Górnik Zabrze odpadł, ale stracha Fenerbahce napędził

Przemysław Michalak

29 lipca 2026, 22:27 • 3 min czytania 27

Reklama
Górnik Zabrze odpadł, ale stracha Fenerbahce napędził

Podczas gdy Lech Poznań w historycznej skali ośmieszał się z Aarhus, Górnik Zabrze serwował nam emocje do samego końca w dwumeczu z Fenerbahce. Dwumeczu ostatecznie przegranym, ale w przeciwieństwie do zawodników Kolejorza, podopieczni Michala Gasparika mogą schodzić z boiska z podniesioną głową.

Reklama

Od początku było przecież wiadomo, że ich szanse na wyeliminowanie tureckiego giganta są minimalne, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że ekstraklasa nad Bosforem startuje znacznie później, co w jakimś stopniu na pewno wpłynęło na przygotowanie stambulskiego zespołu.

Górnik Zabrze – Fenerbahce 1:1. Najgorszy możliwy początek

Lukas, Lukas, Lukas. Nie Podolski, tylko Sadilek. Co myślał sobie Czech na początku spotkania, gdy z uporem maniaka przytrzymywał Milana Skriniara, przepychającego się z nim przy rzucie rożnym? Cóż, pewnie nic. Inaczej sam uznałby, że nie może się tak zachowywać, bo sędzia nie będzie miał wyjścia i podyktuje rzut karny. Sadilek jednak trzymał Skriniara za koszulkę i ściągał go do parteru do samego końca. Arbiter po obejrzeniu powtórek nie mógł zdecydować inaczej: jedenastka. Bez problemu na gola zamienił go Talisca.

Cała sytuacja boli tym bardziej, że dośrodkowanie z kornera było słabe, obrońcy je wybili, Skriniar i Sadilek przepychali się daleko od piłki. Ech, ech, ech. Szkoda.

Przez następnych 20 minut wydawało się, że ten gol zakończy nam emocje. Górnik nie mógł się odnaleźć w ataku, dominowały chaotyczne zrywy, a Fenerbahce czasami groźnie kontrowało. Do tego niektórym zawodnikom Zabrzan puszczały nerwy. Erik Janża w jakimś amoku, z obłędem w oczach pociągał sędziego za koszulkę i to nie delikatnie. Wiadomo, chciał mu pokazać, czego sam przed chwilą doświadczył, ale przecież za takie zachowanie musiał dostać co najmniej żółtą kartkę. I dostał. Bez sensu.

Reklama

Oblężenie bramki gości pod koniec pierwszej połowy

Gdy jednak po pół godzinie gry Janża strzałem z rzutu wolnego zmusił Merta Gunoka do większego wysiłku, coś drgnęło. Coś się ruszyło. Z Górnika chyba zeszło ciśnienie i po prostu rzucił się w wir wydarzeń. Bez kalkulacji, bez przypominania sobie, kto stoi naprzeciwko.

Lothar D’hondt doliczył aż 10 minut do pierwszej połowy i wtedy działo się najwięcej. Szarża Ismaheela, mocne i celne strzały Prekopa i Sadilka, mnóstwo kotłowaniny. Fenerbahce było zamknięte w okolicach swojego pola karnego. Z jednym wyjątkiem. Raz wyprowadziło akcję, po której Kerem Akturkoglu wyszedł sam na sam, ale fantastycznie wrócił za nim Josema i w ostatniej chwili go powstrzymał.

Aż wreszcie tuż przed przerwą Górnik wyrównał. Kolejny kocioł, który płaskim strzałem znajdującym drogę do siatki zakończył Michal Sacek. Czech był dziś świetny.

Bez wstydu

Druga połowa to już głównie wygaszanie meczu przez Fenerbahce plus groźne rzuty rożne i coraz bardziej desperackie próby Górnika po 60. minucie. Dużo ożywienia wniosło wejście Chłania i tylko on oddał naprawdę groźne uderzenie po przerwie ze strony śląskiej drużyny. Niestety, Gunok znów był na posterunku.

Reklama

Przyjezdni mogli wszystko zamknąć piękną kombinacją Freda z Ismailem Yuksekiem, ale tym razem klasę pokazał Philipp Schulze.

Górnik do końca szarpał, dośrodkowywał, robił zamieszanie, wygonił rywala do narożnika, jednak chyba zwyczajnie zabrakło mu odrobiny umiejętności. Faworyt jakoś ten remis dowiózł.

Zabrzanie jednak taką postawą przeciwko tak silnemu przeciwnikowi bez wątpienia zbudowali się na następne pucharowe boje. Udowodnili sami sobie, że mogą nawiązać walkę nawet z dużo większymi firmami. Trudno, nie udało się, jadymy durś. Teraz III runda eliminacji Ligi Europy.

Górnik Zabrze – Fenerbahce 1:1 (1:1)

  • 0:1 – Talisca 12′ karny
  • 1:1 – Sacek 45+10′
Reklama

fot. Newspix

27 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama
Liga Mistrzów

Lech z rekordem Ligi Mistrzów. Nikt nie roztrwonił takiej przewagi

AbsurDB
11
Lech z rekordem Ligi Mistrzów. Nikt nie roztrwonił takiej przewagi