W Lublinie zapowiedzi są ambitne. Gdzieś tam przewija się hasło o chęci walki o europejskie walki, jednak nieco mija się to z rzeczywistością. Zespół Mariusza Misiury, dzięki pracy trenera zaczyna coraz lepiej funkcjonować jako całość, działać jak dobra organizacja, jednak braki kadrowe są mocno widoczne. Dobrze pokazało to starcie z Koroną Kielce.
Między sezonami w Lublinie zmieniło się praktycznie wszystko, jednak liderzy drużyny pozostali ci sami. Karol Czubak, Jacek Ndiaye, Ivo Rodrigues czy Filip Luberecki – to ci gracze w dużej mierze wybijają się ponad przeciętność swojej drużyny, co ciężko powiedzieć, o którymś z nowych nabytków. Transfery w Lublinie potrzebne na już.
Korona Kielce – Motor Lublin 1:1. Napastnicy dali po bramce
Przed meczem Mariusz Misiura doceniał wzmocnienia poczynione przez Koronę, jednak jednocześnie dodawał, że na boisku nie powinno być takiej różnicy, w końcu po obu stronach stanie po 11 zawodników. A jednak, ta różnica zauważalna była. Motor ma potrafiącego odnaleźć się w polu karnym Czubaka, pozytywnie nieobliczalnego Ndiaye’a, świetnego Rodriguesa czy naprawdę solidne boki obrony. Ale poza tym? Szału nie ma.
Zespół z Lublina kilkukrotnie mógł stworzyć zagrożenie pod bramką Xaviera Dziekońskiego, jednak w kluczowych momentach często brakowało właśnie jakości. Choćby na doskonałą pozycję wychodził Ndiaye, to Makan Aiko niedość, że nie podał do Senegalczyka, to wywrócił się praktycznie o własne nogi i stracił piłkę.
W defensywie też nietrudno doszukać się błędów indywidualnych. Popatrzmy nawet na gola strzelonego przez Mariusza Stępińskiego. Bartosz Bereszyński dał się ograć jak junior napastnikowi rywali, a Mihai Popa najłagodniej mówiąc, również się nie popisał. Bramkarz na poziomie Ekstraklasy nie może puszczać takiej piłki.
Mariusz Stępiński z drugim golem w tym sezonie PKO BP Ekstraklasy! 💥Mihai Popa nie miał szczęścia… 🫣
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/YXDOcett30
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 22, 2026
Zresztą, były reprezentant Polski ustawiany na środku obrony nie popisał się także w innej sytuacji. We wręcz kuriozalny sposób dał się wyprzedzić Morganowi Fassbenderowi. Na jego szczęście Niemiec nie zrobił z tej akcji większego pożytku, ale samo zachowanie Bereszyńskiego warte odnotowania.
Ogólnie widać było, że piłkarze Korony mają większą jakość czysto piłkarską. Motor, żeby myśleć o wywiezieniu punktów z Kielc musiał podejść sposobem i wykorzystywać momenty, gdy ta różnica się zaciera. A doskonałym przykładem takiego elementu są przecież stałe fragmenty. Po kompletnie niepotrzebnym faulu Wiktora Długosza piłkarze z Lublina pokazali swoje największe atuty. Świetna wrzutka Rodriguesa, doskonałe ustawienie Czubaka i co? I zrobiło się 1:1.
Napastnicy w dobrej dyspozycji w Kielcach! 🎯 Na gola Mariusza Stępińskiego odpowiada Karol Czubak! 🔝
📺 Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/yWIMbCbBCB
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 22, 2026
Motor dobrą organizacją zneutralizował atuty rywala. Korona nie miała wielu okazji
Po przerwie Motor po raz pierwszy zaczął wyglądać jak Wisła Płock Mariusza Misiury z zeszłego sezonu. Pascal Meyer został cofnięty o piętro niżej, tworząc pięcioosobowy blok obronny. Goście zaczęli grać bardziej zachowawczo i dzięki dobrej organizacji całego zespołu potrafili całkiem nieźle neutralizować atuty ofensywne rywala.
Prawdę mówiąc, Korona nie miała specjalnie wielu sytuacji na strzelenie gola, co przy dyspozycji Mihaia Popy w tym meczu było kluczowe z perspektywy ekipy Mariusza Misiury. Najbliżej szczęścia byli Martin Remacle oraz Wiktor Długosz. Obaj byli blisko efektownych trafień z dystansu, jednak piłka dwa razy tylko obiła poprzeczkę.
I właściwie to byłoby na tyle. W samej końcówce był jeszcze niecelny strzał Daniela Bąka po stałym fragmencie gry. Paradoksalnie, najbliżej drugiego gola w prawie ostatniej akcji spotkania byli goście. Po uderzeniu Karola Czubaka Koronę uratował Wiktor Długosz, który interweniował na linii bramkowej.
W tym spotkaniu już mocno było widać, że Mariusz Misiura jest coraz bliżej, by jego zespół w pełni przystosował się do filozofii swojego trenera. Jako całość wszystko było dobrze poukładane i udawało się w miarę maskować wszelkie niedoskonałości.
W tym momencie brakuje przede wszystkim lepszych wykonawców. Dobra organizacja nieco zasłania, że co najmniej kilku z tych graczy nie dorasta poziomem do gry w podstawowym składzie na poziomie Ekstraklasy. Jak popatrzymy na ławkę, też średnio jest czym straszyć. Do końca okienka w Lublinie przydałoby się jeszcze kilka jakościowych transferów. Inaczej niezwykle ciężko będzie powalczyć o coś więcej niż o utrzymanie.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix