Powrót ukochanej Ekstraklasy [KOZACY I BADZIEWIACY]

Antoni Figlewicz

28 lipca 2026, 12:44 • 4 min czytania 9

Reklama
Powrót ukochanej Ekstraklasy [KOZACY I BADZIEWIACY]

Czekaliśmy z utęsknieniem, ale jak już wróciła, to nie możemy się nią nacieszyć. Ekstraklasy nigdy mało i aż żal, że do następnej kolejki trzeba poczekać jeszcze kilka kolejnych dni. Można jednak wspomnieć z łezką w oku to, co działo się w pierwszej serii gier nowego sezonu. Szczególnie, jeśli zobaczyliśmy starego, dobrego znajomego…

Reklama

Niektóre rzeczy się nie zmieniają. W Poznaniu trykają się koziołki, w Londynie bije Big Ben, a w zestawieniu badziewiaków linię ataku prowadzi w bój Mileta Rajović. Powiedzieć, że gra źle, to jakby nie powiedzieć nic. Nie pomagają mu zresztą różne tłumaczenia ani nawet zwalanie winy na prześladujące go pechowe przypadki. Nie. Mileta Rajović po prostu jest napastnikiem, który nie potrafi strzelać i we wszystkich dogodnych sytuacjach – do których dochodzi często – wyczynia rzeczy, które nie śniły się filozofom.

Nie mogło być inaczej. Nowy sezon badziewiaków otwieramy z nim na szpicy. Choć znaleźli się też inni, którym warto wbić małą szpilkę.

Najgorszy napastnik w historii? Analizujemy występ Rajovicia z Pogonią

Kozacy i badziewiacy. Ekstraklasa nic się przez te miesiące nie zmieniła…

Możliwe, że kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym złożenie najgorszej jedenastki minionej kolejki będzie zadaniem z tych niemożliwych. Na razie nie przyszedł. Bo taki Duje Dujmović postanowił przywitać się z Ekstraklasą w wielkim stylu. Stoper Wieczystej swój występ w meczu z Radomiakiem zakończył już w 33. minucie i w sumie ma szczęście, że tak późno. Trener Moskal widząc jego grę modlił się pewnie, by zdążyć ze zmianą przed drugą żółtą kartką Chorwata i, psim swędem, udało się.

Reklama

Psim swędem, bo Dujmović spokojnie mógł z boiska wylecieć wcześniej i wyglądał na murawie w Radomiu jak niezły ogór. Za faul na Wolskim powinien obejrzeć drugą żółtą kartkę, ale chyba tylko litość sędziego Przybyła sprawiła, że ten debiut nie był jednym z najgorszych w historii naszej Ekstraklasy. Chociaż…

Nie znęcajmy się już jednak nad Chorwatem, pierwsze koty za płoty, później będzie lepiej! Tak samo wierzymy, że jakoś odkręci się po trudnym starcie sezonu siedemnastoletni Wiktor Żołneczko. Jasne, został rzucony na głęboką wodę i zawalił swojej drużynie gola, trzeba go uczciwie za ten występ ocenić. Ale warto też wierzyć, że skoro sztab szkoleniowy Rakowa dostrzegł w nim potencjał na tyle duży, by wystawić go w pierwszym składzie na inaugurację sezonu, to nastolatek nie zrazi się jakoś specjalnie i od teraz będzie już robił swoje. Na dziś jednak nie może być inaczej – Żołneczko w gronie badziewiaków za 1. kolejkę to wybór oczywisty.

Tak jak niezbyt pewny Josema, kompletnie bezbarwny Kosidis, czy Jóźwiak, który po powrocie do Polski, delikatnie mówiąc, nie zachwyca. Ile to on już czeka na jakiegokolwiek gola? Siedemset lat?

Reklama

Wielka zmiana Jakuba Sypka

Często w tych wszystkich zestawieniach minionej kolejki umyka mecz poniedziałkowy, a w tym wypadku byłoby to bardzo krzywdzące dla co najmniej jednego piłkarza. Jakub Sypek zaliczył bowiem w Lubinie wejście smoka. Niemrawo wyglądające Zagłębie po przerwie zdołało przełamać impas właśnie za sprawą byłego piłkarza Widzewa. Sypek wszedł do gry po przerwie i najpierw zaliczył gola, a potem dokładnym ostatnim podaniem obsłużył Marcela Regułę, który wygrał walkę w powietrzu i ustalił wynik spotkania. Też grał w gruncie rzeczy nieźle, ale z Zagłębia wyróżniliśmy jeszcze dowodzącego obroną Michała Nalepę. Bo Piast trochę się w ataku spocił, ale korzyści nie miał z tego absolutnie żadnych.

Rzekło się, że świetną zmianę dał Sypek, więc niech nie umknie niczyjej uwadze wielkie wejście do Ekstraklasy Nika Preleca. Słoweniec na boisku zameldował się w 61. minucie meczu z Koroną i dał Jagiellonii cenne trzy punkty. – Po zagraniu od  Lozano świetnie wykorzystał to, że Marcel Pięczek całkowicie złamał linię spalonego i z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatkirelacjonowaliśmy na Weszło.

Niby nic trudnego, ale takie szanse napastnik musi wykorzystywać. Nie wszystkim wychodzi to z taką łatwością…

Joao Grzesik znowu atakuje

Jak tu z tym gościem wytrzymać? Jestem w gronie tych, którzy przed sezonem powiedzieli sobie „nie no, tym razem to on już nie będzie tak grzesikował”. Po złości nie wstawiłem go do mojego składu w fantasy, udawałem, że takie podejście ma jakikolwiek sens, ale od początku wiedziałem podświadomie, że się okłamuję. Kolejny sezon Jan Grzesik zaczyna z grubej rury i już chyba nigdy nie przestanie ciągnąć Radomiaka za uszy. Jeśli w Radomiu mieli jakieś obawy przed startem sezonu, to po meczu z Wieczystą mogą odrobinę odetchnąć. Jest przecież Grzesik, nie?

Reklama

Swoje robi też niezmiennie Otto Hindrich, który już w ubiegłym sezonie pokazał, że ma w sobie to coś. Bramkarz Legii jest jej naprawdę mocnym punktem, wygrana z Pogonią to też jego zasługa. Pięć obronionych strzałów, z czego jeden wymagający naprawdę niezłego refleksu. Do tego oczywiście czyste konto, zaliczone do spółki z obrońcami, ale w taktyce trenera Papszuna bardzo cenne.

Otto Hindrich: Wielu ludzi czeka na potknięcia Legii [WYWIAD]

Żeby jednak nie było, że zapomnieliśmy – w gronie kozaków jest jeszcze paru innych wyróżnionych. Dużo radości dał swojej drużynie Marcin Flis, ładnie w środku pola wyglądali w Łodzi Alvarez i Rodrigues, a solidny powrót na ekstraklasowe boiska zanotował Jordi Sanchez. Wszystkim kozakom życzymy tylko kolejnych nominacji!

Reklama

Fot. Newspix

9 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama