósł nam piękny ligowiec. Jeśli coś dobrego dzieje się w Śląsku, to przeważnie dzięki niemu. Jeszcze chwila i okaże się, że śp. Jacek Magiera znów był prorokiem. Kiedyś przepowiedział już kadrę Mateuszowi Żukowskiemu, pod pewnymi warunkami. – Jeżeli Mateusz w meczach zacznie wyglądać tak jak na treningach, to będziemy mieli zawodnika na poziomie reprezentacji Polski – powiedział mi w październiku 2023.
O Samce-Talarzu mówił podczas jednej z konferencji: – Mam nieodparte wrażenie, że gdyby inaczej biegał, z większą gracją jak Erik Exposito czy Patryk Janasik, to dzisiaj rozmawialibyśmy o nim w kontekście powołania do reprezentacji.
No i dziś ten temat nie brzmi już abstrakcyjnie, choć oczywiście trudno zakładać, że Jan Urban sięgnąłby po gwiazdę WKS-u już we wrześniu. Niech utrzyma formę przez kolejne miesiące, wtedy będzie o czym dyskutować.

Na razie kapitalna dyspozycja jednego zawodnika pudruje ogólny stan kadrowy Śląska, a ten miejscami przedstawia się dramatycznie. Llinares na lewym wahadle to po prostu nie ten poziom. Czasem coś mu wyjdzie w grze do przodu, za to w defensywie wiecznie jest spóźniony, zaskoczony, zdekoncentrowany. Żaden ze stoperów nie daje poczucia bezpieczeństwa. Może na dłuższą metę będzie to Lamine Ba, ale nadal mówilibyśmy o jednym zawodniku. Więcej trzeba wymagać od Grzegorza Tomasiewicza, nie tylko w kontekście tego, żeby nie próbował już grać Barcelony pod własną bramką. Kompletnie nie przekonuje Yriarte. Marjanac dużo chce, ale mało może, ma problemy z podstawami.
Jakimś światełkiem w tunelu było obiecujące wejście Shabaniego. Przyzwoicie spisują się napastnicy. Nieźle rokuje Michał Rosiak na prawej obronie. Karol Niemczycki po kiepskim debiucie z Rakowem, później już raczej pomagał zespołowi. To wszystko plus Samiec-Talar jednak nie wystarczy do utrzymania w coraz bardziej wymagającej Ekstraklasie. Ostatnie dwa tygodnie letniego okna powinny być wyjątkowo intensywne dla Rafała Grodzickiego. Tylko czy ma za co kupować?
Widzew jak to Widzew – nie może być za dobrze. Z jednej strony strzelenie trzech goli przy grze w dziesiątkę to duży wyczyn. Z drugiej – jak już prowadzisz 3:1, nie wypada tego nie dowieźć. Kiepskie wejście zaliczył Visus, kolejny raz zawiódł Bergier. Nie dość że strzelił samobója Kapuadim, to przy kontrach zepsuł wszystko, co dało się zepsuć. Od miesięcy chłop jest nie do poznania, z przerwą na mecz z Lechią Gdańsk.
Karny dla Widzewa? Jeżeli pominiemy starcie Żyry z Macenką, jak najbardziej bym gwizdał. Zaskakuje mnie jednak lekkość, z jaką nawet w komunikacie Kolegium Sędziów pomija się to pierwsze starcie i stwierdza, że nie było faulu. No nie wiem, ja nie zostałem przekonany.
RADOMIAK RADOM – ZAGŁĘBIE LUBIN 0:0
Radomiak nie był żenujący, to już coś. Nieźle do pierwszego składu wprowadził się Filip Koperski, wskakujący na środek obrony za beznadziejnie dysponowanego Diegueza. To stoper o zupełnie innej charakterystyce – bardziej siła i wzrost niż komfortowe samopoczucie z piłką przy nodze – ale w obecnej sytuacji ktoś taki jest bardziej potrzebny.
Jan Grzesik tym razem zagrał na lewej obronie i tradycyjnie dał radę. Powinien mieć asystę przy zwycięskim golu, ale Lumungo zamiast trafić do siatki, trafił Alomerovicia tam, gdzie żaden mężczyzna nie chce być trafiony.
W Zagłębiu co rusz rzucało się w oczy, że Marcel Reguła jest sfrustrowany postawą kolegów. Do szewskiej pasji doprowadził go zwłaszcza Filip Szymczak, który skasował mu swoją obecnością na drodze dobrze zapowiadającą się akcję.

Jednocześnie Reguła deklaruje w Canal+ Sport, że wolałby teraz nie odchodzić i na 90 procent rozegra ten sezon w Lubinie. I ja mu w tym momencie klaszczę. Łatwo byłoby stwierdzić, że idę do Burnley i jakoś to będzie, trudniej przyznać samemu przed sobą – a potem publicznie – że pod pewnymi względami nie jestem przygotowany do takiego wyjazdu i lepiej się wstrzymać. Tu zresztą od początku odnosiło się wrażenie, że na transferze bardziej zależy Zagłębiu niż Regule. Skoro jednak gwiazda drużyny powiedziała, że woli zostać, to chyba dobra wiadomość, prawda?
GKS KATOWICE – WISŁA PŁOCK 5:0
Bartosz Nowak też jest człowiekiem, też ma słabsze mecze, ale trudno przestać go podziwiać. Z Wisłą Płock dość długo grało mu się tak sobie, chwilami gubił się pod polem karnym, a skończył z trzema asystami. Trochę byłem zaskoczony, że tę trzecią mu zaliczono, ingerencja obrońcy była jednak znacząca, ale w jego przypadku nie będę się kłócił. Niech ma. No i nie zapominajmy, że przecież faulowany na rzut karny Szkurin też otrzymał podanie od Nowaka.
GKS wygrał aż za wysoko z Nafciarzami, biorąc pod uwagę przebieg wydarzeń, ale nie dało się nie dostrzec pucharowego sznytu w grze tej drużyny. Fajnie widzieć, że nawet nasi skromniejsi pucharowicze coś z tego wszystkiego wyciągają i później przekładają na ligę. W przypadku GieKSy dotyczy to jeszcze tylko meczów domowych, ale jestem w miarę spokojny, że to się niedługo zmieni.

Na swój sposób podziwiam reakcję Adama Majewskiego na pomeczowej konferencji. Chyba nigdy nie widziałem bardziej spokojnego i opanowanego trenera, który właśnie przegrał 0:5. Po takim laniu trenerzy przeważnie wyglądają, jakby właśnie przebiegli maraton i zostali potrąceni w drodze na stadion, a ich wypowiedzi ograniczają się do kilku zdań i ewentualnie krótkich pytań przeważnie litościwych w takich okolicznościach dziennikarzy. Majewski tymczasem mówił ze spokojem analityka ekonomicznego komentującego najnowsze raporty. Pokusił się nawet o stwierdzenie, że „pod względem sposobu pracy, zaangażowania i podejścia idą w dobrą stronę”. Być może, ale braki jakościowe w jego zespole – zwłaszcza w obliczu kontuzji Daniego Pacheco – zaczynają rzucać się w oczy. Gdyby nie szalona decyzja Dawida Kroczka o wystawieniu w bramce 17-letniego Żołneczki na inaugurację sezonu, Płocczanie nadal byliby bez wygranej.
POGOŃ SZCZECIN – WISŁA KRAKÓW 2:2
Wisła miała dużo szczęścia w Szczecinie. Obie bramki padły fartownie lub przypadkowo – na dłuższą metę tak się Ekstraklasy nie oszuka. Kacper Duda dzielnie haruje w środku pola i tym razem nawet nie popełnił karygodnego błędu (trudno za taki uznać nieudane starcie w powietrzu z Mukairu przy drugim golu), ale brakuje mu godnego partnera w środku pola. Igbekeme chwilami się podoba, jednak na tej pozycji na tym poziomie nie możesz mieć tak mało odpowiedzialności za piłkę. Nigeryjczykowi zdarza się to notorycznie, on się już nie zmieni. W tej sytuacji szykowany transfer Victora Meseguera spadnie Mariuszowi Jopowi jak z nieba, a ja znów będę miał o czym pisać, bo to piłkarz z ciekawym CV.
Swoją drogą, polskie kluby chyba przyjęły sobie za punkt honoru sprowadzanie zawodników grających w tamtym sezonie dla Realu Valladolid. Meseguer będzie już trzecim takim przypadkiem po Peterze Federico i Stipe Biuku, a przecież jeszcze o krok od Wieczystej Kraków był Amath Ndiaye, tyle że w trakcie okazało się, że jednak nie dysponuje hiszpańskim paszportem, co komplikowało wiele działań.
Szczerze mówiąc, Wisła ma podobny problem jak Piast czy Wieczysta, czyli nierównowagę między atakiem a obroną, choć może w ciut mniejszym stopniu. Sam jestem ciekaw, kto na koniec najlepiej z tego wybrnie. Wieczysta ma najłatwiej, bo dysponuje największą kasą.
Oscar Garcia swoją filozofię futbolu kształtował w oparciu o Barcelonę Johana Cruyffa, ale coraz więcej wskazuje na to, że jego Pogoń będzie raczej grała na modłę pressingu Salzburga, w którym świętował największe sukcesy.

Podoba mi się odwaga w stawianiu na 19-letniego Macieja Wojciechowskiego. Wczoraj był najlepszy w swoim zespole i nie chodzi tylko o asystę na 1:0. Niesamowicie podoba mi się w tym chłopaku pełna gotowość na fizyczne starcia i ekstraklasową intensywność. Nie traci wtedy głowy, nie gubi się, nie wybiera najprostszych środków. Zwróćcie uwagę, jak dobrze chroni piłkę po pierwszym przyjęciu, gdy rywal próbuje go atakować. Umie ją osłonić, utrzymać się na nogach i dalej przeć do przodu, nie wytracając tempa akcji. To bardzo pożądana umiejętność. Wielu zawodników jest w stanie nie zaliczyć straty w takich momentach, ale najczęściej obracają się i wykonują podanie do tyłu. Tu obserwujemy wyższy poziom wtajemniczenia. Tak trzymać.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix