Mariusz Wach kontra Tyson Fury. Najdziwniejsza walka świata

Sebastian Warzecha

24 lipca 2026, 10:30 • 12 min czytania 5

Reklama
Mariusz Wach kontra Tyson Fury. Najdziwniejsza walka świata

Dla jednego przygotowanie do ważniejszego pojedynku. Dla drugiego całkiem pokaźna wypłata. Tak naprawdę: najpewniej sparing. W Tajlandii, w hali do muay thai, w obecności maksymalnie 1500 fanów, bez transmisji – choćby w streamingu. Tak zmierzą się ze sobą Tyson Fury i Mariusz Wach. Jest to pojedynek, który w zasadzie może w dużej mierze bawić, bo choć Polak boksować będzie z rywalem wielkim, to właściwie nie ma tu żadnej stawki.

Reklama

Mariusz Wach przed jedną z walk życia. Sparing czy faktyczna rywalizacja?

Tyson Fury wrócił z trzydziestej piątej emerytury w swojej karierze. Oczywiście przesadzam, ale Brytyjczyk faktycznie odwieszał już rękawice na kołek kilkukrotnie. I jakoś nie może ich tam zostawić. Po tym ostatnim powrocie zdążył już – decyzją sędziów – pokonać Arsłanbeka Machmudowa. A teraz? Teraz ma zawalczyć z Mariuszem Wachem.

Z komunikatów przebija coś, co może wskazywać na walkę o… w sumie nic. Ot, taki lepszy sparing, bardziej na poważnie. Dla Fury’ego ważny, bo ten akurat w tym powrocie może mieć swoje spore cele – przede wszystkim hitową (choć mocno spóźnioną) walkę z Anthonym Joshuą. A poza tym kto wie, może pasy?

Ołeksandr Usyk jakiś czas temu się ich przecież zrzekł, tytuły mistrzowskie największych federacji znów wróciły więc do obiegu. Część ma już nowych mistrzów, ale pewnie przyjęłaby i starych, bo i Fury, i Joshua swoje pasy mieli, pewnie chętnie albo by je odzyskali, albo nawet zdobyli nowe. Pod nieobecność Usyka, który rozprawił się w przeszłości z oboma Brytyjczykami, to całkiem możliwe (choć są też obowiązkowi pretendenci, rzecz jasna).

Reklama

– Zwakowanie tytułów przez Usyka to de facto wypisanie się ze sportu i potencjalne otwarcie nowej ery w wadze ciężkiej. Fury i Joshua ze względu na wiek nie zdążą jej zdominować, ale chcą w niej zaistnieć. Na razie trójka nowych mistrzów to Daniel Dubois, Agit Kabayel i Murat Gassijew. I o ile pierwsi dwaj to zawodnicy ze ścisłej czołówki, tak ten ostatni to łakomy kąsek dla każdego, kto marzy teraz o tytule. Niewykluczone, że do mistrzowskiego grona wkrótce dołączy Moses Itauma – najmłodszy i być może najbardziej utalentowany, ale wciąż niesprawdzony na najwyższym poziomie – mówi Kacper Bartosiak, pięściarski ekspert, prowadzący YouTube’owy kanał o boksie wespół z Januszem Pinderą. Dalej dodaje:

– Bardzo ciekawe, jak na to nowe otwarcie zareagują Joshua i Fury. Jak na ironię kiedy wydaje się, że ich walka znów jest na wyciągnięcie ręki, to obaj mogą zacząć zerkać w stronę jakiegoś tytułu. Zresztą w negocjacjach wciąż pojawiają się kolejne kwestie sporne – związane z telewizją, miejscem, a nawet dokładną godziną rozpoczęcia walki. Na razie budowanie napięcia przed tym starciem idzie dramatycznie źle – Fury zmierzy się z zawodnikiem numer 283 (!) na świecie według portalu Boxrec, Joshua z kolei z szerzej nieznanym albańskim numerem dwa wagi ciężkiej z nabitym rekordem. Podgrzewanie atmosfery przed „największą brytyjską walką wszech czasów” polega ostatnio na tym, że Fury twierdzi, iż Mariusz Wach pokonałby najbliższego rywala Joshuy. Zaiste – ciekawa wizja autopromocji.

