Marcowe wybory szefa FIFA mogą być zdecydowanie bardziej interesujące niż wydawało się jeszcze niedawno. Reelekcja Gianniego Infantino była praktycznie pewna. Jednak ostatnie tygodnie przyniosły żenujący spektakl związany z próbą prywatyzacji praw do mundialu. Spowodował on odwrócenie się od Szwajcara federacji krajowych z trzech kontynentów. Zaczęto nawet robić przymiarki do przeliczania szabli. Czy Infantino ma szanse wygrać kolejne wybory? Z najnowszych analiz wynika, że poparcie dla niego spadło poniżej poziomu, który daje pewność wygranej.
Które federacje zagłosują na Gianniego Infantino w wyborach na szefa FIFA?
Każdy dzień afery wywołanej przez Gianniego Infantino przynosi nowe wydarzenia:
- W weekend media donosiły, że jeszcze podczas jego pracy w Europie, UEFA miała wypłacić gigantyczne odszkodowanie jego kochance.
- W poniedziałek konfederacje: europejska, azjatycka i północnoamerykańska wydały wspólny list otwarty do światowej społeczności, w którym oskarżyły Infantino o oszustwo.
- We wtorek Trump stwierdził, że FIFA popełniłaby straszny błąd, gdyby nie wybrała Szwajcara na kolejną kadencję.
Na dokładkę Laura Scott i Daniel Austin, dziennikarze BBC, postanowili przeliczyć szable. Przeanalizowali, które krajowe federacje są skłonne, by poprzeć Infantino w marcowych wyborach, a które kategorycznie się mu sprzeciwiają.
Głosować będą przedstawiciele 210 krajów zrzeszonych w FIFA. Wszystkie poza Nepalem, który jest obecnie zawieszony w prawach członka. Do zwycięstwa potrzeba 106 głosów. Jeżeli kandydatów będzie trzech lub więcej, w pierwszej rundzie trzeba uzyskać dwie trzecie głosów. W kolejnych wystarczająca jest zwykła większość uczestników wyborów.
Oto jak wygląda obecny układ sił według BBC:
- 16 krajów otwarcie i wprost zgłasza, że chce uniemożliwić zwycięstwo Infantino: Norwegia, Szwecja, Finlandia, Dania, Holandia, Niemcy, Rumunia, Chorwacja, Serbia, Albania, Grecja, Jordania, Anglia, Walia, Szkocja i Irlandia Północna
- Kolejnych 108 jest członkami konfederacji, które zgłosiły sprzeciw wobec działań Infantino: prawie cała strefa CONCACAF (Ameryka Północna, Środkowa i Karaiby), reszta Europy, większość Azji oraz Australia
- 13 krajów nie może się zdecydować. To kraje Oceanii, Dominikana i Bangladesz.
- 19 federacji już ogłosiło poparcie dla Infantino: Meksyk, Paragwaj, Argentyna, Egipt, Maroko, Mauretania, Niger, Liberia, Republika Konga, Liban, Dżibuti, Kuwejt, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Sri Lanka, Bhutan, Filipiny i Indonezja.
- W odniesieniu do kolejnych 54 można zakładać, że także poprą Szwajcara. To reszta Ameryki Południowej oraz Afryki.

Tak zdaniem dziennikarzy BBC wygląda mapa poparcia dla Infantino. (Źródło: https://www.bbc.com/sport/football/articles/c0l5e18063lo)
Panowie, policzmy głosy
Tak wygląda aktualna geografia polityczna futbolu. Infantino popierają głównie kraje najbiedniejsze, które bardzo skorzystałyby na jego pomyśle wręczenia dwudziestu milionów dolarów każdej z federacji krajowych w zamian za sprzedaż praw do mundialu. Udało mu się pozyskać także kilka innych państw, głównie dzięki przyznaniu im współorganizacji mistrzostw świata. Chodzi o Meksyk, Paragwaj, Argentynę i Maroko.
Taki podział oznacza, że nawet wliczając niezdecydowanych, Infantino może dziś liczyć na 86 głosów. To za mało by wygrać. Czy to oznacza, że za kilka miesięcy uda się zrzucić Szwajcara z tronu?
Niekoniecznie. Po pierwsze dlatego, że kalkulacje BBC bazują na założeniach odnośnie do tego, jak zachowają się kraje z poszczególnych kontynentów. Tymczasem mogą być to przypuszczenia błędne. Czesi i Łotysze już wypowiadali się pozytywnie o Infantino. W dodatku w trakcie najbliższych miesięcy preferencje poszczególnych głosujących mogą się zmienić. Przede wszystkim jednak nie wystarczy, by ponad sto krajów nie poparło dotychczasowego szefa FIFA. Takie grono musi bowiem wspólnie poprzeć tego samego konkurenta. A z tym może być wielki problem.
O ile bowiem sprzeciw wobec Infantino łączy większość futbolowego świata, o tyle nie ma ona kompromisowego kontrkandydata. A by zostać szefem światowej konfederacji, trzeba uzyskać większość głosów. Całkiem możliwe jest zatem, że Szwajcar nie zdobędzie przewagi w pierwszym głosowaniu, ale jego konkurencja będzie tak rozdrobniona, że w kolejnych rundach uda mu się wywalczyć reelekcję.

Opozycja musi znaleźć jednego kandydata. Czy będzie to Mioduski?
Opozycja musi zatem wybrać wspólnego potencjalnego przyszłego szefa FIFA. Ze względu na obawy przed zdominowaniem światowej piłki przez Europę, duże szanse mają Nasser Al-Khelaifi – szef PSG, Salman bin Ibrahim Al Khalifa – pochodzący z Bahrajnu szef azjatyckiej konfederacji oraz szef CONCACAF – Kanadyjczyk Victor Montagliani.
Spośród przedstawicieli naszego kontynentu poza Aleksandrem Ceferinem, największe szanse ma… Dariusz Mioduski, a poza nim – Arsene Wenger i sekretarz generalny FIFA Mattias Grafstrom.
I nie chodzi tu o jakieś przesadne pompowanie kandydatury właściciela Legii przez polskie media. Na Polaka wskazują poważne media zagraniczne (Independent), a także bukmacherzy, którzy stawiają go w pierwszej piątce.
Jeżeli dojdzie do bratobójczego pojedynku kandydatów do obalenia dotychczasowego króla, skorzysta na tym zapewne Infantino. Trzeba mieć nadzieję, że futbolowy świat najbliższe miesiące poświęci na budowę poparcia dla jednego wspólnego faworyta. Gdyby okazał się nim być Mioduski, byłoby to wydarzenie dekady w polskim środowisku futbolowym.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl