Janża po porażce z Monaco. „Takie drużyny wykorzystują otwartą grę rywala”

Marcin Ziółkowski

20 sierpnia 2026, 23:32 • 2 min czytania 0

Reklama
Janża po porażce z Monaco. „Takie drużyny wykorzystują otwartą grę rywala”

Górnik Zabrze już po raz trzeci przegrał pierwszą „połowę dwumeczu” w europejskich pucharach w sezonie 2026/27. Po porażce na wyjeździe z Fenerbahce i Ferencvarosem, przyszedł czas na rozczarowanie przed własnymi kibicami w rywalizacji z AS Monaco – i znów była to przegrana jednym golem. Zabrzanie mają pewien niedosyt, bowiem jak przyznał Erik Janża, rywal był do ugryzienia. Jak zasugerował między słowami, zabrakło koncentracji.

Reklama

Erik Janża pełen niedosytu. Trzeci gol Monaco podciął skrzydła

Janża nie ukrywał żalu. Górnik ponownie zagrał spotkanie na niezłym poziomie, ale finalnie nie przełożyło się to na wygraną przed własnymi kibicami. Przyznał, że bardzo niepotrzebna była utrata gola na 1:3.

– Zgadza się, kolejny dobry mecz z naszej strony, ale kolejny przegrany. To boli na pewno. Myślę, że pokazaliśmy więcej jako drużyna, ale te detale i indywidualna jakość była po ich stronie. To zdecydowało o meczu, a szkoda straconej bramki na 1:3, bo byliśmy w gazie. Publiczność nas niosła. Gdyby nie tak szybko stracona bramka, bylibyśmy dłużej w grze. Dobrze, że strzeliliśmy jeszcze jedną, ale szkoda.

Reklama

Jeden z najlepszych zawodników wicemistrza Polski przyznał wprost, że Zabrzanie spodziewali się, że renomowany rywal zagra w trochę inny sposób od tego, co finalnie przedstawił przy Roosevelta. Dodał, że z czasem trwania meczu, jego koledzy poczuli większą pewność siebie, bo „diabeł nie był taki straszny jak go malowano”.

– Szczerze szykowaliśmy się bardziej w obronę w średnim bloku i kontrataki, a po 10 minutach widzieliśmy, że nie są tacy straszni. To był ich pierwszy oficjalny mecz, nie są w rytmie jak my i chcieliśmy to wykorzystać. Szczerze nie byliśmy gotowi, że będziemy prowadzić grę.

Reklama

Choć w domowym meczu nie udało się wygrać to Górnik Zabrze nie składa broni. Plan się nie zmienia, wicemistrzowie kraju będą atakować w miarę możliwości swojego rywala i zespół Gasparika będzie celował w to, aby po rewanżu cieszyć się z gry jesienią w europejskich pucharach. Bo jak pokazał przy Roosevelta, renomy przeciwnika nie boi się ani trochę.

– Byliśmy otwarci, ja byłem otwarty, Maksiu był otwarty. Zostawiliśmy stoperów i Maxa Dietza, a takie mocne drużyny jak Monaco to wykorzystują. Chcieliśmy grać mecz, pokazać się w Europie, że nie ma takiej różnicy między nami. Może transfermarkt pokazuje liczby i miliony, ale tego nie było widać i możemy być dumni z siebie. Jesteśmy jedną bramkę do tyłu, wiec czemu nie?

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Konferencji

Reklama