To wszystko nie zmienia faktu, że Fury – nawet zmierza do nich małymi i niemrawymi krokami – ostatecznie celuje w duże rzeczy. A Mariusz Wach – mimo swej postury – się do nich nie zalicza.

No bo jest Polak bliski emerytury. W zasadzie – jedną nogą to stąpa po niej od dawna, druga trzyma się gdzieś jeszcze całkiem sporych walk, takich na przetarcie. Robi rzeczy dookoła boksu czy MMA, o których jeszcze tu wspomnę. Przed dwoma laty solidne lanie – pierwsze takie od dawna – sprawił mu wspomniany Moses Itauma, wydawało się, że to już może być dla Wacha koniec, że warto by zadbać o zdrowie.

Reklama

Ale nie, gdzie tam. Po Itaumie zdążył już zaboksować dwa razy w kraju i raz poza jego granicami, na Węgrzech. A teraz udał się do Tajlandii na walkę-sensację, ogłoszoną zresztą niespełna miesiąc temu. Wach jedzie powalczyć z Tysonem Furym, dopisać Brytyjczyka do całkiem pokaźnej listy rywali z topu – takich jak Władimir Kliczko, Aleksandr Powietkin czy Dillian Whyte. Fury to nazwisko numer jeden lub dwa na tej liście – tylko Kliczko opcjonalnie może się z nim równać. Ale to już zależy, kto co lubi w boksie.

Tyle że gdy boksował z Kliczką, to miał Polak niespełna 33 lata. W tym roku skończy 47. Na 10 ostatnich zawodowych walk przegrał 7.

Jakim cudem dostał więc tę walkę?

Tyson Fury szukał rywala. Więc Wach przerwał wakacje

Wiadomo, że w świecie boksu właściwie każdy promotor zna Mariusza Wacha. Ten walczy przecież na zawodowych ringach od 2005 roku, boksował o mistrzostwo świata, od dawna jest też dobrym sparingpartnerem dla gwiazd, a dla tych, co gwiazdami chcą się stać – gościem na przetarcie. Żelazna szczęka, odporność, ale i dość wolny boks, a do tego brak nokautującego ciosu – to wszystko sprawia, że po prostu dobrze się z nim walczy.

Reklama

Promotorzy Fury’ego pewnie wzięli to pod uwagę. Sam Wach wspominał o tym w rozmowie z kanałem FanSportu:

– Na pewno sztab Tysona oglądał te moje walki, zobaczył, że solidny zawodnik, to wzięli mnie. Każdy zawodnik z całego świata chciałby zawalczyć z Furym. Pewnie tych maili wysyłali do wielu zawodników, napisali też do mnie. Odpisaliśmy i tyle. Wiesz, to nie jest mój problem, moje zmartwienie, żeby się zastanawiać, czy to był dobry wybór. Dla mnie to jest zajebiste. Mogę potrenować, pokazać się na świetnej gali z zawodnikiem, który dla mnie jest TOP 3.

Dodawał też, że był solidnie wkur***, bo… musiał przerwać wakacje. O walce dowiedział się końcem czerwca, wtedy wszystko podpisywano. Akurat był nad morzem z synem. Wyszło, że trzeba skrócić wyjazd o kilka dni, ale twierdzi, że potem sobie to wszystko odrobią. Będzie za co, bo pojedynek z Tysonem ma być „w top 3 wypłat w moim życiu”, jak mówił w kilku miejscach. Choć, jak twierdził, nie była to tak oczywista decyzja jak w przeszłości.

Reklama

Niedługo po ogłoszeniu walki, w rozmowie z portalem WP SportoweFakty mówił:

– O tej walce wiem od około tygodnia. Kontrakt przysłali niedawno, ale ja takich kontraktów podpisałem mnóstwo, gdzie zdarzało się, że do walk i tak nie dochodziło. Dopóki nie dostałem konkretnej umowy do podpisania, podchodziłem do tego wszystkiego z dużym dystansem. Poza tym nie mogłem nikomu o tym mówić i nawet o tym nie myślałem. Jak już przysłali kontrakt, to zacząłem się poważniej zastanawiać. I tyle. Kurczę, dla mnie, 47-letniego „Wikinga” z podkrakowskiej wsi taka walka jest zwieńczeniem kariery. Jest dobrze. […] Tym razem akurat się zastanawiałem. Porozmawiałem z dwoma zaufanymi osobami. Jedna mi odradzała, druga nie miała przeciwwskazań. Podjąłem decyzję, że biorę tę walkę, właśnie dlatego żebyśmy mogli o niej dziś rozmawiać, żeby pokazać niedowiarkom i hejterom, że jeszcze można walczyć.

Z Furym miał okazję w przeszłości sparować. Możliwe, że to też pomogło w tym, że to akurat jego wzięli do ringu. Bo tak to – wzięciem – trzeba chyba nazwać. Po prostu wybrali chłopa, co do którego byli przekonani, że jest dostępny. Wiedzieli, że coś tam nadal boksuje, trenuje, że pewnie za dobry pieniądz poleci na drugi koniec świata, bo do Tajlandii. A równocześnie: że zagrożeniem dla Brytyjczyka to on nie będzie, ale trochę porządnego boksu dać powinien.

Reklama

Ba, walka to taka – i tak niespodziewana – że wielu podejrzewa nawet, że będzie po prostu ustawiona. Wach wszystkiemu, rzecz jasna, zaprzecza. Nie da się jednak ukryć, że jest to starcie niecodzienne. Bo w zasadzie nie miał Polak żadnych podstaw by wierzyć, że jeszcze dostanie tego typu pojedynek. Sam mówił, że „nie ma pojęcia, czemu Fury go wybrał”. Ale skoro tak się stało, to planuje „pokrzyżować im szyki i sprawić, że walki Fury – Joshua nie będzie”.

Czy to się może udać? Nie no, bądźmy poważni. Jedyna opcja to chyba sytuacja, w której Tyson łamie sobie rękę o szczękę Wacha.

Poza tym – wiadomo, że Fury to wygra.

Walka charytatywna. Transmisji brak

Stawką walki ma być nowy pas – WBC METTA Humanitarian Belt. Organizacja poinformowała, że ma to być pas za sportowe osiągnięcia, owszem, ale też za działalność na rzecz innych ludzi. Co o tyle zabawne, że walka Fury’ego z Wachem będzie charytatywna – ze strony Anglika. Ten bowiem ma nie zarobić na niej ani pensa czy centa, a wpływy z biletów – ponoć około 250 tysięcy dolarów – chce przekazać na cele charytatywne.

Reklama

Pytanie, jakie trzeba sobie w tym momencie postawić: czy jeśli walkę wygrałby cudem Mariusz Wach, to miałby oddać swoją gażę na cele charytatywne, by pas otrzymać?

Ale dobrze, zostawmy to – pojedynek faktycznie ma być bowiem charytatywny, ale do tego – nigdzie nie transmitowany. To znaczy: rejestrować będzie go Netflix, który tworzy serial dokumentalny o rodzinie Furych, na czele z Tysonem. I urywki starcia znaleźć mają się w jednym z odcinków. Co do wyniku – ten powinien być ogłoszony wcześniej, bo będzie to walka oficjalna, dopełnione mają zostać wszelkie ku temu formalności.

A poza tym na trybunach będzie jednak trochę osób. „Trochę”, bo 1500, tyle zasiąść ma w hali Max Muaythai Stadium w Pattayi. To z zakupionych przez nich wejściówek Fury wypłaci pieniądze Fundacji Ojca Raya, czyli organizacji zajmującej się pomocą dzieciom z ubogich rodzin.

Kiedy tu trenowałem, widziałem mnóstwo bezdomnych i potrzebujących dzieci. Szukałem organizacji charytatywnej, której mógłbym przekazać pieniądze z biletów na walkę, ale nie chciałem, by była to pierwsza, lepsza fundacja. Chciałem, by była najlepsza. Zrobiłem rekonesans i trafiłem na Fundację Ojca Raya. Działa od ponad 40 lat i nosi imię księdza, który zdziałał cuda dla tysięcy dzieci w okolicy. Przygarnął upośledzone i niepełnosprawne dzieci, opiekował się nimi, karmił, ubierał i kształcił. Niestety, już nie żyje, niech spoczywa w pokoju – mówił Fury w wywiadzie dla GoldStar Promotions (cytat za TVP Sport).

Reklama

Dodawał, że wraz ze swoją ekipą pojechał poznać te dzieci i wolontariuszy, a oprowadzany po ośrodku miał się w nim zakochać. – Świat jest bardzo zły i jeśli mogę choć trochę pomóc, to fantastycznie. Biletów było tylko 1500 i wyprzedały się w trzy minuty. Z ich sprzedaży zebraliśmy 250 tys. dolarów i wszystko zostało przekazane dla tych dzieci – mówił.

Co do samej walki – twierdził, że to dla niego szansa, by odwdzięczyć się społeczności, bo w Tajlandii już kilkukrotnie przygotowywał się do walk i polubił tamtejszych ludzi oraz okolicę. Poza tym, jak stwierdził, dawno nie było takiej walki, by „jeden z najsłynniejszych sportowców na świecie walczył w tak małej arenie, niedaleko lokalnej siłowni”. Faktycznie, dzisiejsze walki bokserów o takim formacie zapełniają stadiony.

Temu pojedynkowi znacznie bliżej do tego, do czego w ostatnim czasie przyzwyczajony jest Mariusz Wach, nie Tyson Fury. Z perspektywy tego drugiego to jedynie próba wykonania prztyczka w stronę potencjalnego przyszłego rywala. Mówi Kacper Bartosiak:

– Walkę Fury-Wach sponsoruje wyłącznie ego Tysona. To zestawienie jest kompletnie irracjonalne – zwłaszcza po tym jak Brytyjczyk wygrał w poprzedniej walce z Arsłanbekiem Machmudowem. Tym samym, który w 2022 roku znokautował przecież solidnego wtedy Wacha. Gratuluję rodakowi wypłaty i nie dziwię się, że przyjął ofertę, ale to co robi Fury wystawia złe świadectwo całej dyscyplinie, która przecież słynie z rzucania sobie kłód pod nogi. Mam wrażenie, że „Gypsy King” zdecydował się na taką walkę tylko dlatego, by spróbować przykryć powrót do ringu Joshuy, który kilka miesięcy temu został ranny w wypadku samochodowym, w którym zginęło dwóch jego przyjaciół. Fury jednak wiedział, że nie wygra korespondencyjnej rywalizacji – nie chciał walczyć z lepszym rywalem niż rodak, a do tego de facto zdecydował się ukryć walkę przed transmisją, by nie porównywano potem oglądalności. W swojej głowie prowadzi jednak psychologiczną grę z Joshuą i pewnie wydaje mu się, że wygrywa.

Reklama

Wach jest więc tu swego rodzaju pionkiem w grze Fury’ego. Ale przynajmniej dobrze opłacanym.

Wach ma już kolejne pojedynki. Mniejszego kalibru

Wach zresztą wie też już, co będzie robić po Furym. Przede wszystkim – stoczy kolejny pojedynek w organizacji Prime. To tam zdarzyło mu się już mierzyć z… trzema amatorami naraz. – Nie da się przygotować, wytrenować do walki 1 na 3. Ja cały czas, codziennie trenuję, a do takich walk w Prime po prostu wychodzę i robię swoją robotę – mówił o tym starciu na kanale FanSportu.

To zresztą walka, w której zakochali się… fani boksu na portalu X po tym, jak ogłoszono, że Wach zawalczy z Furym. Wcześniej raczej nie wyszła poza Polskę, wtedy jednak z miejsca obiegła cały świat.

Reklama

A teraz ma być jeszcze lepiej, bo Prime ogłosiło, że ledwie dwa tygodnie po tym, jak zmierzy się z jednym z najlepszych ciężkich w dziejach, Wach zawalczy z pięcioma rywalami. Sama organizacja napisała, że z „pięcioma Cyganami”, a fani, wiadomo, podchwycili od razu, że najpierw spróbuje pokonać „króla Cyganów”, a potem jego poddanych. No i cóż: jest reklama? No jest. Niemniej jednak trudno ukryć, że gdzieś ta ładna kariera Wacha, której walka z Furym mogła być zwieńczeniem, jest rozmieniana już nie na drobne, a na jakieś kompletne okrawki.

Choć wiadomo – co zarobi, to jego. I trudno krytykować go za to, że te pieniądze zbiera, póki może.

W boksie zresztą też zna już kolejnego rywala, bo tempa nie zwalnia. Po dziesięciu rundach z Furym, zmierzy się z Krystianem Arndtem (który ma na koncie jedną zawodową walkę – porażkę z Kacprem Meyną) na gali w Chojnicach. To 17 października, więc gdzieś pomiędzy to wszystko zapewne uda się wcisnąć dalszą część przerwanych wakacji, które – czego nie ukrywa sam Wach – w sumie są dla niego ważniejsze niż te wszystkie pojedynki. Bo rodzina ma miejsce numer jeden.

Reklama

Ale szansy na starcie z Furym nie można było odpuścić, bo to – jak mówi Polak – spełnienie pewnych marzeń.

A czy w ringu uda się coś pokazać?

– Wiadomo że lewy na lewy nie mam czego szukać. Muszę wymyślić coś innego, coś niekonwencjonalnego, zaskoczyć go, żeby wygrać ten pojedynek. Będę musiał zrobić coś nietypowego, czego nie widzieliście w moim boksie. Ja z nim sparowałem. Jest świetnym zawodnikiem, mimo gabarytów jest bardzo szybki, silny i dynamiczny. Ja wiem, na co się piszę, wiem, co mnie czeka. To będzie ciężka przeprawa – mówił.

Jego trener, Piotr Wilczewski, opowiadał z kolei na łamach „Faktu”, że będzie dobrze, choć – o czym mówił sam bokser – w trzy tygodnie w zasadzie niczego nie da się zrobić.

Reklama

– Mariusz walczył z najlepszymi na świecie i ta walka niczym go nie zaskoczy. On musi po prostu wejść do ringu i zostawić w nim serce. Przecież nieraz sparował z Furym. Jest bardzo doświadczony. Wiadomo, że będzie mocna wymiana ciosów. W wadze ciężkiej, przy takiej masie zawodników, nie ma miejsca na głaskanie. Właściwie już tylko muszę naładować mu głowę i będzie dobrze. Przez trzy tygodnie formy nie zbudujemy. Ale myślę, że może być dobrze. Choć gdyby ta walka była dwadzieścia lat temu, byłbym jeszcze szczęśliwszy. […] Czuję, że końcówka walki może należeć do Mariusza.

Na ten moment wydaje się, że to nie tyle robienie dobrej miny do złej gry, co ostatni uśmiech skazańca przed tym, jak otworzy się zapadnia. Nic bowiem nie wskazuje, nic nie sugeruje i znikąd nadziei na to, że Wach mógłby tę walkę wygrać.

Ale kto zabroni im mówić, że może jednak?

Reklama

Fot. Newspix

5 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Wielki transfer Rakowa. Brunes drugim najdrożej sprzedanym w historii! [NEWS]

Szymon Janczyk
12
Wielki transfer Rakowa. Brunes drugim najdrożej sprzedanym w historii! [NEWS]
Liga Europy

Były piłkarz Cracovii dał show! Rajd z połowy na wagę wygranej [WIDEO]

Mikołaj Duda
0
Były piłkarz Cracovii dał show! Rajd z połowy na wagę wygranej [WIDEO]

Boks

Reklama
Boks

Skandal w Hiszpanii. Bramkarz pomylił boisko z ringiem [WIDEO]

Jan Broda
13
Skandal w Hiszpanii. Bramkarz pomylił boisko z ringiem [WIDEO]