Arbiter uderza w Kolegium Sędziów. „Sędziowie nie są dostatecznie przeszkoleni”

Maciej Piętak

18 sierpnia 2026, 13:23 • 6 min czytania 10

Reklama
Arbiter uderza w Kolegium Sędziów. „Sędziowie nie są dostatecznie przeszkoleni”

Arkadiusz Kamil Wójcik udzielił nam pierwszego wywiadu od momentu złożenia do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez przewodniczącego Kolegium Sędziów PZPN Marcina Szulca. Polski sędzia opowiedział o naciskach ze strony przełożonych, braku odpowiednich szkoleń i narzędzi służących do weryfikacji minimalnych spalonych.

Reklama

To druga część wywiadu z arbitrem. W pierwszej Wójcik zdradził, jak reagowano na jego pytania w Kolegium Sędziów i dlaczego wielu arbitrów po cichu rezygnuje z sędziowania.

Arbiter z Ekstraklasy na wojnie z Kolegium Sędziów. „Domino ruszyło”

Zarządzanie przez strach

Wójcik powiedział o presji, z jaką spotykają się arbitrzy na szczeblu centralnym. Zwrócił uwagę na aspekty, które zmuszają sędziów do posłuszeństwa.

Na szczeblu centralnym każdy próbuje spełnić swoje marzenia. Z drugiej strony pojawiają się, powiedzmy, groźby i sformułowania w stylu: „Jak nie chcesz, to nie musisz jeździć” albo „Jak tego nie zrobisz, to może będą jakieś konsekwencje”. Sędziowie słyszą takie rzeczy, a potem muszą może nie z tym żyć, ale za chwilę być może dostaną jakiś mecz i czują, że ktoś czeka na ich błąd. Wystarczy ten jeden błąd i sędziego nie ma w obsadzie przez 3-4 tygodnie. Jak wraca, to wie, że powinien robić to, co mu ludzie każą, bo inaczej znowu nie będzie go 3-4 tygodnie w obsadzie na szczeblu centralnym. I tak to wygląda – stwierdził Wójcik.

Nasz rozmówca podkreśla, że jego sytuacja życiowa uodporniła go na naciski ze strony środowiska.

Reklama

– Tak jak mówiłem, są ludzie i sędziowie normalni. Widzą, co działo się na przestrzeni lat z innymi sędziami, jak ich kariery były wygaszane. Nie są na tyle silni, żeby się temu przeciwstawić. Myślę, że w PZPN uznali, że przez to, że mam niepełnosprawne dziecko i potrzebuję pieniędzy na rehabilitację i na inne sprawy, to się wystraszę i odpuszczę. Tylko że w PZPN nie rozumieją tego, że skoro mam Bruna, to ja ich się nie boję. Nie pozwolę na takie traktowanie. W życiu przeżyłem trudniejsze chwile i nie mam zamiaru pozwolić, aby tacy ludzie traktowali mnie w taki sposób – powiedział.

– Odczułem to w ten sposób: masz taką sytuację, jaką masz, więc jeśli chcesz zarabiać pieniądze, jesteś na kontrakcie, to zaraz możesz tego kontraktu nie mieć, więc przestań mówić o problemach w KS, bo my i tak będziemy, a ty będziesz szukał pieniędzy gdzieś indziej, np. na budowie. To kwestia psychologiczna – nie będziesz sędziował, to znaczy nie będziesz wykonywał tego, co lubisz. Sędziowie traktują sędziowanie jak narkotyk (…) Przez to, że to narkotyk, to potrzebujesz coraz mocniejszych dawek i pragniesz sędziować jak najważniejsze mecze i zrobisz wszystko, by to osiągnąć. Dlatego nasłuchujesz, jakie są oczekiwania KS – dodał.

Wójcik: Sędziowie nie są dostatecznie przeszkoleni w rysowaniu linii

Zapytaliśmy naszego rozmówcę, czy obecnie polski sędzia VAR ma odpowiednie narzędzia, żeby jednoznacznie stwierdzić, czy był centymetrowy spalony, czy też go nie było.

Nie. Widzieliśmy to po meczu Pogoń – Motor. W meczu Motoru z GKS Katowice widzieliśmy, jak długo trwało sprawdzanie potencjalnego spalonego. Tyle to trwało, ponieważ sędziowie nie są dostatecznie przeszkoleni w rysowaniu linii, a to sprawia, że błąd jest możliwy – ocenił arbiter.

Reklama

Wójcik zwraca też uwagę na fatalną komunikację Kolegium Sędziów ze środowiskiem piłkarskim.

Brakuje, jak zawsze brakowało, transparentności, wyjścia do kibiców, ogólnie do środowiska piłkarskiego i ustalenia pewnych rzeczy wspólnie. Za kilka tygodni zapomnimy o tym, co się stało w danym meczu, a w innym spotkaniu będzie podobna sytuacja, a decyzja będzie inna i znowu pojawi się analiza KS broniąca tej decyzji. Kolegium żyje z tygodnia na tydzień, ale piłkarze i kibice pamiętają o tych błędach i irytuje ich ta niekonsekwencja. Tu jest największy problem – przyznał.

Szukanie drugiego Marciniaka

Polski sędzia uznał również, że sukcesy Szymona Marciniaka stanowią zasłonę dymną dla systemowych problemów.

Jeśli pojedziesz gdzieś za granicę i powiesz, że jesteś z Polski, a potem zaczniecie rozmawiać o piłce, to padną dwa nazwiska – Lewandowski i Marciniak. Szymon, jeśli jest gdzieś w hotelu, nie może opędzić się od ludzi, a jest znany dlatego, że bardzo dobrze sędziuje. To, co zdobył w tym świecie sędziowskim, zdobył dzięki swojemu charakterowi, ciężkiej pracy, a nie politykowaniu. Niestety, to jest dla innych chłopaków taki przykład, że się da i oni wierzą, że ciężką pracą dojdą do tego etapu (śmiech). Była Justyna Kowalczyk, a później nic. Jest Szymon Marciniak, też później nic – rzekł Wójcik.

Reklama

– To wszystko zamazuje cały obraz sędziowania – szukanie drugiego Szymona Marciniaka i zwracanie uwagi na różne dziwne aspekty, takie jak wiek, bieganie, wygląd, zamiast skupić się na tym, co jest fundamentem sędziowania, czyli na dobrych decyzjach, zarządzaniu i niepodpalaniu stadionu. Masz sędziów z setką występów w pierwszej lidze i o nich nigdy nie słyszałeś – zero kontrowersji. Czasem nie dali żółtej, czerwonej kartki w meczu – przez to nigdy nie dostali szansy wyżej. Masz takich, którzy posędziowali kilkanaście meczów w pierwszej czy w drugiej lidze, połowa stadionu płonęła, kibice mówili, żeby nie przyjeżdżali, i oni dostają szansę w Ekstraklasie. Później ty, jako sędzia z tą setką występów w pierwszej lidze, pytasz, dlaczego jest tak jak jest. Co jeszcze mam zrobić? Zaczynasz patrzeć, co oni robią. Może dzwonią, może pytają o rodziny, pogodę… – dodał.

Co trzeba natychmiast poprawić?

Poprosiliśmy Wójcika również o wskazanie trzech rzeczy, które wymagają najpilniejszej poprawy, jeśli chodzi o sędziowanie w Polsce.

Po pierwsze: konkurencja. Trzeba otworzyć drzwi w Ekstraklasie, wpuścić ludzi, którzy długo na to czekają. Nie mówię tylko o młodych sędziach. Są tacy, którzy mają po 300 meczów w pierwszej lidze i nigdy o nich nie słyszano. Pokazanie sędziom z Ekstraklasy, że można ich zastąpić, może sprawić, że będą jeszcze ciężej pracować – przyznaje nasz rozmówca.

Po drugie: wyjście do środowiska piłkarskiego i wsłuchanie się w słowa ludzi i ich oczekiwania. Jak to ma wyglądać, czego oczekują i znalezienie tej nici porozumienia, żebyśmy my, sędziowie, mogli być zrozumiani. Otworzyć się mocno, wprowadzić szkolenia dla dziennikarzy, trenerów, piłkarzy. Nie ukrywać błędów, a wyjaśniać – dodaje.

Reklama

Po trzecie: okrągły stół w PZPN. Zwaśnione strony powinny usiąść i przedyskutować to, co dzieje się w środowisku. Mówię tu m.in. o sędziach, którzy podjęli te rozmowy medialne, o prezesach klubów. Warto zmienić sposób myślenia, bo jesteśmy ciągle zakopani w latach 90. i dwutysięcznych. Świat poszedł do przodu i nie trzeba czegoś wymyślać. Są pomysły. Potrzeba ludzi, którzy nie będą się bali wprowadzić tych pomysłów do KS. To musi zostać omówione z PZPN – zakończył.

„Nikt nie wiedział, na co wydać milion złotych”

Na koniec Wójcik odniósł się także do tegorocznego finału Pucharu Polski. Przypomnijmy, że wbrew oficjalnym informacjom PZPN sędziowie nie korzystali wówczas z nowoczesnego centrum VAR, tylko siedzieli w tradycyjnym wozie.

Masz sponsora od izotoników, a sam sobie przynosisz wodę do centrum VAR. Tak to wygląda. Rok temu jeździłem i rozmawiałem z członkami zarządu PZPN. Dowiedziałem się, że za prezesury Mikulskiego Ekstraklasa S.A. miała milion złotych dla sędziów i chcieliby te pieniądze na coś przeznaczyć, tylko trzeba by napisać, na co. I co? Na nic nie poszły, bo nikt nic nie napisał, bo nie wiedział, na co je wydać – podsumowuje.

Reklama

Fot. Newspix

 

10 komentarzy
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama