Nieudany powrót GKS-u do Europy. Słowacy obnażyli słabości rywala

Mikołaj Duda

23 lipca 2026, 22:37 • 4 min czytania 56

Reklama
Nieudany powrót GKS-u do Europy. Słowacy obnażyli słabości rywala

Po pięciu minutach GKS rozpalił nasze nadzieje. Niestety, z biegiem czasu one coraz bardziej gasły. Po udanym początku było już tylko gorzej i to Słowacy są w lepszej sytuacji przed rewanżem w Katowicach. I trzeba przyznać, że wygrali w pełni zasłużenie. Przy Nowej Bukowej z pewnością zupełnie inaczej wyobrażali sobie powrót na europejskie boiska po wielu latach przerwy.

Reklama

Wszystko zaczęło się w najlepszy możliwy sposób. Zaledwie kilka minut i GKS pokazał to, co było jego największą bronią w poprzednich rozgrywkach – skuteczne wykorzystanie stałego fragmentu gry wykonywanego przez Bartosza Nowaka. Na tym się jednak zakończyły popisy graczy z Nowej Bukowej. Żilina wygrała w pełni zasłużenie, mimo że po drugiej bramce specjalnie nie forsowała tempa.

MSK Żilina – GKS Katowice 2:1. Nieudany powrót na europejskie boiska

GKS bardzo dobrze wszedł w mecz. Odważnie, bez kompleksów, bez takiego przesadnego respektu względem rywala i to błyskawicznie przyniosło efekty. Niby nowy sezon, a piłkarze Rafała Góraka popisali się jednym ze swoich największych atutów z zeszłych rozgrywek.

Stały fragment, dośrodkowujący Bartosz Nowak, strzelający jeden z rosłych stoperów. Dokładnie tak było i tym razem. Po centrze z rzutu rożnego Lukas Klemenz spowodował szał radości u licznej grupy przyjezdnych fanów.

Reklama

Problem w tym, że na tym praktycznie skończyły się zapędy ofensywie wracających po wielu latach do europejskich pucharów Katowiczan. Paradoksalnie, największym zagrożeniem dla nich byli oni sami. To właśnie po prostych błędach podopiecznych Rafała Góraka brały się dobre okazje słowackich zawodników.

Najpierw poślizgnął się Arkadiusz Jędrych i swój zespół świetną interwencją w sytuacji sam na sam z Kristianem Barim musiał ratować Gabriel Kobylak. Niedługo później po fatalnej stracie Jesse Boscha celne uderzenie zdołał oddać wyróżniający się Frantisek Kosa. Jak się okazało, było to drugie i ostatnie ostrzeżenie dla zawodników z Nowej Bukowej.

Kotłowało się w polu karnym Gabriela Kobylaka, aż w końcu się wykotłowało. Alan Czerwiński nadepnął rywala i sędzia wskazał na 11. metr. Karnego pewnie wykorzystał kapitan Żiliny Miroslav Kacer.

Reklama

Prawdę mówiąc, gdyby wynik do przerwy był inny, to nie moglibyśmy mówić o jakiejś specjalnej niesprawiedliwości. Inny, czyli bardziej korzystny dla gospodarzy. Ci z biegiem czasu wyraźnie przejęli inicjatywę i sprawili, że piłkarze Rafała Góraka nie mieli zbyt wiele do powiedzenia.

Słowacy nic sobie nie robili z wysokich doskoków rywali, potrafiąc niemal bezbłędnie z nich wychodzić. W drugą stronę to już wyglądało nieco inaczej i przy pressingu GKS kilkukrotnie w prosty sposób pozbywał się piłki. Jednym z nielicznych pozytywów dla Katowiczan po pierwszej części rywalizacji był fakt, że nie przegrywali.

Reklama

Wystrzeganie się prostych błędów – to wystarczyło na pokonanie GKS-u

I to co Słowakom nie udało się w pierwszej połowie, to zrobili tuż po wyjściu z szatni. Jeszcze nie wszyscy kibice zdążyli wrócić na swoje miejsca, a gospodarze już prowadzili 2:1. Przed polem karnym z piłką znalazł się wspomniany już Kosa. 20-latek był kompletnie nieatakowany przez przeciwników, więc z dość sporą swobodą oddał strzał w kierunku bramki. Gabriel Kobylak odbił piłkę przed siebie, a przy dobitce bezlitosny był Timotej Hranica.

Jak już podopieczni doskonale znanego w Polsce Pavola Stano osiągnęli to co chcieli, to już raczej nie forsowali tempa. Po drugiej bramce szanse Żiliny na podwyższenie wyniku można policzyć na palcach jednej ręki. Słowacy nie byli też już tak intensywni i zdecydowali w swoich działaniach.

Reklama

Tyle że na GieKSę to w pełni wystarczało. Wystrzegali się prostych błędów i w miarę nieźle bronili dostępu do swojej, nie cofając się całym zespołem we własne pole karne. A piłkarze Rafała Góraka mieli problem, by znaleźć sposób na stworzenie realnego zagrożenia.

Ciężko mówić o jakichś zmarnowanych sytuacjach, spektakularnych obronach bramkarza, heroicznych interwencjach słowackich defensorów. Niczego takiego zwyczajnie nie oglądaliśmy. Poza nielicznymi zrywami, zawodnicy z Katowic nie byli w stanie nawet wejść w pole karne rywala. Mówiąc brutalnie, ich jedynym sposobem na postraszenie rywala były stałe fragmenty, z których jednak więcej konkretów się nie doczekaliśmy.

GKS nie pokazał nic wielkiego i może być względnie zadowolonego z końcowego rezultatu. Sprawia on, że w rewanżu sprawa awansu będzie jak najbardziej otwarta. Można mieć tylko nadzieję, że przy Nowej Bukowej Bartosz Nowak i spółka w większym stopniu nawiążą do swoich występów z poprzedniej wiosny.

MSK Żilina – GKS Katowice 2:1 (1:1)

  • 0:1 – Lukas Klemenz 6′
  • 1:1 – Miroslav Kacer 29′
  • 2:1 – Timotej Hranica 47′
Reklama

Fot. Newspix

56 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Wojsko Polskie w roli głównej. Legia pokazała terminarz w nietypowy sposób

Wojciech Piela
6
Wojsko Polskie w roli głównej. Legia pokazała terminarz w nietypowy sposób

Liga Konferencji

Reklama