Belmondo z jajami. Sukcesy i skandale Jana Kuchty

Michał Kołkowski

14 sierpnia 2026, 18:45 • 15 min czytania 9

Reklama
Belmondo z jajami. Sukcesy i skandale Jana Kuchty

Był jednym z bohaterów alkoholowego skandalu w reprezentacji Czech. Relaksuje się przy doglądaniu kur. Kłócił się z trenerami, bez sentymentów odpuścił Slavię Praga na rzecz Sparty. Ma na koncie kilka brutalnych fauli, ale znacznie więcej goli oraz asyst. Słynie z nadzwyczajnej pracowitości na boisku i na treningach, a u szkoleniowców najbardziej ceni twardą rękę. – Nie potrzebuję głaskania. Potrzebuję kogoś, kto wyciśnie ze mnie maksimum – opowiadał czeskiej prasie. Czy Jan Kuchta odmieni oblicze ofensywy Legii Warszawa?

Reklama

– Belmondo? Tego już nie zmienię. Ten pseudonim po prostu do mnie należy – uśmiecha się gracz, który trafił na Łazienkowską na zasadzie wypożyczenia z praskiej Sparty.

Pseudonim: Belmondo. Jan Kuchta nawywijał, kibice obrócili to w żart

Nie było mu jednak do śmiechu w listopadzie 2023 roku. Napastnik wybrał się wówczas w towarzystwie dwóch kumpli z reprezentacji Czech do klubu nocnego Belmondo w Ołomuńcu. I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że piłkarze wyskoczyli na imprezę na dwa dni przed meczem z Mołdawią w eliminacjach do mistrzostw Europy 2024. Co gorsza, wizyty w klubie nie udało utrzymać w tajemnicy. Natrąbionych kadrowiczów nagrano – Jakub Brabec, jeden z kompanów Kuchty, po imprezie prawie zatoczył się po samochód. Oczywiście selekcjoner Jaroslav Šilhavý natychmiast pogonił balangowiczów ze zgrupowania drużyny narodowej.

Nie pomógł im nawet fakt, że bawili się w towarzystwie Tomáša Neumanna, działacza czeskiej federacji.

Reklama

O alkoholowej aferze zrobiło się u naszych południowych sąsiadów naprawdę głośno, ponieważ nie byli oni jeszcze wówczas pewni awansu na turniej. Jednak Kuchcie w miarę szybko przebaczono pijacki eksces: już wiosną wrócił do reprezentacji, z którą pojechał potem na EURO 2024 do Niemiec. Uczestniczył zresztą także w niedawnym mundialu, choć akurat w trakcie tego turnieju nie spędził na boisku ani minuty. Obie imprezy zakończyły się dla czeskiej kadry klęskami w fazie grupowej.

Jak na razie bilans 29-latka w kadrze zatrzymał się na 31 spotkaniach i trzech golach. Trafił do siatki między innymi w starciu z Polską w 2023 roku (3:1 dla Czech).

„Pomyślałem o sobie, że jestem idiotą”

Jan Kuchta po wyrzuceniu ze zgrupowania kadry

Reklama

– Skandowanie „Kuchta-Belmondo” zaczęło się chyba po meczu z Betisem, gdy zaliczyłem asystę przy golu Lukáša Haraslína. Wtedy się nawet nie zastanawiałem, czy powinienem się z tego cieszyć. Byłem skupiony na meczu. Ale tacy już jesteśmy, Czesi – potrafimy żartować ze wszystkiego – mówił Kuchta w rozmowie z iSport.cz. – Do całej sytuacji nie chcę wracać. Chodzi też o szatnię, o solidarność. Nie będę się wdawał w szczegóły. Mogę mówić o sobie: wyrzuciłem to z głowy. Najważniejsze jest to, że chłopaki sobie bez nas poradzili w ogromnie ważnym meczu. Ja wziąłem odpowiedzialność na siebie. Najgorsza była droga z Ołomuńca, po wyrzuceniu ze zgrupowania. Zadzwoniłem jeszcze do Sparty, żeby dowiedzieli się ode mnie, a nie z mediów. Wypadało tak postąpić.

Napastnik podkreśla, że nie jest typem imprezowicza. Jego pasją jest… hodowla zwierząt. Zwłaszcza kur.

– To nietypowe hobby dla piłkarza. Niektórzy sobie ze mnie żartują, ale ja się tego zupełnie nie wstydzę – zapewnia Kuchta we wspomnianym wywiadzie. – Opieka nad zwierzętami gospodarskimi to dla mnie wspaniały relaks. Przy nich oczyszczam głowę. A jaja od moich kur wszystkim zawsze smakują!

– Zaczął Lukáš Haraslín, brał około dziesięciu jajek. Potem dołączył do nas Uče (Emmanuel Uchenna – przyp. red.), on wziął dwadzieścia. No i oczywiście Veljko Birmančević, on bierze trzydzieści, bo jego żona jest chyba kompletnie zwariowana na punkcie jaj. Wydaje mi się, że w domu jedzą tylko jajka. Generalnie robi się z tego 60-70 jajek, a potem przychodzi ktoś inny i chce jeszcze dziesięć. Asystent trenera też już zaklepał abonament. Mam karteczkę, na której odhaczam datę, liczbę jajek i osoby, które zapłaciły z góry. Biorę 10 koron za jedno jajko. Uważam, że to odpowiednia cena, biorąc pod uwagę warunki, w jakich żyją nasze zwierzęta.

Reklama

„Kuchta-Belmondo” – skandują fani Sparty

W szkole szli mu na rękę. Jan Kuchta debiutował w Slavii Praga

Wprawdzie Kuchta przyszedł na świat w Libercu – 8 stycznia 1997 roku, dodajmy dla ścisłości – ale nie rozpoczął kariery w tamtejszym Slovanie. Pierwsze piłkarskie szlify zbierał w takich ekipach jak MFK Pardubice, TJ Sokol Rosice nad Labem czy RMSK Cidlina Nový Bydžov, aż w końcu przykuł uwagę skautów ze stolicy. Najpierw trafił do akademii Sparty, a później – na zasadzie wymiany – do Slavii Praga. I to właśnie w tym drugim zespole zaistniał na poziomie seniorskim.

W listopadzie 2015 roku doczekał się wymarzonego debiutu w czeskiej ekstraklasie. Włączenie do pierwszego zespołu Slavii było dla nastoletniego napastnika wielkim wydarzeniem. Serwis iDnes.cz nazwał go wówczas „jednym z największych talentów w czeskim futbolu”.

Reklama

Widzę to tak, że będę grał najwyżej po dziesięć minut. Ale dam z siebie wszystko. Będę się starał wykonywać to, czego oczekuje ode mnie trener. I będę czekał na swoją szansę. Nic innego mi nie pozostaje – mówił z pokorą Kuchta w wywiadzie dla wspomnianego portalu. – Jestem w klasie maturalnej. Wypożyczenie pewnie byłoby lepsze, zapewne także z punktu widzenia reprezentacji U-19, ale jestem wdzięczny za takie podejście. Dostałem kilka ofert, ale ze względu na szkołę zostanę. […] Nie jestem wybitnym uczniem, ale jakoś daję sobie radę i przechodzę z klasy do klasy. W szkole idą mi na rękę, za co muszę im podziękować.

Jednak koniec końców debiutancki występ w pierwszej drużynie okazał się… jedynym zaliczonym przez Kuchtę w sezonie 2015/16. Potem zaczęły się zaś wypożyczenia: do Bohemians Praga, Viktorii Żiżkov, FC Slovacko, FK Teplice i Slovana Liberec… W końcu napastnik stracił nadzieję, że w Slavii na niego postawią.

I vice versa: w klubie stracili cierpliwość do Kuchty.

W połowie sezonu 2019/20 przeniósł się zatem do Slovana na zasadzie transferu definitywnego.

Reklama

Pokrętną ścieżką, ale wylądował ostatecznie w klubie z miasta, w którym się urodził. – Potrzebowałem tego transferu. Do tej pory cała moja kariera polegała na ciągłym zmienianiu klubów. Co sezon, to inny zespół. A trener Slovana bardzo mnie chciał. Zasadniczo to on zainicjował rozmowy transferowe ze Slavią. Mamy ze sobą szczególne relacje, z trenerem znam się od szesnastego roku życia. Grałem wtedy dla niego w młodzieżowej reprezentacji Czech. Tylko on może mnie doprowadzić na najwyższy poziom. Wie, że potrzebuję nad sobą bata. Ma do mnie dobre podejście – komentował Kuchta, cytowany przez iDnes.cz.

Jan Kuchta

Jan Kuchta

Potrzebował nad sobą bata. Talent Jana Kuchty długo nie mógł eksplodować

I rzeczywiście, trener Pavel Hoftych dbał o to, by jego podopieczny twardo stąpał po ziemi. Kuchta nie mógł liczyć na publiczne komplementy nawet po w pełni udanych występach. – Nie będę o nim długo rozprawiał, bo jemu łatwo przychodzi wpadanie w samozachwyt. A jak tylko zaczyna zadzierać nosa, pojawiają się problemy – oświadczył szkoleniowiec po tym, jak Kuchta zaliczył dwa gole i asystę w zwycięskim starciu Slovana z Bohemians. – W jego przypadku, wszystko sprowadza się do uczciwej pracy. Dzisiaj solidnie pracował dla zespołu, idzie w dobrym kierunku.

Reklama

Wątpliwości wokół etyki pracy Kuchty nie wzięły się w powietrza. Wcześniej FK Teplice postanowiło zakończyć przedwcześnie wypożyczenie napastnika ze Slavii, a dyrektor sportowy klubu zasugerował, że ta decyzja była pokłosiem pozaboiskowych występków Kuchty. Przyznał, że wypożyczenie go było wielką pomyłką.

– Piłka nożna nie jest dla niego najważniejsza – ocenił brutalnie Štěpán Vachoušek.

Na współpracę z Kuchtą w przypływie frustracji machnął także ręką agent Jiří Stejskal, który nie potrafił przemówić piłkarzowi do rozsądku.

– Znalazł sobie dziewczynę w Przybramiu i bez przerwy do niej jeździł, nic innego go nie interesowało. Nie był złym chłopakiem, ale wszystko wskazywało na to, że mentalnie nie udźwignie dużej kariery – wspominał Stejskal, cytowany przez Ruik.cz.

Reklama

Zresztą można się cofnąć jeszcze do czasów juniorskich i okoliczności przenosin Kuchty z akademii Sparty do Slavii. Praskie kluby wymieniły się wówczas problematycznymi juniorami. W jedną stronę powędrował Daniel Turyna, w drugą właśnie Kuchta. – Odezwał się do nas Jirka Rosický, który odpowiadał za skauting w Sparcie. Powiedział, że mają u siebie juniora sprawiającego kłopoty i dobrze by było, gdyby zmienił klub. Rozwiązanie nasuwało się samo. Nie było potrzeby finansowego rozliczania transferu, po prostu wymieniliśmy się piłkarzami – wspomina trener Miroslav Jíra. – Kuchta był zdecydowany, twardy, waleczny. Bardzo emocjonalny. Na boisku potrafił rozdawać i przyjmować ciosy. Miał własne zdanie na każdy temat – wszystko kwestionował i nigdy nie ukrywał tego, co myśli. Musiał czuć się szanowany. Ja mu ten szacunek okazałem, a on odpłacił mi tym samym. Skorzystała na tym drużyna na boisku.

Daniel Turyna jest już dziś piłkarzem zapomnianym, niespełnionym talentem czeskiego futbolu. Nad Kuchtą także ciążył tego rodzaju scenariusz, lecz udane występy w Libercu sprawiły, iż utrzymał się na powierzchni. Latem 2020 roku raz jeszcze ściągnęła go do siebie Slavia.

– Pomogło mi to, że całkowicie się usamodzielniłem – tłumaczył Kuchta w wywiadzie dla iSport.cz. – Stworzyłem sobie rytm dnia, to była właściwa droga. Nagle zacząłem funkcjonować zupełnie inaczej. A do tego doszła twarda ręka trenera Pavla Hotftycha. On zawsze chciał dla mnie dobrze. Ostatnio powiedziałem mu, że byłem dla niego prawdziwą kulą u nogi. […] Powiem panu szczerze, jak to wyglądało. Trener potrafił po prostu przyjść i powiedzieć mi, żebym spierd***ł. Mówił mi prawdę prosto w twarz. Takich szkoleniowców lubię, nie potrzebuję głaskania. Potrzebuję kogoś, kto wyciśnie ze mnie maksimum. To trener Hoftych polecił mi powrót do Slavii. Ale gdyby nic nie powiedział, to sam poszedłbym do niego o opinię przed jakimkolwiek transferem.

Jan Kuchta

Reklama

Jan Kuchta w meczu z Polską (2023)

Gwiazda niepokonanej Slavii. Jan Kuchta zapracował na duży transfer

W sezonie 2020/21 napastnik wreszcie objawił pełnię swojego potencjału. Do atutów, z którymi kojarzono go już wcześniej – zadziorności, waleczności, aktywności w rozegraniu, umiejętności ustawienia się pod faul – doszła w końcu bramkostrzelność. Do siedmiu asyst w czeskiej ekstraklasie dołożył aż piętnaście bramek, co zagwarantowało mu koronę króla strzelców rozgrywek. Slavia sięgnęła wtedy po mistrzostwo i Puchar Czech, a przy okazji dotarła do ćwierćfinału Ligi Europy. Nie przegrała ani jednego spotkania na krajowym podwórku, natomiast na arenie międzynarodowej zasłynęła zwycięstwami nad Leicester City czy Bayerem Leverkusen.

Drużyna radziła więc sobie kapitalnie na wielu frontach, a Kuchta wyrósł na jedną z jej gwiazd. Udał mu się między innymi mecz z OGC Nice w fazie grupowej Ligi Europy. Zapisał na swoim koncie dwa trafienia i powiódł Prażan do triumfu 3:2 nad francuską ekipą.

– W lidze nie wykorzystywałem sytuacji bramkowych. Przełamałem się dopiero teraz i to przeciwko czołowej francuskiej drużynie. W największym meczu mojej dotychczasowej kariery! – Kuchta piał z zachwytu nad własnym wyczynem w rozmowie ze Sport.cz. – Jestem szczęśliwy, że gram w Slavii i mogę uczestniczyć w takich spotkaniach. Slavia jest wielkim klubem. Cieszę się, że tu wróciłem. Trenerzy postawili na mnie ze względu na mój styl gry, pracowitość. Oczywiście konkurencja w klubie jest ogromna, ale życzymy sobie jak najlepiej. Gdy schodziłem z boiska, Stanislav Tecl objął mnie i pogratulował goli. Poczułem się niesamowicie szczęśliwy. Wiem, że on naprawdę ucieszył się z moich bramek. Wspaniale mieć takiego kolegę w szatni.

Reklama

Wiosną 2021 roku Kuchta zajął ósme miejsce w głosowaniu na najlepszego zawodnika ligi czeskiej. Spory przeskok dla gracza, który nie tak dawno tułał się przecież po wypożyczeniach.

Trener Jindřich Trpišovský miał zatem powody do zadowolenia. To właśnie on był największym zwolennikiem powrotu napastnika do Slavii. Działaczy stołecznej drużyny martwiła nienajlepsza reputacja piłkarza, ale szkoleniowiec był przekonany, że warto zaryzykować. – Ludzie bardzo się dziwili, że go sprowadzamy. Osobiście usłyszałem od dwóch osób pytania: po co wam on? Dlatego cieszę się, że tak bardzo nam pomaga. Wkomponował się do drużyny nawet szybciej, niż się spodziewaliśmy. To piłkarz stworzony do wielkiego futbolu, do gry w Europie. Jeśli tylko będzie miał wszystko odpowiednio poukładane w głowie. Pavel Hoftych w Libercu go okiełznał, a my go przejęliśmy – mówił Trpišovský, cytowany w iDnes.cz. – Teraz ważne, żeby Kuchtič utrzymał się na obranej drodze. Nie zboczył z niej na którymś skrzyżowaniu. Ma smykałkę do bramek, ale ja jeszcze bardziej cenię jego pracowitość i aktywność w grze. Cieszę się, że tak mu się u nas wiedzie.

Kuchta nie byłby jednak sobą, gdyby trochę nie narozrabiał. Poprztykał się z trenerem na starcie sezonu 2021/22, po remisie 2:2 z… Legią Warszawa w eliminacjach do Ligi Europy. – Po meczu napastnik dał upust emocjom w gwałtownej przemowie, krytykując członków sztabu szkoleniowego. Doniesienia te potwierdziły dwa wiarygodne źródła – przekazał dziennikarz Luděk Mádl.

Gorącej głowy napastnika nigdy nie udało się tak do końca ostudzić.

Reklama

Jan Kuchta

Jan Kuchta w meczu z Legią Warszawa (2021)

Jan Kuchta odciął się od Slavii. Negocjacje zerwał bez słowa

W połowie sezonu 2021/22 Kuchta po raz kolejny zmienił przynależność klubową. Podpisał czteroletni kontrakt z Lokomotiwem Moskwa, który zapłacił za niego Slavii około pięciu milionów euro. Był to jednak niezbyt fortunny moment na przeprowadzkę do Rosji. Jej wojska najechały Ukrainę, a UEFA wkrótce wykluczyła rosyjskie drużyny z udziału w międzynarodowych rozgrywkach. W efekcie Czech spędził w Moskwie tylko wiosnę 2022 roku. Dał się zapamiętać przede wszystkim z kontrowersyjnych okoliczności debiutu w Lokomotiwie (zapomniano, że nie odpokutował zawieszenia za czerwoną kartkę obejrzaną w ostatnim występie dla Slavii) oraz z niesportowego zachowania w konfrontacji z FK Soczi. Przyklęknął wówczas po chamsku na klatce piersiowej przeciwnika, za co też dostał czerwony kartonik.

Następną kampanię napastnik rozpoczął znowu w Pradze. Tylko że nie w Slavii, a w Sparcie.

Reklama

– Jego powrót do Pragi to największe wydarzenie lata w czeskich rozgrywkach – pisała prasa. Kuchta z miejsca wylądował też w zestawieniach słynnych „zdrajców” w historii czeskiego futbolu klubowego. Z ustaleń dziennikarzy wynikało bowiem, że piłkarz i jego agent prowadzili już zaawansowane negocjacje ze Slavią, ale nagle postanowili je zerwać. Bez słowa. No i szast-prast, ogłoszono wypożyczenie Kuchty do rywali zza miedzy.

– Za kulisami mówi się, że Kuchta nigdy tak naprawdę nie chciał wracać do Slavii. Jej działacze też nie wyobrażali sobie takiego wariantu, ale skoro pojawiła się możliwość, to chcieli przynajmniej spróbować – relacjonował portal iSport.cz. – Ważne jest przypomnienie dwóch sytuacji z poprzedniego sezonu. Chodzi o dwa ostre spięcia piłkarza z trenerem Trpišovským. Do pierwszego doszło po meczu z Legią w eliminacjach Ligi Europy, do drugiego po ligowym występie w Czeskich Budziejowicach. W obu przypadkach Kuchta otwarcie krytykował w szatni swoich kolegów z drużyny, a Trpišovský nie puścił tych słów mimo uszu. Na jego relacjach z zawodnikiem pojawiły się poważne rysy. Dlatego gdy przed Kuchtą pojawiła się opcja gry w Sparcie, nie wahał się ani sekundy. Oczywiście istotną rolę odegrała także sama oferta: Kuchta ma zarabiać w nowym klubie 1,5 miliona koron miesięcznie, co uczyniłoby go najlepiej opłacanym graczem w klubie.

Przedstawiciele Slavii nie silili się na dyplomację.

– Jan Kuchta? A kto to jest? Nie chcę rozmawiać o ludziach pozbawionych manier – skwitował prezes Jaroslav Tvrdík. Jindřich Trpišovský był odrobinę łagodniejszy, ale też wypowiedział się wymownie. – Wkrótce się przekonamy, czy podjął właściwą decyzję.

Reklama

Ale  w latach 2023-2024 Sparta dwukrotnie pokonała Slavię w rywalizacji o mistrzostwo Czech. Powróciła na tron po okresie niemocy. I choć Kuchta w derbach akurat nie błyszczał skutecznością, to i tak był – znów: z uwagi na nadzwyczajną jak na napastnika pracowitość – arcyważnym elementem taktycznej układanki trenera Briana Priskego. Mimo że zaczął koszmarnie, bo w ligowym debiucie w barwach Sparty obejrzał jeszcze jedną czerwoną kartkę, po której pauzował aż przez pięć meczów.

czerwona kartka dla Jana Kuchty

– Sparta zachowywała się wobec mnie znakomicie, zawsze mnie wspierała. O tym drugim klubie nie mówię jednak nic złego. Nie ma takiej potrzeby – podsumował Kuchta na łamach iSport.cz. – Wiele osób może się rzucać, atakować, ale ja nie muszę. Mam czyste sumienie. Wszyscy w moim otoczeniu wiedzieli, jakie mam plany. Wiedzieli o tym również najważniejsi ludzie w Sparcie. […] W Slavii przez półtora roku wykonałem mnóstwo pracy. Zarobiłem dla nich trochę pieniędzy. Może ich zdenerwowało, że ośmieliłem się wybrać Spartę? Wiadomo, że ze mną jest tak: co w sercu, to na języku. Jak coś czuję, to o tym mówię. Niektórym się to nie podoba, ale nic na to nie poradzę. Po powrocie do Czech nie wyobrażałem sobie, że znowu ktoś będzie mnie traktował tak, jak przed moim wyjazdem do Rosji. 

Reklama

Nie gra „na grocie”. Jan Kuchta wzmocnił ofensywę Legii Warszawa

Napastnik w cytowanym wywiadzie nie ukrywał też satysfakcji, że powszechnie docenia się katorżniczą robotę odwalaną przezeń w pressingu i starciach z obrońcami.

– Cieszę się, że ludzie to dostrzegli. To nie jest widoczne na pierwszy rzut oka, ale pomaga drużynie. Jeśli potrafię skupić na sobie dwóch zawodników, którzy mnie pilnują, robi się miejsce dla chłopaków wokół mnie. Oni mają jakość i potrafią z tego skorzystać. Oczywiście w przypadku napastników najwięcej mówi się o liczbach, na tym opiera się oceny. Ale ja taką samą wagę przykładam do wskaźników dotyczących fizyczności i intensywności. Nie potrafię funkcjonować inaczej.

– Moja gra opiera się na sile i przygotowaniu atletycznym – twierdzi Kuchta.

W sezonie 2024/25 reprezentant Czech podjął jeszcze jedną próbę podboju zagranicznych boisk. Tym razem postawił na Danię, a konkretnie: Midtjylland FC, gdzie trafił pod skrzydła znanego nam skądinąd Thomasa Thomasberga. Wyszło bardzo słabo: Kuchta szybciutko powrócił do Sparty, w której spędził także poprzedni sezon. Znowu z więcej niż przyzwoitym skutkiem, choć rzadko występował od deski do deski. Zdarzało mu się rozpoczynać mecze na ławce rezerwowych.

Reklama

– Kuchta to nie jest targetman, czyli napastnik, który gra, jak to mówią Czesi, na grocie, jest najbardziej wysunięty. To ruchliwy zawodnik, swoją mobilnością cały czas powoduje niepewność w obronie rywala. To też wynikało z tego jak Sparta grała, głównie ustawieniem 1-3-4-3, rozgrywała od tyłu, piłki następnie szły gdzieś tam do boku, a potem gra była, powiedzmy, zwężana do środka, a Kuchta swoim ruchem powodował zamieszanie w szykach obronnych – opowiadał w Weszło TV Grzegorz Rudynek z „Przeglądu Sportowego”. – Liczby go bronią. Analityk Opta Jakub Kadrnožka policzył, że w historii ligi czeskiej, powiedzmy od rozpadu Czechosłowacji, 90 napastników strzeliło 40 lub więcej goli. Pod względem średniej bramek w przeliczeniu na 90 minut Kuchta jest trzecim najlepszym z nich.

Dlaczego zatem w Pradze zrezygnowano z jego usług? Cóż, odpowiedź jest prosta: Kuchta zarabiał w Sparcie niczym gwiazda pierwszego formatu, podczas gdy po transferze Jonatana Brauta Brunesa z Rakowa Częstochowa mógłby zapewne liczyć na rolę – tylko i aż – pożytecznego zadaniowca.

– W Pradze żegnają go bardzo ciepło i miło, bo jego powrót kojarzy się z tym, że Sparta po dziewięciu latach odzyskała mistrzostwo, a potem je obroniła. To taki symbol ostatnich sukcesów klubu. […] Ale nie ma też poczucia, że: „o Jezu, ale jesteśmy teraz osłabieni”. Bardziej na zasadzie: „fajnie Kuchta, że byłeś z nami, ciepło cię żegnamy, ale nie płaczemy, bo mamy teraz Brunesa” – mówi Grzegorz Rudynek.

Reklama

***

Wydaje się, że napastnik o takim profilu powinien pasować Markowi Papszunowi. Kuchta nie jest może wybitnym goleadorem, ale kilkanaście trafień w sezonie potrafi zagwarantować, a wysiłek wkładany przez niego w uprzykrzanie życia defensorom drużyn przeciwnych jest nie do przecenienia. No a skoro Czech sam zapewnia, że uwielbia trenerów o twardej ręce, to współpraca z obecnym szkoleniowcem Wojskowych niewątpliwie przypadnie mu do gustu.

Mniejsze lub większe spięcia z Kuchtą w roli głównej zapewne zaistnieją – mało prawdopodobne, by 29-latek po przeprowadzce do Warszawy miał nagle zacząć panować nad niewyparzonym jęzorem. No ale może właśnie taki bezkompromisowy, trochę krnąbrny piłkarz jest dziś w szatni Legii potrzebny?

– Uważam, że w drużynie powinno być kilku wariatów. Takich jak ja – nie ma wątpliwości Kuchta.

Reklama

fot. FotoPyk

9 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama