Ekstraklasowy rynek transferowy rozkręcił się na tyle, że doczekaliśmy się własnych hijacków zawodników pomiędzy klubami. Między wódkę a zakąskę weszła Pogoń Szczecin, która w ostatnim momencie przekonała Darko Czurlinowa, żeby wybrał ich zamiast Widzewa Łódź. Jak do tego doszło?
Część rzeczy wiemy, bo pochwalił się nimi sam Alex Haditaghi. W Szczecinie są dumni z tego, że zgarnęli piłkarza sprzed nosa ligowej konkurencji i w chwilę zamknęli temat, który Widzew negocjował od tygodni. Właściciel Pogoni nie uznaje tego za klasyczny hijack, natomiast jak inaczej nazwać to, że piłkarz, który szedł już planem: testy medyczne; sesja zdjęciowa; oficjalne ogłoszenie transferu, nagle zmienia zdanie?
W każdym razie: Pogoń Szczecin się chwali, Widzew Łódź czuje raczej zażenowanie niż złość. Nie tyle z powodu działań innego chętnego, ile samego zawodnika, który – co tu dużo mówić – zrobił z gęby cholewę. I nie pierwszy raz rozczarował Łukasza Masłowskiego.
There has been plenty of talk about Pogoń “hijacking” the transfer of Darko Churlinov, so let me explain exactly what happened.
We first noticed Darko around a year and a half ago, when he scored the goal against us that ultimately prevented Pogoń from qualifying for Europe. He… pic.twitter.com/NsRlRBeAhk
— Alex Haditaghi (@CanDisenchanted) July 27, 2026
Transfery. Darko Czurlinow w Pogoni Szczecin, Widzew przegrał na ostatniej prostej
— Moje zdanie: powinniśmy się wystrzegać takich zawodników w polskich klubach — stwierdza w rozmowie z Weszło osoba z Widzewa Łódź. W tym momencie Darko Czurlinow jest już piłkarzem Pogoni Szczecin, dokumenty są podpisane, kolejnych zwrotów akcji nie będzie. To trzeci raz, gdy Macedończyk jest przymierzany do transferu do Polski i trzeci raz, gdy towarzyszą temu jakieś przeboje:
- gdy Jagiellonia wypożyczała go z Burnley, deal mógł upaść przez detale w umowie pomiędzy klubami, sprawę jednak ostatecznie udało się dogadać tak, że Jaga była w stanie udźwignąć wszelkie koszty utrzymania zawodnika;
- przed rokiem, gdy Jagiellonia starała się o zatrzymanie go na dłużej, klub bardzo mocno starał się przekonać go do powrotu, przedkładając relacje i projekt nad finanse, ale Darko w niezbyt elegancki sposób wybrał Turcję.
W Jagiellonii przewidzieli tureckie problemy Darko Czurlinowa, ale skrzydłowego przekonała pokaźna różnica w zarobkach. I nie ma co robić z niego diabła przez sam fakt, że wybrał wyższą pensję w przyjemnym kraju. Chodziło raczej o styl niż o efekt rozmów, co zresztą działacze Jagi przemycali potem między słowami, wtrącając przy paru okazjach, że „nie rozumieją tego wyboru” lub, że piłkarz po prostu ich zawiódł.
Także dlatego Darko Czurlinow miał zamkniętą drogę powrotną do Jagiellonii. Ten temat zgasł szybciej, niż zaczął się tlić, bo w klubie było wielu przeciwników ponownych starań o Macedończyka. Na czele ze sztabem szkoleniowym, który nie za bardzo chciał z nim ponownie pracować.
Darko Czurlinow miał zostać zaprezentowany przed meczem Widzewa. Został tylko podpis…
Widzew Łódź nie miał takich doświadczeń z Czurlinowem, więc zupełnie inaczej podszedł do tematu potencjalnego transferu. W skrzydłowym widział przede wszystkim ciekawego, dobrego piłkarza – bo takim Macedończyk z pewnością jest. WP Sportowe Fakty informowały, że Darko Czurlinow otrzymał z Łodzi propozycję kontraktu w wysokości ok. 30 tysięcy euro miesięcznie. Godne uposażenie, choć też sporo niższe w porównaniu z zarobkami z Turcji (ok. 800 tysięcy euro rocznie, nieco więcej niż oferowała mu poprzedniego lata Legia Warszawa).
Szybko jednak przekonano się, że Darko Czurlinow to niezły ananas. Zdarza się, że zawodnik wybiera konkurencyjną ofertę, ale rzadko w takich okolicznościach. Chronologia zdarzeń była taka:
- PIĄTEK: pion sportowy Pogoni Szczecin dowiaduje się, że Darko Czurlinow rozwiązał kontrakt z Kocaelisporem i jest dostępny do transferu (chciano go ściągnąć już rok temu);
- SOBOTA: działacze Pogoni nawiązują kontakt z piłkarzem – usłyszeli wtedy, że jest bliski transferu do innego klubu;
- NIEDZIELA: Czurlinow w środku nocy melduje się w Szczecinie, rano dogrywa szczegóły i podpisuje kontrakt z Pogonią.

Źródła twierdzą, że Macedończyk przeszedł testy medyczne, czekał na sesję zdjęciową i miał zostać przedstawiony przed meczem w Łodzi. Do zamknięcia tematu został tylko podpis pod umową. Portal WidzewToMy.net rano poinformował, że transfer – podobnie jak w przypadku Marina Soticka – jednak nie dojdzie do skutku. Wskazuje na problemy w rozmowach z menedżerem zawodnika. To z nim skontaktowali się działacze Pogoni, którzy wyczuli szansę na ugranie czegoś w temacie transferu.
Na pewno pomogło to, że skrzydłowy znał się z byłym prezesem Jagiellonii Białystok, Ziemowitem Deptułą. Zresztą cała saga wygląda dość zabawnie: kontaktowano się z poprzednim klubem Czurlinowa, żeby na końcu walczyły o niego dwa zespołu z ekspracownikami Jagi na kluczowych stanowiskach.
„Zamknęliśmy to w 4 godziny”. Czurlinow wieczorem był w Łodzi, w nocy już w Szczecinie
Pogoń Szczecin twierdzi, że nie zaoferowała Darko Czurlinowowi więcej niż Widzew Łódź. W Łodzi niekoniecznie się z tym zgadzają. Faktem jest, że sobotnie popołudnie minęło piłkarzowi na rozmowach z działaczami o tym, dlaczego powinien wybrać Portowców. W Szczecinie twierdzą, że decydujący był styl gry, możliwości zespołu i wykorzystanie skrzydłowych przez trenera Oscara Garcię, który mocno domagał się wzmocnień na tej pozycji.
Nie ma co roztrząsać, kilka źródeł potwierdza, że pieniądze rzeczywiście są podobne. Wątpliwe, że ktoś robiłby raban z powodu delikatnych różnic w tę czy drugą stronę, gra niewarta świeczki.
W każdym razie: Pogoń wysłała samochód po piłkarza, agenta oraz jego najbliższych. W środku nocy dotarł on z powrotem do Szczecina, gdzie zaplanowano kolejne rozmowy, sesje i testy medyczne. Szczecinianie twierdzą nawet, że Widzew połapał się, że Darko Czurlinow wyjechał z Łodzi, gdy ten był już na drugim końcu Polski. Portowcy też mają historię transferów, które wysypały się na ostatniej prostej (Alfie Dorrington, z najnowszych), ale niespecjalnie kryli się z piłkarzem, skoro rano kibice dostrzegli go na kawce z Aleksem Haditaghim.
Późnym popołudniem temat był dopięty. Pogoń twierdzi, że Widzew jeszcze walczył, w Łodzi jednak tego nie potwierdzają – byli na tyle zniesmaczeni zachowaniem piłkarza, że nie widzieli sensu dalszych starań o kogoś, kto zachował się wobec nich w ten sposób.
– Widzewowi rozmowy zajęły trzy tygodnie. My zamknęliśmy to w cztery godziny – usłyszeliśmy na koniec w Szczecinie. Alex Haditaghi na Twitterze nie wbija jednak szpilek rywalom, jak ma w zwyczaju, przeciwnie: łagodzi sytuację.
– Mam ogromny szacunek dla Widzewa Łódź, całej organizacji, właściciela, działaczy, kibiców, miasta. To nic osobistego i nigdy nie chodziło o upokorzenie drugiego klubu – zapewnia, dodając, że po prostu bardzo chciał widzieć Macedończyka w swoim zespole.
Białystok tylko się uśmiecha, jakby przewidział, co może się stać, gdy siada się do rozmów z Darko Czurlinowem…
ZOBACZ RÓWNIEŻ
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix